Bary mleczne

10 miejsc we Wrocławiu, w których studenci zjedzą dobrze i tanio

Rok akademicki 2014/15 właśnie ruszył, do Wrocławia płyną kolejne tabuny studentów, pora więc wyjść im nieco naprzeciw, podając kilka propozycji miejsc, w których mogą dobrze zjeść. Wiadomo, że portfel studenta to nie studnia bez dna, trzeba zaoszczędzić na imprezę, ksero itp, a jak oszczędzać, to niestety, często na jedzeniu. Na szczęście Wrocław rozwija się od względem gastronomicznym w bardzo szybkim tempie. Równolegle do powstających co i rusz burgerowni i droższych restauracji, wyskakują ciekawe bary z niedrogim, a coraz lepszym jedzeniem.

Co prawda swoje studia zakończyłem już jakiś czas temu, ale do tej pory lubię zjeść w znanych mi z tamtego okresu miejscach. Poniżej przestawiam swój, subiektywny ranking miejsc, w których warto się stołować, żeby zjeść nieźle i nie zbankrutować. Wszystkie miejsca był przeze mnie sprawdzone osobiście. Brałem pod uwagę głównie jakość potraw oraz oczywiście cenę, a także lokalizację w pobliżu głównych uczelni. Na liście starałem się umieścić zarówno miejsca z domowym jedzeniem, jak i fastfoodami, bo kto z nas podczas studiów jadł tylko i wyłącznie zdrowo?

Bar MIŚ

foto - wroclaw.pl

foto – wroclaw.pl

Miejsce kultowe, od lat będące przystanią dla głodnych studentów z pustym portfelem. Może i Miś nie plasuje się w czołówce jeśli chodzi o wybitny smak dań, ale biorąc pod uwagę ceny, nie ma sobie równych. Za zupę zapłacicie tutaj maksymalnie 2 zł, 1,30 zł za jajecznicę, 4,50 zł za pierogi ruskie, a 6,50 zł za schabowego. W Misiu możecie zjeść wszystkie standardowe dania mączne z pierogami i naleśnikami na czele, kilka różnych zup, a także dania mięsne. Jak na swoje ceny, porcje są wystarczające. Tak niskie ceny biorą się stąd, że Miś od lat jest jednym z dotowanych barów mlecznych.

Bar Miś

ul. Kuźnicza 48

 

Bar Domowe Obiady

pic_Bar-Domowe-Obiady-_468885_large

Moje odkrycie, miejsce, w którym z chęcią mógłbym jeść codziennie. Malutki lokalik przy ul. Sępa Szarzyńskiego prowadzony jest przez trzy przemiłe panie, gotujące codziennie domowe dania. Każda potrawa jest świeża, przygotowywana na bieżąco pod zamówienie, nic nie stoi w bemarach. Ceny są wyższe niż w Misiu, ale i jedzenie sporo lepsze. Za sporą porcję genialnych, domowych pierogów ruskich zapłacicie 6,50 zł, za każdą zupę, codziennie inną – 3,50 zł. Zestaw z filetem z kurczaka lub schabowym, ziemniakami i surówką oraz kompotem to koszt 13 zł. Jeśli zatęsknicie na obiadkami u mamy, wpadajcie do Domowych Obiadów. Wspomnienia na pewno powrócą.

Naszą relację znajdziecie tutaj.

Bar Domowe Obiady

ul. Sępa Szarzyńskiego 67 B

 

Bar Jak u mamy

jak-u-mamy-2

Miejsce bardzo podobne do wymienionych wyżej „Domowych Obiadów”, z ta różnicą, że położone bliżej Rynku, właściwie przy samym Uniwersytecie Wrocławskim, przez co przemiał oraz kolejki w „Jak u mamy” są sporo większe. Jedzenie jest bardzo smaczne, a już stosunek jakość-cena jest jednym z najwyższych w mieście. Pierogi ruskie zjecie za 5,50 zł, z mięsem 6,60 zł, a zestaw fileta z kurczakiem, ziemniakami i surówką za 9,30 zł. Wszystkie dania są świeże, pierogi klejone na bieżąco, a do tego wszystkiego można domówić codziennie inną zupę za – 2,40 zł.

Naszą relację możecie przeczytać tutaj.

Bar Jak u mamy

ul. Łokietka 6/1 a

 

Bazylia

bar_bazylia

Skoro jesteśmy już w okolicach Uniwersytetu, to ciężko nie wspomnieć o Barze Bazylia, która od lat karmi wrocławskich żaków. Jest to typowy multifood, w którym możecie wybrać to, co wam się żywnie podoba. Jeśli lubicie połączenie ryby ze schabowym i pierogami ruskimi, macie możliwość spróbować każdego z tych dań podczas jednego obiadu. Nakładacie tyle, na ile macie ochotę. Za każde 100 gram jedzenia zapłacicie 2,59 zł, a jeśli dobierzecie zupę, będzie ona kosztować dodatkowe 2,50 zł. Dania nie są może wykwintne, zdarza się, że leżą długo w bemarach, ale jedzenie ogólnie jest dość smaczne. Na plus działa na pewno dobra lokalizacja, zwłaszcza dla studentów wydziałów Prawa, Filologii i Historii. W ostatniej godzinie działania baru, czyli pomiędzy 18 a 19, ceny idą w dół o 50%.

Naszą relację z Bazylii przeczytacie tutaj.

Bar Bazylia

ul. Kuźnicza 42

 

 ZUPA

z15255738Q,Zupiarnia-Zupa-miesci-sie-u-zbiegu-ul--Kotlarskiej

Nie oddalając się zbytnio, trafiamy do Zupy, czyli prawdziwych mistrzów przygotowywania smacznych zup. Co ważne, każda zupa jest niedroga, bardzo pożywna i zdrowa, przygotowywana ze świeżych i sprawdzonych składników. Codziennie do wyboru macie kilkanaście różnych opcji w menu. Możecie zamawiać zarówno małe, jak i duże porcje. Ceny rozpoczynają się od 6 zł, a przychodząc z własnym pojemnikiem, nawet złotówkę mniej. Zdecydowanie polecamy!

Naszą relację z Zupy możecie przeczytać tutaj.

Zupa

ul. Szewska 24/26

 

Bar Witek

1328534045_2

Dosłownie kawałek dalej, na ulicy Wita Stwosza znajdziecie kolejne legendarne miejsce, tym razem specjalizujące się w może nieco mniej zdrowym jedzeniu. Ale któż z nas nie lubi tostów? Bar Witek to legenda wrocławskich tostów. Za 7,30 zł zjecie ogromnego tosta tradycyjnego. Spróbujcie, na pewno się nie zawiedziecie.

Nasza relacja z Witka tutaj.

Bar Witek

ul. Wita Stwosza 40/1 a

 

U Gruzina

u-gruzina-1

To miejsce, to właściwie obowiązkowa miejscówka dla studentów Politechniki. Prawdziwie gruzińskie dania wypiekane na miejscu, za niewielkie pieniądze. Co ważne, wszystkie chaczapuri są bardzo smaczne, niedrogie i mocno sycące. Już małe kubdari za 6 zł jest w stanie znacząco zmniejszyć głód. Gruziński fastfood, do którego chce się ciągle wracać.

Naszą relację z U Gruzina możecie przeczytać tutaj.

U Gruzina

ul. Curie Skłodowskiej 3 a

 

Pizza Mobile

10330489_265132973676713_1719479063883503193_n

Studia bez zamawiania pizzy na telefon, to nie studia. Zarówno podczas studenckich imprez, na kaca, a także do nauki, kiedy nie chce się wyjść z domu, a w lodówce macie tylko światło, jakąś opcją jest zamówienie pizzy. W stolicy Dolnego Śląska pizzerie można liczyć prawdopodobnie w setkach, ale tych naprawdę godnych uwagi jest ledwie kilka. Jedną z nich niewątpliwie Pizza Mobile, która co prawda mieści się przy ul. Bajana, ale możecie zamówić w każdy punkt Wrocławia. Dobra pizza, na cienkim cieście ze sporą ilością dodatków. Ceny rozpoczynają się od 13,90 zł za Margheritę.

Naszą relację z Pizza Mobile przeczytacie tutaj.

Pizza Mobile

ul. Bajana 1

 

Kebab King

kebab-king-4

 

Kebab to także jedno ze standardowych studenckich dań. Zarówno podczas dnia, jak i w nocy, po lub w trakcie imprezy. Dotychczas najlepszy jaki jedliśmy to Kebab King, który mieści się w samym centrum na ulicy Świdnickiej, a otwarty jest od 9.00 do 4 nad ranem, a w weekendy przed 24 godziny na dobę. Możecie wybierać pomiędzy mięsem wołowym i drobiowym, a także daniami zawiniętymi w chlebek lub na talerzu z frytkami. Porcje są spore, a ceny rozpoczynają się od 12 zł. Jakość mięsa może zadowolić, ilość także. Co ważne, można zamawiać jedzenie z dowozem.

Nasza relacja z Kebab King tutaj.

Kebab King

ul. Świdnicka 24/26

 

Lokanta Kebab

turek-4

Skoro powyżej był kebab w okolicach Rynku, teraz pora na ukłon w stronę osób studiujących w pobliżu Placu Grunwaldzkiego. Lokanta Kebab to mały bar na ulicy Piastowskiej z niezłym jedzeniem, dobrymi cenami oraz zniżkami dla studentów. Kebab w tortilli możecie zjeść poniżej 10 zł, zarówno z mięsem drobiowym, jak i wołowym. Mięso jest dobrze doprawione, soczyste i bardzo uczciwie podane jeśli chodzi o ilość.

Naszą relację z Lokanta Kebab znajdziecie tutaj.

Lokanta Kebab

ul. Piastowska 23

 

Mamy nadzieję, że w jakiś sposób wam pomogłem. Starałem się zamieścić na liście te miejsca, w których jedzenie naprawdę mi smakowało, a portfel nie został ogołocony do zera. Osobną listę powinienem stworzyć jeszcze dla wegetarian, którym podpowiem tylko cztery miejsca, gdzie mogą zjeść:

– Złe mięso – ul. Ofiar Oświęcimskich 19

– Najadacze – ul. Nożownicza 40

– Bar Vega – Rynek 27 a

– Machina Organika – ul. Ruska 19

Reklamy

Bar Mewa, czyli upadająca legenda

Kiedy przyjezdni pytają mieszkańców Wrocławia o bary mleczne, które warto odwiedzić w stolicy Dolnego Śląska, zazwyczaj padają dwie nazwy: Miś i Mewa. Przemierzając Wrocław wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu dobrego jedzenia już dawno spostrzegłem się, że oba miejsca przyciągają klientów właściwie tylko swoją legendą, nawiązującą jeszcze do słusznie minionej epoki. Barów z naprawdę dobrym, domowym jedzeniem mamy w mieście sporo, natomiast wspomniane dotowane bary mleczne to już zupełnie inna historia. I o ile jeszcze w czasach szkolnych z chęcią wpadałem do Misia np. na pierogi leniwe za około 2 złote, tak obecnie, przy sporym nagromadzeniu dobrej gastronomii we Wrocławiu, ciężko mi się przekonać do tych miejsc.

Mewa 1

Na potrzeby relacji, będącej jednocześnie eksperymentem, postanowiłem jednak spróbować kilka dań w Barze Mewa. Ostatni raz byłem tam jakieś 15 lat temu, choć dokładnie nie pamiętam. Kilka osób na naszym facebookowym fanpage’u podpowiadało nam, żeby przyjść w okolicach 13.00, bo tylko wtedy można zjeść w Mewie pierogi. Dlaczego, nie mam pojęcia.

Menu jak to w prawdziwym, dotowanym barze mlecznym, z cenami wyliczonymi co do grosza, uwzględniającymi maksymalnie 30% marżę na produkty.

mewa 9 mewa 10 mewa 11 mewa 12

 

Ryzyko wpadki finansowej niewielkie, ceny niespotykanie niskie. Przychodzę o 12.50, więc w lokalu jeszcze dość pusto, kolejka krótka, ale wyczuwam lekką ciszę przed burzą. Godzina pierogów zbliża się wielkimi krokami.

mewa 13 mewa 14

 

Wystrój zarówno sali, jak i kuchni jakby żywcem wyjęty z PRL-u. Co gorsza, porządek, a właściwie jego brak na stolikach, lekko odstrasza.

Mewa 3

Zamawiam więc po kolei: zupę pomidorową z makaronem (1,94 zł), filet z kurczaka (6,04 zł) plus placki ziemniaczane (4,17 zł) oraz surówkę z białej kapusty (79 gr). Chcę zapłacić od razu za pierogi, ale pani informuje mnie, że mogę to zrobić dopiero o 13.00. Jakby to komuś robiło różnicę, że zapłacę od razu, a odbiorę po 13.00. Nic to.

Dania lądują na ladzie do odbioru jedno po drugim, nadchodzi 13.00, a w lokalu kolejka rośnie w zastraszającym tempie.

Mewa 2

Pani z obsługi przypomina sobie o mnie i prosi żebym podszedł bez kolejki zamówić ruskie. Zamawiam, przekazuję całe 3,98 zł i właściwie od ręki otrzymuję polane talerz polanych masłem pierogów.

Zaczynam jeść od zupy pomidorowej, która pomidorową jest tylko z nazwy. Koncentrat pomidorowy rozcieńczony z wodą, z dodatkiem wegety i makaronu. Pod dwóch łyżkach postanowiłem nie truć się więcej.

mewa 7

 

Jeśli na kolejnym zdjęciu nie rozpoznacie co jest czym, nie będziecie w tym odosobnieni. Kiedy dostałem talerz z plackami ziemniaczanymi i filetem z kurczaka, całość wyglądała tak.

Mewa 5

Placki ziemniaczane z mrożonki, ale „smażone” chyba w mikrofali. Gumowe, bezsmakowe, tragedia. Filet z kurczaka to prawdopodobnie najgorsze danie z drobiu jakie miałem okazję zjeść, a właściwie spróbować w życiu. Po ilości tłuszczu, który oblewał kotleta, podejrzewam, że był on usmażony wcześniej, a przed podaniem „podgrzany” w frytkownicy, nasiąkając tłuszczem oraz smakami innych dań smażonych w tej samej fryturze.

mewa 8

Najmocniejszym punktem całości jest surówka z białej kapusty. Chrupiąca, świeża, lekko słodka, smaczna, czyli jakże inna od pozostałych potraw.

No i na koniec towar deficytowy, czyli pierogi ruskie w liczbie ośmiu.

Mewa 4 Mewa 6

 

Porcja została sumiennie zalana, ale nie masłem, a margaryną. Ciasto o dziwo naprawdę delikatne i smaczne. Z kolei farsz to mniej więcej 90% papki ziemniaczanej z dodatkiem małych drobinek sera i cebuli. Za tę cenę zjadliwe, aczkolwiek wolę podejść 100 metrów dalej i w Barze Jak u mamy dopłacić trzy złote i zjeść genialne pierogi jak w domu.

Cóż, legenda legendą, ale poziom Baru Mewa wywołuje u mnie dreszcze. Brzydki zapach już na wejściu, brudne stoliki, nieco opryskliwa obsługa, no i przede wszystkim – niejadalne dania. W takich chwilach zastanawiam się po co dotować z miejskiej kasy takie bary, skoro jakość podawanego w nich jedzenia woła o pomstę do nieba. Rozumiem jak najbardziej zamysł, ale wykonanie jest fatalne. Jak najbardziej przypada mi także do gustu założenie pozostawienia Baru Mewa w PRL-owskim klimacie, ale wypadałoby to podkreślić w nieco inny sposób, niż ma to miejsce obecnie. Lekki lifting plus większa dbałość o jakość usług na pewno wpłynęłaby pozytywnie na postrzeganie baru.

W najbliższym czasie przejdę się także do Misia, którego jednak zawsze stawiałem nieco wyżej w swojej hierarchii barów mlecznych.

Bar Mewa

ul. Drobnera 4

Krówka Bar, czyli bardzo nierówny bar mleczny

Dawno nie było na blogu relacji z baru mlecznego, więc spieszę, żeby nadrobić zaległości. Już klika osób na naszym facebookowym fanpage’u przy okazji wpisów na temat tego rodzaju barów, polecało mi odwiedzenie baru Krówka. Traf chciał, że musiałem coś załatwić przy ul. Tęczowej, gdzie znajduje się jeden z ich lokali, więc skorzystałem z okazji. Odwiedziłem później Krówkę raz jeszcze, ale już przy ul. Kościuszki.

krówka 1 krówka 2 krówka 3 krówka 4 krówka 5

Tak wygląda lokal z Tęczowej od środka. Malutka miejscówka, z kilkoma stolikami. W środku przyjemnie, słonecznie i czysto. Ceny typowo barowe, więc na początek zamawiam ulubioną zupę pomidorową oraz pół porcji pierogów ruskich i pół z mięsem. W sumie za całość zapłaciłem 14,40 zł.

Zupę dostajemy właściwie od ręki, zaraz po zamówieniu, z kolei pierogi są do odbioru po kilku minutach.

krówka 6 krówka 7

Pierwszą łyżkę prawie że wyplułem. Nie, nie dlatego, że była gorąca, ale zwyczajnie okazała się fatalna. Potwornie ciemna, na pewno nie mająca koloru świeżych, dostępnych w tym okresie pomidorów. Ewidentnie zrobiona z przecieru, fatalnego przecieru i doprawiona jakimiś bliżej nieznanymi ulepszaczami. Przyznam, że gorszej pomidorówki we Wrocławiu jeszcze nie jadłem.

krówka 8 krówka 9 krówka 10

Po tym co spotkało mnie przy zupie, w mojej głowie już kołatała się myśl, że w tym miejscu więcej to już raczej nie zjem. Wydawało się, że Krówki w moich oczach nie uratuje już nic, ale nastąpił zupełnie nieoczekiwany zwrot akcji. Pierogi które pojawiły się na moim stole okazały się bardzo smaczne, te z mięsem wręcz doskonałe.

Pierogi zostały okraszone akurat często spotykaną w barach mlecznych rozgotowaną papką cebulową, ale na szczęście została ona zepchnięta na dalszy plan przez smak pierogów. Ruskie były pieprzne, lekko serowe, może nie jak ‚babcine”, ale na poziomie. Ciasto mogłoby być bardziej cienkie, ale i tak jest delikatne i dobrze komponuje się z farszem.

Natomiast pierogi z mięsem podbiły moje serce. Przy każdym kolejnym gryzie szeroko otwierałem oczy ze zdziwienia. Świetny smak delikatnego mięsa, które, co ważne – nie było suche, z dodatkiem marchewki i dużej ilości przypraw, m.in. wyczuwalnego pieprzu i majeranku. Jadałem lepsze w kilku miejscach, ale tym naprawdę niewiele brakuje do ideału.

Jako że pierogi uratowały honor Krówki, w jednym z kolejnych dni udałem się do drugiego lokalu baru Krówka, tym razem przy ul. Kościuszki.

krówka 11

Od wejścia wita nas „potykacz” z informacją o bardzo dobrych pierogach, co, jak się okazało, faktycznie jest prawdą. Na Kościuszki postanowiłem jednak spróbować czegoś innego, żeby mieć szerszy pogląd na całokształt baru.

Ceny zup minimalnie różnią się w obu lokalach. Za żurek zapłaciłem 5 zł, natomiast flaczki 9 zł. Do tego domówiłem jeszcze zestaw fileta z kurczaka z ziemniaczkami i surówką w cenie 13,90 zł.

Na zupę ponownie nie musiałem za długo czekać, natomiast filet w czasie spożywania żurku właśnie się smażył, o czym świadczyły dochodzące z kuchni odgłosy.

krówka 12 krówka 13

Niestety, w tym momencie spotkała mnie kolejna niemiła niespodzianka. Żurek po pierwsze był tak gorący, jak tylko może być po wyjęciu z mikrofali, a do tego zwyczajnie tłusty. Oczywiście, żurek nie należy do najlżejszych zup na świecie, ale tłuszcz w tej zupie był prawdopodobnie zwykłym olejem, który tworzył osobną, kilkumilimetrową warstwę. Smak nijaki, zabity przez tłuszcz. Nie okazał się ani kwaśny, ani smaczny, a kiełbasą okazały się jakieś skrawki. Kolejny raz potwierdza się, że najlepiej w barach mlecznych sprawdza się sposób przygotowywania jednej zupy dziennie. Wtedy na pewno jest świeża i o wiele smaczniejsza.

Żurku nie zjadłem do końca, liczyłem więc na nagrodę w postaci smacznego kurczaka w panierce.

krówka 14 krówka 15

 

Pierś, mimo że nie za mocno doprawiona, spełniła moje oczekiwania, ponieważ byłem niesamowicie głodny. Była dobrze wysmażona, nie zeschnięta i sporej wielkości. Do tego świeżutkie ziemniaki posypane koperkiem i surówka coleslaw. Co prawda niezbyt pasująca do całego dania, ale niezła, lekko słodkawa.

Na koniec skosztowaliśmy jeszcze wziętych na wynos flaczków, ale przez grzeczność, nie będziemy wam nawet przedstawiać ich zdjęcia, a tym bardziej opisywać smaku, dramat.

Krówka Bar jawi się nam jako bardzo niedopracowana. Smak potraw jest albo niedoprawiony, albo totalnie nietrafiony. Krówka broni się zdecydowanie smacznymi pierogami, ale totalnie nawala przy zupach. Próbowaliśmy trzech i żadna nie okazała się choć trochę smaczna. Spokojnie mogę wam polecić udanie się do Krówki na pierogi lub pierś z kurczaka, ale z zaznaczeniem, żeby była doprawiona solą i pieprzem. Zupy to odrębna historia, o której lepiej zapomnieć.

Krówka Bar

ul. Tęczowa 84

ul. Kościuszki 6

 

Proste smaki, czyli domowe bistro z restauracyjnymi cenami

Kilka wrocławskich barów mlecznych udało mi się już odwiedzić, ponieważ niezmiennie od lat lubię jedzenie w takich miejscach. Zawsze miały swój niepowtarzalny, minimalistyczny klimat, który jednak nie przeszkadza w momencie, kiedy jedzenie zaspokaja nasze oczekiwania. Ze sporymi nadziejami udałem się więc do bistro Proste Smaki przy ulicy Nowowiejskiej, o którym słyszałem sporo dobrego.

Foto - Facebook Proste Smaki

Foto – Facebook Proste Smaki

Już od samego wejścia krzyczy do nas hasło: strefa wolna od glutaminianu sodu. Sam lokal, w środku, delikatnie mówiąc nie wygląda zbyt okazale. Ot, kilka stolików ustawionych na bardzo wąskiej sali. Menu rozpisane jest na tablicy, ale codziennie ulega zmianie, więc najlepszym rozwiązaniem jest śledzenie facebookowego fanpage’u bistro, który codziennie uaktualnia dostępne dania. Nie zmienia to jednak faktu, że kiedy przyszedłem na miejsce, akurat jednego z makaronów, który znalazł się na liście na Facebooku, nie było. Przykładowe menu przedstawia się  tak:

1. Chłodnik turecki (bez czosnku) 6,00 w dostawie 6,50
(pomidorowa z ryżem w tej samej cenie)
2. Kopytka z gulaszem wieprzowym, przyprawione świeżym tymiankiem, podane z surówką z kapusty kiszonej 16,00 w dostawie 16,50.
3. Grzyby duszone z porami w śmietanie, podane z kopytkami lub kaszą gryczaną oraz surówką z kapusty kiszonej 16,00/z kaszą 13,00 w dostawie 16,50/13,50
4. Grillowany owczo-kozi ser halloumi 14,00 (nie wozimy)
5. Sałatka z mozzarelli i pomidora 10,00; sałatka z grillowanym kurczakiem 13,00, sałatka grecka 16,00; sałatka z tuńczykiem 16,00; rukoli, pomidora i fety 10,00…
Kotleta schabowego lub fileta z kurczaka z ziemniakami i surówką 17,00 w dostawie 17,50
6. Fileta w ziołach z ziemniakami i śródziemnomorską sałatką z pomidora na rukoli 19,00 w dostawie 19,50
7. Placki po rosyjsku z dzikim wędzonym łososiem 12,00 w dostawie 12,50
8. Placek po węgiersku 19,00 w dostawie 19,50
9. Makaron z sosem pomidorowym 12,00; aglio olio peperoncino 16,00; carbonara 18,00; z dzikim wędzonym łososiem w śmietanowym sosie22,00; z krewetkami w maślano-winnym sosie 22,00; z sosem z gorgonzoli 16,00 w dostawie makarony 0,50 droższe.

W takim razie, na pierwszy raz zamówiłem typowo barowy standard, czyli zupę pomidorową z makaronem za 6 zł plus filet z kurczaka z młodymi ziemniaczkami i mizerią za 17 zł. Rozsiadłem się przy jednym ze stolików, nie czekałem zbyt długo, po czym dostarczono mi zupę.

proste smaki 3

Zupka niezwykle smaczna, faktycznie smakuje jak domowa. Przygotowana ze świeżych pomidorów, których kawałki pływają w talerzu. Leciutka, podana z makaronem świderki, naprawdę dobry strzał.

Po uleżeniu się w brzuchu sporego talerza zupy, na moich stole pojawił się zamówiony filet z kurczaka.

proste smaki 1

Spory kawał mięsa nie został tradycyjnie opanierowany w bułce tartej, a jedynie w samym jajku. Nie ukrywam, że nie jest to moja ulubiona wersja tego dania, ale jako że całość, z młodymi ziemniaczkami posypanymi koperkiem oraz mizerią, wyglądała smacznie, z chęcią zabrałem się za konsumpcję. Kurczak, co nie jest niestety zwyczajem w tego typu barach, nie został przesuszony. Jest soczysty, doprawiony jedynie solą i pieprzem. Ziemniaczki ugotowane idealnie, a mizeria z gęstą śmietaną, została opruszona jedynie świeżo mielonymi ziarnami pieprzu.

proste smaki 4

Cały obiad oceniam bardzo pozytywnie, smak był domowy, a właśnie tego oczekuję po wizycie w barach mlecznych. Jedynym minusem okazały się ceny. 23 zł za tego rodzaju dwudaniowy obiad to jednak nieco za dużo, jak na lokalizację Prostych Smaków. W oddalonym o jakieś 500 metrów barze Domowe Obiady, za ten sam zestaw płaciłem o niemal 10 zł mniej, a smak był jeszcze lepszy.

Nie zniechęciłem się jednak, tym bardziej, że potrawy były dobre. Kolejnego dnia zdecydowałem się na opcję z dowozem jedzenia, zamawiając placek po węgiersku za 19,50 zł. Telefonicznie otrzymałem informację, że czas oczekiwania może wynieść około godziny, więc spokojnie się zgodziłem i czekałem. Po około 70 minutach od telefonu otrzymałem swoje zamówienie, spakowane w styropianowe pudełeczko. Niestety, ktoś zapomniał o dołączeniu plastikowych sztućców.

proste smai 5Cóż, powiedzieć, że danie nie wyglądało specjalnie zachęcająco, to jakby nie powiedzieć nic. Mimo wszystko z opakowania przedostawały się ciekawe smaki.

proste smaki 5 proste smaki 6 proste smaki 8

Placek był spory, ale nie przesadnie gruby, polany śmietaną oraz sosem. Niestety, tego ostatniego było tak dużo, że właściwie zatopił całą resztę, a że okazał się maksymalnie przesolony, więc udało mi się zjeść tylko połowę dania. Przez tę ilość soli ciężko było wydobyć jakikolwiek inny smak. Nieśmiało przebijała się papryka i pomidory, ale był to bardzo delikatny, niezauważalny wręcz smak. Co do wołowiny, to jakościowo była smaczna, ale nierówna. Jedne kawałki były mięciutkie i rozpadające się pod nożem, inne niestety dość twarde, przesuszone.

Podsumowując, prawie 20 zł za niezjadliwe danie, to zwyczajnie kasa wyrzucona w błoto.

Jako że chciałbym być jak najbardziej obiektywny, postanowiłem dać jeszcze jedną szansę, ponownie zamawiając jedzenie z dowozem. Tym razem wybór padł na fileta ze świeżej flądry z frytkami i surówką z białej kapusty, chilli i cytryny, który podobnie jak placek kosztował 19,50 zł.

Tym razem oczekiwanie było jeszcze dłuższe, ale zrozumiałem to w 100%, ponieważ była to typowo obiadowa pora, więc i ruch wzmożony. W końcu dotarła do mnie smakowicie wyglądająca rybka, niestety ponownie bez sztućców.

proste smaki 9

Ten obiad zmył wszystkie wcześniejsze błędy popełnione w tym bistro. Usmażona bez panierki, tylko lekko doprawiona solą ryba, okazała się genialna w smaku. Ktoś powie – cóż niezwykłego może być w usmażonym filecie? Otóż spieszę z odpowiedzią – prostota, która zresztą jest tytułowym hasłem baru Proste Smaki. Flądra okazał się bardzo smaczna, podana bez zbędnego ociekającego z niej tłuszczu, mówiąc krótko, jak nad morzem.

proste smaki 10 proste smaki 11 proste smaki 12

O frytkach wiele nie ma co pisać, poza tym, że kiedy dotarły były jeszcze ciepłe i chrupiące, co zazwyczaj nie zdarza się w jedzeniu zamawianym na dowóz. Bardzo dobra okazała się za to idealnie pasująca do ryby surówka z białej kapusty ze sporą ilością zaostrzającego smak chili oraz cytryny. Ciekawe, dobrze komponujące się z flądrą połączenie.

Biorąc to miejsce całościowo, to poza wpadką z plackiem po węgiersku, dania są smaczne. Może bez fajerwerków, ale takowych nie można się spodziewać po malutkim bistro. O tym, że jednak za często w tym miejscu jadać nie będę, decydują wysokie ceny, za które spokojnie można zjeść dużo ciekawsze w bardziej oryginalnych restauracjach. Właścicieli pochwalić trzeba jednak za sezonowość dań oraz prostotę w ich przygotowaniu, a także to, że jedzenie nie leży w bemarach, a jest serwowane na bieżąco, pod konkretne zamówienie.

Bistro Proste Smaki

ul. Nowowiejska 18

Facebook.com/ProsteSmakipl

prostesmaki.pl

 

Bar Smaczek, czyli „wszystko robimy sami”

Szukam, szukam, i znaleźć nie mogę lepszych barów mlecznych od Domowych Obiadów na Sępa Szarzyńskiego i Jak u mamy na Łokietka. Większość z takich osiedlowych barów zachęca na ulotkach i witrynach hasłami o własnym wyrobie wszystkich dań z oczywiście samych świeżych składników, bez dodatku glutaminianu sodu. Niestety, mało kto robi to naprawdę rzetelnie, a już to z czym spotkałem się w Barze Smaczek przy ul. Nowowiejskiej, przeszło wszelkie wyobrażenie.

Bywałem w tym miejscu już dawno temu, ale wówczas bar prowadził ktoś inny, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. Tym razem trafiło na młodych ludzi, z których pani zajmuje się przyjmowanie i podawaniem zamówień, a pan, zapewne mąż, gotuje na kuchni.

Foto - gazeta.pl

Foto – gazeta.pl

Wnętrze lokalu jest do bólu surowe, z czterema stolikami umiejscowionym w taki sposób, że jeśli każdy z nich jest zajęty, ciężko znaleźć sobie wolny centymetr, aby przesunąć krzesło. No nic, to akurat dość standardowa rzecz w barach mlecznych.

Z menu głośno wołają do nas informacje na temat nieużywania w tym miejscu półproduktów.

20140613_103122

20140613_103136

W Smaczku pojawiłem się trzykrotnie. Najpierw spróbowałem zachwalanych przez kilka osób pierogów ruskich za 9,50 zł. W kolejnych dniach skusiłem się na tortillę z piersią panierowaną za 10 zł oraz zupę dnia za 4 zł, a także moją ukochaną potrawę z dzieciństwa – placki ziemniaczane ze śmietaną w cenie 7,50 zł.

Na pierwszy ogień idą ruskie. Porcja faktycznie jest ogromna, pomimo tego, że składa się z tylko 6 pierogów.

smaczek 1

Pierogi okraszone są świeżo usmażoną, chrupiącą cebulką i wyglądają nieźle, faktycznie można uwierzyć, że są przygotowywane na miejscu. Po pierwszym kęsie zaczynam jednak mieć wątpliwości. O ile ciasto faktycznie jest mięciutkie i smaczne, tak z farszem jest coś nie tak. Nie jest jasny, a żółty, jakby naładowany vegetą i zbyt dużą ilością ziemniaków. Ogólnie da się je oczywiście zjeść, ale zachwyty są zdecydowanie przesadzone. Typowe, przeciętne barowe pierogi, które i tak stoją raczej po stronie mocniejszych punktów tego baru.

Kolejna próba, czyli tortilla z kurczakiem panierowanym i warzywami. Skład nieco zaskakuje, odbiega od standardowego zestawu do tego typu tortilli. W środku znajdziemy sałatę, ale i rzodkiewkę oraz świeżego ogórka.

smaczek 2

Po około 10 minutach na moim stoliku ląduje zawinięta w folię aluminiową, przypieczona na grillu tortilla z dodatkiem sosu czosnkowego. Słusznych rozmiarów tortilla prezentuje się całkiem, całkiem, niestety w środku jest nieco gorzej. Całość zalana jest hektolitrami sosu, przez co placek bardzo szybko nim nasiąka i niemożliwym staje się zjedzenie go bez użycia sztućców. Plus za dodatki w postaci m.in. rzodkiewki, minus za ilość sosu i „ugotowanie” sałaty w środku. Bardzo nie lubię, kiedy wkłada się do tortilli sałatę, a później wszystko podgrzewa, ponieważ dodatki robią się  miękkie i nie mają nic wspólnego z chrupkością. Mogłaby to być fajna tortilla, ale trzeba nad nią mocno popracować.

smaczek 3

Jeśli po dwóch pierwszych dniach wahałem się czy warto odwiedzać Bar Smaczek częściej, to po ostatniej wizycie i spróbowaniu zupy ogórkowej oraz placków „ziemniaczanych”, stwierdziłem, że już tam nie wrócę.

smaczek 4

 

Zaczynamy od zupy ogórkowej. Nie za bardzo wiem tylko z jakich ogórków była zrobiona. Stawiam na te kiszone, które można kupić w Biedronce za 1,50 zł. Ogórkowej wziąłem kilka łyżek i oddałem, bo zwyczajnie nie da się jej zjeść. Nie jest kwaśna, bardziej gorzka, zapewne od fatalnych, tanich ogórków, pokrojonych w kosteczkę. To też nowinka, bo zazwyczaj spotykałem się z ogórkami startymi na grubym ostrzu tarki. Nie jest to jednak oczywiście zarzut.

Być może na smak ogórkowej wpływ ma także to, że poza marchewką nie ma w niej właściwie żadnych innych warzyw. W moim talerzu znalazłem jednego ziemniaka, selera czy pietruszki nie uświadczyłem. Za to mąki, od której zupa jest bardzo gęsta, jest tu od groma. Nie dam też sobie głowy obciąć, że zupa była gotowana na mięsie, raczej na kostkach. Najgorsza ogórkowa, jaką było mi dane jeść w życiu.

Nic jednak nie przebija tego, co została mi podane po zupie, prawdziwy hit. Niestety, muszę was przeprosić, ale z całego tego szoku zrobiłem totalnie rozmazane zdjęcie, więc dla przybliżenie pokażę wam na zdjęciu poniżej jak wyglądało owo danie, nazwane niesłusznie plackami ziemniaczanymi.

5824b0b0-placki_preview

 

Akurat na punkcie placków ziemniaczanych jestem bardzo przeczulony, więc przed zamówieniem zadałem pytanie: czy sami robicie placki? W odpowiedzi padło sakramentalne: TAK. Ok, więc z chęcią spróbuję.

Mija ponad 10 minut i oto moim oczom ukazują się wspomniane wyżej cuda, uformowane w idealne okręgi, usmażone we frytkownicy, bez cebuli, bez smaku, twarde jak cholera. Tak, to zdecydowanie domowe, ucierane własnoręcznie domowe placki ziemniaczane… Tragedia w czterech odsłonach, bo właśnie cztery placuszki składają się na jedną porcję. Typowe placki z mrożonki, stosowane w najpodlejszych barach. Ostatni raz z własnej woli zdecydowałem się zjeść takie jeszcze w czasach studenckich, w barze na wrocławskim AWF-ie. Wtedy każda sztuka kosztowała 1 zł.

Niestety, zaczęło się znośnie, ale im dalej w las, tym gorzej. Bar Smaczek czeka zapewne podobny los do poprzednich barów mieszczących się w tej lokalizacji, czyli upadłość. Chyba, że ktoś w końcu pójdzie po rozum do głowy i przestanie okłamywać klientów.

 

Bar Smaczek

ul. Nowowiejska 71/1 B

facebook.com/Bar-Smaczek

Bar Jak u mamy, czyli genialne pierogi z mięsem

Zapraszam na kolejny odcinek poszukiwań idealnego baru mlecznego. Tym razem na warsztat wziąłem bar Jak u mamy, znajdujący się przy ul. Łokietka. Jak sama nazwa wskazuje, w menu znajdziemy typowo domowe, polskie dania.

Lokalik jest malutki, położony przy jednej z uliczek, które pośrednio doprowadzają nas do Rynku. W środku mieszczą się cztery stoliki i lada przy ścianie, przez co właściwie kiedy nie pójdzie się do Jak u mamy, ciężko znaleźć jest miejsce, aby usiąść. Bar jest mocno oblegany przez stałych klientów, ponieważ przez dwa ostatnie lata wyrobił już sobie bardzo dobrą markę.

Menu? Do wyboru mamy oczywiście pierogi, ruskie i z mięsem. Istnieje możliwość zamówienia zarówno takich z wody, jak i smażonych. Porcja gotowanych ruskich kosztuje… 5,5 zł, smażonych we frytkownicy 6,6 zł. Z mięsem są o złotówkę droższe. Zamówić możemy także filet z piersi kurczaka oraz kotleta schabowego, a także naleśniki. Ja, na przestrzeni trzech dni, decyduję się na pierogi ruskie z wody, pierogi z mięsem także gotowane, zestaw obiadowy z filetem z kurczaka (9,30 zł za kotleta, surówkę i ziemniaki) oraz zupę pomidorową za – uwaga – 2,40 zł!

Zupa nalewana jest „od ręki” z bemara, który ustawiony jest na wydawce przy barze i kasie.

jak u mamy 1

Pomidorowa jak z domu, ewidentnie robiona z przecieru własnej roboty, na rosole. W  talerzu pływają cząstki pomidorów i mięsa, pomidorówka smakuje wybornie i nawet rozgotowany makaron nie jest w stanie zepsuć tej oceny. Taka zupa, za tą cenę, trzeba jeść.

Po zjedzeniu zupy oczekiwanie na ruskie przeciąga się za długo, podchodzę więc do baru, żeby zapytać co z zamówieniem. Okazało się, że pani obsługująca kasę zapomniała zamówić pierogi na kuchni. Wybaczam, choć to nie pierwsza taka wpadka od kiedy bywam w tym miejscu. Zdarza się to zwłaszcza w porze obiadowej, kiedy w barze jest naprawdę dużo klientów.

Błąd zostaje jednak szybko naprawiony, a moim oczom ukazuje się talerz z siedmioma sporej wielkości pierogami.

jak u mamy 2

Pierogi okraszone są apetyczną, świeżo zeszkloną cebulką oraz masłem. Są smaczne, aczkolwiek brakuje im nieco pieprzu w farszu, przez co są trochę za mdłe. Ciasto jest delikatne, cieniutkie, natomiast farsz, to idealne połączenie sera z ziemniakami, bez wyczuwalnych grudek. Więcej pieprzu i będzie świetnie, za 5,50 zł!

jak u mamy 3

Kolejnego dnia wybrałem się na obiad, zamawiając za całe 9,30 ogromny zestaw fileta z kurczakiem, ziemniakami i kiszoną kapustą.

jak u mamy 5

Pechowo wyszło, ponieważ jadając wcześniej to danie kilkukrotnie, wszystko było idealnie. Tym razem trafiłem chyba na słabszy dzień kuchni, ponieważ kotlet był kompletnie niedoprawiony, bez smaku. Ciężko było go zjeść, mimo smacznego dodatku w postaci chrupiącej, słodko-kwaśnej kiszonej kapusty oraz świetnego puree posypanego koperkiem.

Zdaję sobie sprawę, że to wpadka, która raz na miesiąc może się zdarzyć każdemu, więc wybaczam, bo wcześniej, za każdym razem, filet był świetnie przyprawiony.

Jeszcze jedna ważna rzecz. Podczas zamawiania możemy zerknąć na to co dzieje się w kuchni, a tam m.in. podpatrzyliśmy panie, które lepiły świeże pierogi i smażyły naleśniki. Cieszy to, że pomimo takiego przemiału, dania przygotowywane są na bieżąco i na miejscu.

Pora przejść do dania popisowego tegóż zakładu, czyli pierogów z mięsem.

jak u mamy 4

Porcja jest tak samo duża jak pierogów ruskich, z tą różnicą, że te z mięsem są zwyczajnie kulinarnym arcydziełem. Nie chciałbym wpadać w zbyt patetyczny ton, ale pierogi z mięsem w barze Jak u mamy smakują obłędnie, dokładnie tak, jak u mojej babci. Nie jest to żadne kiepskiej jakości mięso, żadne odrzuty, a najsmaczniejsze gotowane mięso wołowe oraz drobiowe z przygotowywanego wcześniej rosołu, z dodatkiem marchewki i pietruszki. Farsz jest idealnie zmielony i doprawiony, wyrazisty dzięki sporej ilości pieprzu oraz mojej ulubionej przyprawie w pierogach i krokietach – majerankowi.

Ciasto, podobnie jak w ruskich, jest świetne, natomiast farsz zwyczajnie kładzie na łopatki, a to wszystko za 6,60 zł, w co aż ciężko uwierzyć. Przyznam, że gdyby te pierogi kosztowały 25 zł za porcję, i tak zamawiałbym je w ciemno. Gratulacje dla pań kucharek, bo nawiązując do nazwy baru, robią prawdziwie domowe pierogi z mięsem, jak u mamy/babci.

Jest to kolejny, po Domowych obiadach bar mleczny, który polecam z całą stanowczością, pamiętając oczywiście o minusach, które jednak nie są w stanie przesłonić plusów. Za same pierogi z mięsem należy się maksymalna ocena, za ceny – kolejny maks.

Bar Jak u mamy

ul. Łokietka 6/1 a

Pierogowo, czyli pierogów brak.

Kontynuuję dzisiaj przegląd wrocławskich barów z jedzeniem w niezbyt wygórowanych cenach, w których jadam regularnie, głównie w ciągu tygodnia, z racji pewnych ograniczeń finansowych. Tanio nie znaczy źle, o czym przekonałem się m.in. w Domowych Obiadach na Sępa Szarzyńskiego. Kolejnym miejscem, jakie postanowiłem odwiedzić okazało się Pierogowo, czyli miejscowa sieć, obejmująca pięć lokali na terenie całego Wrocławia. Korzystając z bliskości miejsca pracy, wybrałem lokal przy ul. Ołbińskiej na Śródmieściu.

Sam lokal urządzony jest dość skromnie, w typowym dla osiedlowych barów klimacie, z kilkoma stolikami i metalowymi krzesłami. Do Pierogowa musiałem robić dwa podejścia. Za pierwszym, w sobotę, wybrałem się w okolicach około południa, i jakież było moje zdziwienie, kiedy chcąc zamówić pierogi ruskie i z mięsem, usłyszałem, że zostały tylko te z… płuckami. Pierogarnia bez pierogów, tego nie doświadczyłem jeszcze nigdy.

Nic to, nie zniechęcony postanowiłem dać barowi jeszcze jedną szansę. Tym razem w ciągu tygodnia, w porze obiadowej. Menu prezentuje się następująco.pierogowo menuRozpoczynam od zupy. Pytam o dostępne i otrzymuję informację, że zostały tylko żurek i kołduny, czyli dwie z pięciu. Znów marna dostępność. Decyduję się na żurek za 6 zł, do tego domawiam porcję ruskich za 10,30 zł oraz surówkę z białej kapusty za 2 zł.

W barze, oprócz mnie znajdowało się jeszcze kilka osób, a kolejne dochodziły, co mogłoby oznaczać, że Pierogowo cieszy się sporą sympatią mieszkańców z okolicznych dzielnic. Przy barze otrzymuję informację, że wszystkie pierogi lepione są na miejscu, domowymi sposobami. Mimo wszystko zamówiłem bezpiecznie tylko ruskie, z myślą, że jeśli zasmakują, odważę się na te z mięsem.

Oczekiwanie trwa kilka minut, co jest zrozumiałe ze względu na sporą ilość klientów. W końcu otrzymuję moją zupę.

pierogowo żurekZupa na pierwszy rzut oka jest zbyt rzadka i, jak dla mnie, pływa w niej za dużo kiełbasy. Żurek smakuje jednak wyśmienicie, i muszę przyznać, że dawno nie jadłem tak dobrego, a już na pewno nie w takiej cenie. Może kiełbasa nie jest pierwszych lotów, zbyt tłusta i twarda, ale doprawienie żurku jest wzorowe. Zupa jest mocno pieprzna, ze sporą ilością uwielbianego przeze mnie majeranku i kwaskowa. Za tę cenę, warto przyjść tutaj choćby tylko na ten żurek.

No właśnie, niestety jak dla mnie tylko na żurek, bo pierogi to już inna, niższa półka.

pierogowo ruskie 1

 

Porcja ruskich jest ogromna, składa się z ośmiu pierogów posypanych świeżą pietruszką i polanych skwarkami z cebulką. Wyglądają jeszcze jako tako, ale po pierwszym gryzie już wiem, że smakują fatalnie. Po pierwsze – skwarki są tak twarde, że nie da się ich rozgryźć, cebulka znowu miękka, na pewno nie prosto z patelni. Po drugie – ciasto, grube i twarde. No i po trzecie – farsz, czyli coś przypominającego dziwną mieszankę sera białego i ziemniaków, niestety źle wymieszaną.

pierogowo ruskie 2

Co gorsza, nie mogę uwierzyć w lepienie tych pierogów na miejscu. Jest to raczej typowa maszynowa praca, a jestem niemal pewny, że dokładnie te same pierogi można zakupić na wagę w marketach PSS Społem, a wcześniej właściwie identyczne jadłem w dość podłym barze studenckim podczas nauki na wrocławskim AWF-ie.

Pierogi właściwie nie smakują niczym, a jeśli gdzieś przebija się lekko pieprzowy smak farszu, to od razu zabija go fatalne ciasto. Od takich pierogów należy trzymać się z daleka, zwłaszcza w miejscach, które pierogami chwalą się w swojej nazwie.

Poza żurkiem, jedynym pozytywnym elementem obiadu w Pierogowie okazała się surówka z białej kapusty. Lekko słodka, chrupiąca i świeża, ze świetnie przebijającym się smakiem natki pietruszki.

pierogowo surówka z białej kapusty

Całość oceniam fatalnie, pomijając świetny żurek i surówkę. To jednak za mało jak na pierogarnię. Raczej nie wrócę już spróbować tutejszych zachwalanych przez personel pierogów zbójnickich i z mięsem. Nie ta bajka.

 

Pierogowo

ul. Ołbińska 2 B

pierogowo.com

facebook.com/PierogowoweWrocławiu

 

Bar Pierożek, czyli ruskie bez smaku

W poszukiwaniu pierogów idealnych zwiedziłem już sporo miejsc we Wrocławiu. Obserwacje nie są zbyt optymistyczne, ponieważ w większości miejsc, pierogi – niby lepione na miejscu – są fatalnej jakości, bez smaku, z niedokładnie zmieszanymi grudami sera, po prostu słabizna. Najlepsze ruskie we Wrocławiu jadłem do tej pory w Kozackiej Chatce oraz barze mlecznym Domowe Obiady, a także, czym was pewnie zdziwię – w barze Nagi Kamerdyner, mieszczącym się przy ul. Św. Mikołaja, pod Mananą. W tym miejscu jadam jednak zazwyczaj po lekkim spożyciu, więc odczucia mogą być nieco inne od standardowych.

Kolejnym przystankiem tychże poszukiwań okazał się Bar Pierożek, usytuowany przy ul. Poniatowskiego, niedaleko Placu Bema. Pierwszą niedogodnością, która spotyka nas w tym miejscu jest problem z zaparkowaniem auta. Ciężko znaleźć miejsce w promieniu kilkuset metrów. Nic to, jakoś udaje się ulokować auto, więc udaję się do zachwalanego przez kilka osób Pierożka.

Ze strony internetowej baru możemy dowiedzieć się, że to w sumie taka mała sieć, posiadające swoje lokale także w Sosnowcu i Opolu. Z kolei menu przedstawia się następująco:

317078_160782040684452_2134431733_n

Dodatkowo, w ofercie znajdują się także krokiety, które są w czołówce moich ukochanych dań. Postanawiam więc spróbować jednego z kapustą i grzybami.

Sam lokal jest dość spory jak na taki bar oraz czysty, co także nie jest standardem. Mimo około 10 stolików, w momencie kiedy przyszedłem, ciężko znaleźć wolne miejsce. Jako że to moja pierwsza wizyta w tym miejscu, zamawiam bezpiecznie pierogi ruskie i wspomnianego wcześniej krokieta. Porcja ruskich to 7,50 zł, czyli bardzo przystępna cena. Krokiet, bez barszczu to kolejne 4,50 zł.

Klientów obsługują dwie panie, a w kuchni uwija się człowiek zajmujący się gotowaniem pierogów i smażeniem krokietów oraz naleśników. Z tego co wypatrzyłem, pierogi są podzielone na porcje i przetrzymywane w woreczkach w lodówce. Jeśli chcemy zamówić pierogi z owocami, co chciałem uczynić, czas oczekiwania wydłuża się do 15 minut, ponieważ są to pierogi mrożone.

Zwalnia się miejsce, siadam, czekam kilka minut, i słyszę wołanie. Mój krokiet jest już usmażony i gotowy do odebrania. 2014-05-13_16.54.43

Uwielbiam chrupiącą panierkę w krokietach i ta w Pierożku jest świetna. Nie jest przetłuszczona, chrupie i tyle… Przyznam, że jeszcze nie spotkałem się z tak zawiniętym krokietem. Po przekrojeniu okazuje się, że w środku znajdziemy tylko mnóstwo napchanego farszu, bez grama ciasta. Kapusta z grzybami zostały zawinięte, a nie zrolowane, co dla mnie nie jest najlepszym rozwiązaniem. W efekcie, ciasta z panierką możemy tutaj posmakować tylko przez chwilę, kiedy kroimy akurat zewnętrzne części krokieta. Natomiast w połowie jemy właściwie tylko coś  a’la bigos, zresztą dość wątpliwej jakości, bez wyrazu i smaku.

Chwilę po krokiecie, mogę odebrać pierogi.

2014-05-13_16.56.13

Już pierwsze zerknięcie na pierogi nieco mnie odrzuca. Nie znoszę cebulki przerobionej na papkę, jakże typową dla tego rodzaju barów. Podczas stania w kolejce zwróciłem uwagę na sposób przygotowania tej okrasy i lekko się zszokowałem. Cebulka nie jest podsmażana na patelni, a duszona w rondelku, który jest nią wypełniony do połowy. Nie ma to nic wspólnego z zeszkloną, słodką cebulką, a bardziej z czymś na wzór cebulowej marmolady.

Próbujemy. Pierwszy gryz niestety uświadamia mnie, że ciasto w moich pierogach zostało rozgotowane. Trudno, to jeszcze bym przeżył, gdyby farsz był wspaniały. Wspaniały jednak nie był. Farsz przypomina jakąś bliżej nieokreśloną papkę ziemniaczaną, z małym dodatkiem sera białego i bez cebuli, której przynajmniej u mnie nie było. I przede wszystkim – smak farszu miesza się ze smakiem ciasta, ciężko odróżnić jedno od drugiego. Brak tu sporej ilości pieprzu i soli oraz cebulki w środku.

Jak na mój smak, takie pierogi są nie do przyjęcia. Porcja dość standardowa, ani za wielka, ani za mała. Smak, a właściwie jego brak decyduje tutaj o wszystkim, a kropkę nad i stawia cebulka, którą polane są pierogi.

Spróbowałem zaledwie dwóch rzeczy w Pierożku, ale żadna nie była przygotowana właściwie i ze smakiem. Rozgotowane ciasto w pierogarni to strzał w kolano, a cebulka w tej formie dodatkowo w stopę. Czas poszukać kolejnych miejsc, w których bardziej dba się o klienta, niekoniecznie zupełnie bezsmakowymi pierogami.

 

Bar Pierożek

ul. Poniatowskiego 3

facebook.com/BarPierozekWroclaw

Kozacka chatka, czyli domowo i smacznie

Przejeżdżając kilkukrotnie obok Kozackiej Chatki korciło mnie, aby wstąpić i spróbować ich specjałów, ale zazwyczaj brakowało czasu. Ostatnio jednak, zachęcony opiniami o tym barze, postanowiłem zatrzymać się na chwilę przy budce na ulicy Wejherowskiej i coś zjeść.

Co ciekawe, Kozacką Chatkę, specjalizującą się w kuchni ukraińskiej i krymskiej, prowadza dwie rodowite Ukrainki, pochodzące z Zaporoża. Już ten fakt zachęca do odwiedzenia ich barów. Barów, bo Kozacka Chatka to dwie odsłony. Jedna na wspomnianej już ulicy Wejherowskiej, a druga na Energetyków.

Kozacka chatka w swojej ofercie ma głównie dania oparte na mięsie wieprzowym, za którym delikatnie mówiąc, nie przepadam. Chyba jednak każdy może tu znaleźć coś dla siebie. W menu znajdziemy m.in. wareniki ze szpinakiem, pielmieni z mięsem lub łososiem, czyli potrawy podobne do naszych pierogów. Do tego codziennie dwie zupy, najczęściej barszcz ukraiński i kapuśniak, a także ukochane w naszym kraju pierogi ruskie.

Lokal przy Wejherowskiej jest malutki i wygląda tak.

L1002431g

Nie ma szału, ale to jedzenie ma nas zadowolić, a nie wygląd. W środku możemy wybrać jeden z kilku stolików, obowiązuje samoobsługa. Podchodzimy do baru, gdzie natrafiamy na takie menu.

aaaaaaa

Ceny, jak na dość skromne miejsce, nie najniższe, wręcz wysokie w porównaniu z typowymi barami mlecznymi. Zamawiam pierogi ruskie oraz barszcz ukraiński. Ciekawe, że w zależności od dnia ceny niektórych potraw wahają się o ok. 1 zł.

Czas oczekiwania na zupę? Otrzymuję miskę właściwie od ręki, a miła obsługa pyta czy do barszczu dodać gęstej śmietany oraz koperku. Uwielbiam i jedno, i drugie, więc oczywiście proszę o dodanie.

kozacka chatka barszcz

Barszcz różni się od tego znanego z polskich domów, a przynajmniej tych, w których ja jadałem. Jest bardzo gęsty, z ogromną ilością warzyw. Nie trudno wypatrzyć buraki i fasolę czerwoną, których jest naprawdę sporo. Zupa smakuje genialnie, bez żadnej przesady. Jest lekko kwaśna, dzięki pomidorom, ale z przebijającą się słodyczą oraz ostrością, jakiej dodają papryczki chili. Dodatkowo w misce natrafiamy na kawałki wołowiny, na której gotowana jest zupa.

Po zjedzeniu ciężko już narzekać na cenę – 10 zł. Właściwie to sama zupa wystarczyłaby za cały obiad. Jest niezwykle syta, ale ciężko się od niej oderwać. Fantastyczny smak.

Na drugie danie zamówiłem pierogi ruskie w cenie 13 zł za 7 sztuk. Chwilę po zjedzeniu zupy, pierogi już są do odbioru.

kozaka chatka pierogi

Okraszone podsmażoną cebulką pachną obłędnie. Pierwszy gryz? Doskonały. Dobrze doprawiony farsz, z dużą ilością cebuli i pieprzu, dokładnie taki, jak lubię. Porcja jest spora, ciężka do zjedzenia po sytej zupie. Jeśli chodzi o farsz, pierogi z Kozackiej Chatki wyprzedzają konkurencję o kilka długości. Naprawdę ciężko się do czegoś przyczepić. Nieco słabiej wypada ciasto, które jak dla mnie jest za grube. Jednak jako całość, pierogi są świetne.

kozackachatka pierogi 2

Sądząc po smaku barszczu i pierogów, stawiam, że pozostałe dania, typowo ukraińskie, także smakują doskonale. Postaram się więc zjawić w tym miejscu jeszcze nie raz i wypróbować czegoś innego.

Z czystym sumieniem mogę polecić Kozacką Chatkę, zwłaszcza wielbicielom wszelkiego rodzaju potraw w stylu pierogów, a na barszcz ukraiński warto przyjechać nawet z drugiego końca miasta.

Kilku rzeczy na temat Kozackiej Chatki możecie dowiedzieć się z tego filmiku:

 

 

Kozacka Chatka

ul. Wejherowska 19 A

facebook.com/KozackaChatka

„Domowe obiady”, czyli naprawdę jak u mamy.

Jadając dość często potrawy kuchni meksykańskiej, chińskiej, amerykańskiej, organizm co jakiś czas buntuje się, chcąc otrzymać dawkę dobrego, polskiego jedzenia. Jeśli nie w domu, to gdzie indziej, jak nie w barach mlecznych?

W najbliższym czasie postaram się przedstawić kilka wrocławskich barów z domowym jedzeniem. Na pierwszy rzut idzie miejsce, do którego z racji bliskości pracy, zaglądam regularnie, kilka razy w  tygodniu. Chodzi mianowicie o bar „Domowe obiady” przy ul. Sępa Szarzyńskiego. Typowy osiedlowy bar, z możliwością zjedzenia potraw przy jednym z kilku stolików na miejscu lub zabrania na wynos.

Gdzie leży przepis na sukces barów mlecznych? Nawet nie tyle w cenie dań, a w jakości ich przygotowania. Pewnie nie raz i nie dwa natknęliście się sami na fatalnej jakości jedzenie w barach, oferujących świeże potrawy tylko z nazwy. Siłą „Domowych obiadów” jest świeżość i smak, przenoszący nas pamięcią do dzieciństwa.

Jako że bywam na Sępa często, mogę wam przedstawić kilka dań z menu. Menu, które oferuje zarówno dania mięsne, jak i jarskie. Szokująco niskie – biorąc pod uwagę smak – są ceny. Za zestaw kotleta schabowego lub pierś z kurczaka z ziemniakami, surówką i domowym kompotem zapłacimy 13 zł. Zupa to 3,5 zł, natomiast jeden naleśnik – 2,5 zł. Pierogi ruskie z kolei uszczuplą nasz portfel o 6,5 zł.

Spożywanie wypadałoby rozpocząć od zupki, która każdego dnia jest inna, gotowana na świeżo. Codziennie mamy inną zupę, a w menu przewijają się pomidorowa z ryżem, krupnik, ogórkowa, pieczarkowa, sobotni rosół i mój faworyt – barszcz ukraiński.

obiady domowe krupnikobiady domowe rosół

obiady domowe barszcz czerwony

Zupki są naprawdę przepyszne, z dodatkiem dużej ilości warzyw, przez co są nie tylko sycące, ale i zdrowe.

Kolejną potrawą, która podbija moje serce w tym miejscu są pierogi ruskie. Nie są to ruskie typowe dla barów mlecznych, z samymi ziemniakami. Pierogi niejednokrotnie wyrabiane są na bieżąco i wrzucane na wodę ledwo po ulepieniu. Smakują wybornie, są pieprzne, a w zestawie z zeszkloną cebulką, przypominają te najlepsze domowe.

obiady domowe pierogi

Jeśli po sporej porcji zupy chcę najeść się jeszcze bardziej, zamawiam pierś z kurczaka z ziemniakami i kiszoną kapustą. Delikatny kurczak, jak widać na zdjęciu, jest słusznych rozmiarów, wspaniale komponuje się z kiszona kapustą, która zawsze jest świeża i chrupiąca. Do wyboru mamy oczywiście inne surówki, czyli marchewkę, buraczki, białą kapustę i marchewkę z groszkiem na ciepło.

obiady domowe pierś

 

Na koniec dwa deserowe dania. Naleśniki, do wyboru z: nutellą, serem i dżemem, kosztują 2,50 zł za sztukę. Osobiście do gustu przypadają mi te z serem, polane śmietaną, której akurat na zdjęciu nie ma. obiady domowe naleśniki

I na koniec coś, co w dzieciństwie było moją ukochana potrawą – placki ziemniaczane. Serwowane tylko w soboty, w cenie 6 zł za pięć sztuk. Z wyraźnym dodatkiem cebulki, dobrze wysmażone, chrupiące. Palce lizać.obiady domowe placki

Patrząc na innych klientów, sporym powodzeniem cieszy się wątróbka oraz kotlet schabowy, którego wielkość poraża. Właściwie przykrywa cały talerz. W „Domowych obiadach” możemy zamówić jeszcze m.in. kotlety mielone, pierogi ze szpinakiem, gulasz wieprzowy i zamiennie dla ziemniaków, frytki.

Jedzenie jest pyszne, choć pewnie przez to, że oddalone od ścisłego centrum, niezbyt dobrze znane. Polecam jednak z całego serca, bo niewiele jest miejsc we Wrocławiu, w których można zjeść, jak u mamy. I nie chodzi wcale o wielce wykwintne dania, a tradycyjne i genialnie smakujące.

Domowe obiady

Sępa Szarzyńskiego 67 B