burger Wrocław

Strefa kibica, czyli sprawdzamy burgery i naleśniki

Siatkarskie Mistrzostwa Świata odbywające się w naszym kraju straciły nieco uroku przez stację Polsat, która postanowiła zakodować nam obraz z meczów, więc spora część kibiców tego sportu chętnie ogląda zmagania naszych zawodników w strefach kibica. We Wrocławiu została ona ustawiona zaraz przy Hali Stulecia. Oczywiście przy tłumach, jakie wizytowały strefę kibica w niedzielę, musiało pojawić się piwo, a jeśli pojawiło się piwo, musiało być także jedzenie. No właśnie, możliwość przegryzienia czegoś przy strefie kibica zapewniają foodtrucki stojące tam przez cały okres trwania mistrzostw, czyli Bratwursty, Byczy Burger oraz coś nowego, a więc Foodszak.

strefa 2 strefa 3
strefa 11

Menu chłopaków z Bratwurstów znam na wylot, smakuje mi od samego początku, więc – zważając na ogromną kolejkę do nich – postanowiłem tym razem spróbować czego innego. Co prawda Byczy Burger także został przeze mnie już wcześniej opisany, ale nie byłem wtedy do końca zadowolony. Słyszałem jednak ostatnio, że chłopaki się wyrobili i można u nich zjeść coraz lepiej. Nie zastanawiając się zbyt długo, wybieram z ich menu Byczego Hot, płacę 17 zł i czekam, ale zaledwie około 6 minut.

strefa 5 strefa 6 strefa 7

Byczy Hot, czyli wołowina, jalapeno, sałata, nachos, cebula i salsa. W standardowej wersji jest jeszcze majonez, ale jakoś nigdy sam majonez nie pasował mi do burgera, więc z niego zrezygnowałem. Próbujemy. Po zdjęciu górnej części bułki uderzyły we mnie świetnie współgrające ze sobą kolory dodatków, przyznacie, że wyglądają znakomicie.

Mięso okazało się średnio wysmażone, soczyste, lekko różowe i, co dla mnie bardzo ważne – świetnie doprawione. Właściciele wykonali dobrą robotę i rozwinęli się od początku swojej działalności. Doskonale do ostrych papryczek jalapeno dopasowana jest delikatnie kwaśna salsa pomidorowa, a całość podkręcają chrupiąca cebula i nachos. Na koniec główny bohater, bułka. Niezmiennie, od początku uważam, że jedna z najlepszych burgerowych we Wrocławiu. Miękka w środku i wspaniale chrupiąca z zewnątrz. Do końca bez żadnych problemów trzyma w ryzach wszystkie składniki. Duże brawa dla Byczego Burgera, bo o ile za pierwszym razem mogłem się do czegoś przyczepić, tak tym razem było pysznie, za dobrą cenę i szybko.

Drugim punktem, który udało się odwiedzić, oczywiście poza tym z piwem, okazał się różowy foodtruck, przyciągający klientów samym wyglądem.

strefa 4

Tutaj mała uwaga do właścicieli. Proponowałbym w jakiś sposób wyeksponować nazwę trucka, ponieważ znalazłem jąw google, dopiero po powrocie do domu. Na aucie nie widnieje żadne logo. Podeszliśmy więc porażeni wszechobecnym różem i wszystko stało się jasne. Foodszak to mobilny bar specjalizujący się w serwowaniu naleśników. Na słodko i słono.


strefa 9 strefa 10

Po sporym burgerze nie mieliśmy specjalnie ochoty na zbyt wiele, więc wybraliśmy stworzoną przez siebie, deserową kompozycję, składającą się z serka waniliowego i banana. Cena – 15 zł. Jak rzekł mój znajomy, ceny warszawskie i faktycznie. Właściwie tyle samo płacimy obok za smacznego, treściwego burgera.

Foodszak to młody projekt i widać to na pierwszy rzut oka. Szybkość działania obsługi nie jest jeszcze na pewno atutem, wystarczy powiedzieć, że na swojego naleśnika czekaliśmy ponad 10 minut, choć przed nami wydawany był tylko jeden, a w środku auta znajdują się dwa blaty do smażenia.

W końcu otrzymujemy zamówienie na papierowym talerzyku.

strefa8 strefa 8

Słabym rozwiązaniem są widoczne na pierwszym zdjęciu siedziska rozstawione obok foodtrucka. Siedzenia są, ale stolików brak. Przy tej wielkości naleśnika nijak nie da się go chwycić w rękę, trzeba go kroić, więc rozstawienie samych siedzonek nie jest najlepszym pomysłem. Sam naleśnik jest smaczny, zapieczony na sam koniec już z dodatkami w środku. Serek słodki, kremowy, typowo naleśnikowy. Ogólnie smaczna rzecz, ale raczej nie warta 15 zł. Za dobre naleśniki tyle płaci się w lokalach, gdzie można usiąść i zjeść w spokoju. Tym bardziej przeraża cena 19 zł za naleśniki słone, w których składniki także nie są specjalnie wyszukane.

Podsumowując, jeśli jeszcze uświadczymy ładnej pogody, polecam przejść się do strefy kibica pod Halę Stulecia. Jeśli nie lubicie siatkówki, to na pewno znajdziecie coś ciekawego do jedzenia. Na koniec ciekawostka. Ostatnio na naszym facebookowym fanpage’u wspominaliśmy o Przysmaku Świętokrzyskim, którym zajadaliśmy się w dzieciństwie. Jak się okazuje, można go dostać także pod Halą Stulecia, wprost z frytkownicy.

strefa 1

 

Reklamy

Soczewka, czyli burger genialny

Do tej pory, kiedy chciałem zjeść naprawdę świetnego burgera na spokojnie, czyli nie stojąc przy foodtrucku, udawałem się do Winnersa. Burgery w tym miejscu w połączeniu ze świetnym klimatem pubu stanowiły doskonałe połączenie. Przez długi czas nie spodziewałem się, że trafię we Wrocławiu na miejsce, które skutecznie pobije jakość z Winnersa. Dużo dobrego słyszałem o powstałej niedawno restauracji Soczewka, choć idąc tam nie nastawiałem się na cuda, ponieważ w ostatnich czasach przeżyłem już sporo rozczarowań w miejscach, które rzekomo miały być świetne.

Foto - wroclaw.pl

Foto – wroclaw.pl

Restauracja, czy właściwie bar, którego przewodnim motywem w menu jest wołowina, powstała na miejscu, gdzie przez poprzednie 24 lata znajdował się zakład optyczny właśnie o nazwie Soczewka. Wołowina jest tu obecna w burgerach, jak i w postaci steków, a cały proces przygotowywania, jeśli mamy na to ochotę, możemy obserwować siadając w ostatniej sali dość sporego lokalu. Ja wybieram opcję wakacyjną, czyli konsumpcję na ogródku znajdującego się w samym sercu Wrocławia.

Menu ułożone jest na stolikach w postaci podkładki pod talerz, więc od razu możemy zerknąć na propozycje dań.

soczewka 1 soczewka 2

Długo się nie zastanawiając, mimo że wybór jest spory, wybieram pierwszą pozycję, która jednak nie jest typowym standardem dostępnym w innych barach. Cheddar Burger za 27 zł to połączenie sera cheddar, surówki coleslaw, krążków cebulowych i majonezu.

Przy zamówieniu mam jedną prośbę, mianowicie chciałbym zamienić majonez na sos BBQ. Niezwykle miła pani kelnerka, która od pierwszego momentu sprawia wrażenie znającej się na swoim zawodzie, informuje, że ogólnie takie zmiany raczej nie są mile widziane na kuchni z racji sporego wyboru w karcie, ale na moje specjalne życzenie postara się zrobić wszystko, aby sos barbeque znalazł się w moim burgerze. Jak się później okaże, był to doskonały ruch z mojej strony. Na koniec z ust kelnerki pada pytanie o stopień wysmażenia burgera. Decyduję się na medium. Dodatkowo mamy możliwość wyboru pomiędzy aż czterema różnymi bułkami, a mój strzał pada na tą tymiankowo-cytrynową.

Buki do wyboru: sezamowa/ pełnoziarnista/ tymiankowo- cytrynowa/ z sepią. Foto - facebook Soczewka

Buki do wyboru: sezamowa/ pełnoziarnista/ tymiankowo- cytrynowa/ z sepią. Foto – facebook Soczewka

Słoneczna pogoda sprawiła, że nie zapytałem nawet o czas oczekiwania, skupiając się na możliwości rozkoszowania się przebywaniem w najbardziej urokliwym miejscu we Wrocławiu, czyli na Rynku. Jak się jednak okazało, czekać nie musiałem za długo, ponieważ po niespełna 15 minutach kelnerka obsługująca mój stolik przyniosła burgera. Chwilę wcześniej trafił na niego zamówiony napój w kojarzącym się z PRL-owskimi stołówkami kubeczku, co – jako fanowi tych czasów – niezwykle przypadło mi do gustu.

soczewka 3

soczewka 4

Mój burger wygląda niesamowicie, został podany z frytkami oraz krążkami cebulowymi i sosem pomidorowym.

soczewka 5

Na początek próbuję frytek i krążków. Maczam je w sosiku pomidorowym, który jest niezwykle delikatny, lekko ziołowy, zdecydowanie górujący nad wszelkimi kupnymi ketchupami. Co ważne, wszystkie sosy są wykonywane na miejscu o czym jeszcze za chwilę wspomnę. Krążki otoczone są delikatną panierką i smakują wybornie. Z kolei frytki są co prawda z mrożonki, ale takie jak lubię, grube, dodatkowo posypane ziołami, co doskonale podkręca smaki w połączeniu z sosem.

Najważniejszym bohaterem okazał się jednak Cheddar Burger.

soczewka 6Już na pierwszy rzut oka i węch można było stwierdzić, że będzie to coś świetnego. Nie spodziewałem się jednak aż takiego WOW. Bułka tymiankowo-cytrynowa została doskonale zgrillowana z obu stron, dzięki czemu nawet po wypłynięciu soków z burgera pozostała chrupiąca. Wspaniałym doznaniem okazały się dochodzące z niej cytrynowe smaki.

soczewka 7 soczewka 8

Co tu dużo mówić, ten burger okazał się wybitny. Mięso zdjęte z grilla w idealnym momencie, podane zgodnie z zamówieniem, lekko różowawe w środku. Sam smak wołowiny to już w ogóle inny wymiar, a także kamyczek do ogródka tych, którzy na naszym facebookowym fanpage’u w komentarzach próbują przekonywać cały świat, że wołowina najlepiej smakuje sama, bez przypraw. Przykro mi, kucharze w Soczewce właśnie udowadniają jak należy doprawić mięso do burgera, żeby pozostało soczyste, a do tego świetnie smakowało. Arcydzieło.

Jeśli dodam do tego dodatki, czyli chrupiące krążki cebulowe oraz surówkę coleslaw w połączeniu z aksamitnym, robionym na miejscu sosem BBQ, okaże się, że trafiłem na burgera idealnego. Po kilku gryzach utwierdziłem się w przekonaniu, że ludzie na kuchni maja pojęcie na temat tego co robią. Sos BBQ w Soczewce jest idealny, lekko słodkawy, z dymnym posmakiem oraz wyczuwalnymi kawałkami śliwek, a co najważniejsze, stanowi dopełnienie burgera, a nie jego dominujący element. Ogólnie całość jest tak skomponowana, że wszystkie składniki doskonale ze sobą współgrają. Zaskakująca, ale pozytywnie jest surówka coleslaw, roztopiony cheddar świetnie podtrzymuje mięso, a delikatna bułka do samego końca utrzymuje wszystko w jednym kawałku.

Lepszego burgera we Wrocławiu nie jadłem i wiem, że kucharze w Soczewce postawili całej reszcie poprzeczkę bardzo wysoko. Wielkim plusem jest przemiła i sprawnie działająca obsługa, która umiejętnie doradza i zna kartę bez zająknięcia, a o poszczególnych pozycjach z menu opowiada barwnie i ze znajomością. Polecam z pełnym przekonaniem o jakości mięsa, dodatków, całego burgera i kompetencji pracowników. Wrocław ma bar z burgerami na najwyższym poziomie, bezsprzecznie.

Soczewka

ul. Rynek 20/21

facebook.com/soczewkawroclaw

 

Wrocławski Festiwal Foodtrucków

Wielokrotnie zazdrościłem chłopakom ze Streetfoodpolska.pl ilości odwiedzonych zlotów foodtrucków. W Warszawie imprezy z cyklu choćby Żarcia na Kółkach odbywają się cyklicznie, a podczas wakacji właściwie regularnie co dwa tygodnie. Wrocław do tej pory był niestety kompletnie niezagospodarowany na tym polu. Na całe jednak szczęście dla  nas, czyli osób kochających dobre jedzenie, właściciele trzech wrocławskich foodtrucków skrzyknęli się, dzięki czemu już w sobotę i niedzielę (9 i 10.08.2014) zorganizowany zostanie pierwszy Wrocławski Festiwal Foodtrucków.

984173_1435392233415977_4451870716203128081_n

Wspomnianymi wyżej organizatorami Festiwalu są: 66 American Burger, Happy Little Truck oraz Taho Cafe. To właśnie dzięki nim będziemy mieli okazję przez cały weekend rozkoszować się przepysznym jedzeniem z mobilnych restauracji. Niezwykle cieszymy się także, ponieważ nasz blog został jednym z patronów medialnych imprezy.

Festiwal potrwa dwa dni, a nowych dań będziemy mogli spróbować w dwóch lokalizacjach. Najpierw w sobotę od godziny 14 festiwalowa karawana rozstawi się na Kafe Plaża tuż przy moście Grunwaldzkim, natomiast w niedzielę wszyscy przeniosą się solidarnie na Wrocławski Tor Wyścigów Konnych na Partynicach. Tam z kolei Festiwal rozpocznie się już o 13.

Kogo zobaczymy podczas festiwalu foodtrucków?

66 American Burger, czyli specjalizujący się w serwowaniu burgerów wrocławski foodtruck, który najczęściej stacjonuje przy Wyspie Słodowej.

10548272_1436995256589008_4406656849011980212_o

Sezonowo Zdrowo, czyli coś dla tych, którzy wolą nieco zdrowsze jedzenie.

10592910_1436470246641509_8373033359055387888_n

Happy Little Truck, czyli wrocławska mobilna pizzeria z piecem opalanym drewnem, wbudowanym w środku.

1901378_756455867727810_9022564824715186468_n

 

Taho Cafe zapewni nam w te gorące dni genialną domową lemoniadę, a także kawę na rozbudzenie.

10269374_1435403766748157_8199149745686861070_n

Wurst Kiosk, czyli ekipa przyjezdna, z Warszawy, serwująca niemieckie specjały, m.in. bratwursty, currywursty i belgijskie frytki.

10583998_677824475644401_3578587705576485922_n

Co ja Ciacham zapewni nam odpowiedni deser po obfitym obiedzie.

10520651_1434341483521052_719741165521911891_n

Pasta Mobile, czyli kolejny foodtruck z Warszawy, zaspokoi każdego miłośnika makaronów.

10584041_1433960623559138_5179671309436611406_n

Pan Japan to jeszcze jedna ekipa ze stolicy, tym razem trafiająca w gusta osób lubiących kuchnię japońską.

10525683_1433526803602520_5333627756546023498_n

Zapieksy Wyborowe, czyli pyszne i chrupiące zapiekanki w kilku odsłonach prosto z Gliwic.

10514641_494182170713276_662894231718112958_n

 Gastromachina z Łodzi, w której zjecie burgery, ciabatty i quesadille.

10409675_317301821760106_741365155818948338_n

Dziesięć aut z oryginalnym jedzeniem, uczta dla kochający jedzenie oraz dla osób lubiących poznawać nowe smaki. Wpadajcie w weekend na Kafe Plażę oraz Partynice, odłóżcie na bok gotowanie obiadu, tym bardziej, że zapowiada się nam fantastyczna pogoda.

 

Street Burger, czyli pewnego poziomu nie da się przeskoczyć

Czasami, kiedy jeżdżę sporo po mieście, staram się zatrzymać choć na chwilę, na małą przekąskę w miejscu, w którym jeszcze nie jadłem. Kilka dni temu udało mi się zakręcić w okolicach Arkad, więc szybko przypomniałem sobie, że kiedyś widziałem tam malutką burgerownię pod nasypem. Szybkie zerknięcie w Google i mogłem się udać do baru Street Burger, mieszczącego się pod nasypem przy ul. Bogusławskiego, zaraz za Teatrem Polskim.

Foto - Facebook Street Burger

Foto – Facebook Street Burger

Sam lokal urządzony jest w dość typowym dla knajpek pod nasypami stylu. Kilka stolików z wysokimi krzesłami, bar wzdłuż jednej ze ścian, i tyle. Zaraz po wejściu, na ścianie po lewej stronie natrafiamy na menu.

street burger 1

W menu uderza w nas dość dziwna opcja, a mianowicie: „Burger w bułce lub z frytkami”. Rozwiązanie dość kontrowersyjne, przyznacie. Poza tym, możemy wybierać pomiędzy bułkami XL lub XXL, które obsługujący nas właściciel Street Burgera z wielką chęcią przedstawia. Z opcji bez bułki jednak zrezygnuję, zamawiam więc Cheeseburgera XL oraz dodatkowe frytki, a za całość płacę 21 zł. Siadam przy stoliku, zerkając ukradkiem jak smaży się mój burger. Mięso zostało wyciągnięte z lodówki  już uformowane i natychmiast trafiło na rozgrzanego grilla. W tym czasie przyrządzano resztę składników. Cała operacja trwała jakieś 8-10 minut, po czym na moim stole najpierw znalazły się frytki.

street burger 2

Grube, usmażone na chrupko, oczywiście z mrożonki, ale przyzwoite. Szkoda tylko, że ktoś postanowił je zasypać solą. Tacka od razu skojarzyła mi się z frytkami podawanymi na dworcu we Wrocławiu jakieś 15 lat temu.

Ważniejszym puntem okazał się jednak sam burger, dość monstrualnie wyglądający na pierwszy rzut oka.

street burger 3 street burger 4

W Cheeseburgerze, poza bułką i wołowiną, znalazło się miejsce dla stopionego cheddara, czerwonej cebuli, sałaty lodowej i ogórka kiszonego. Można powiedzieć, klasyk.

street burger 5

Całość została dosłownie zalana majonezem, pomieszanym prawdopodobnie z ketchupem. Nie sos okazał się jednak największym problemem, a wysokość burgera. Po złapaniu całości i lekkim zgnieceniu, okazało się, że nie jestem w stanie ugryźć burgera, ponieważ jest zwyczajnie zbyt duży. Zrobiłem więc jedyną rozsądną rzecz, która przyszła mi do głowy, i wyjąłem nadmiar sałaty, której w środku było faktycznie bardzo dużo.

Pierwszym wyczuwalnym elementem, po premierowym gryzie, była bułka. Zaskakująco dobra, nie napompowana, lekko przypieczona na grillu, nie chłonąca majonezu. Właściwie tylko dzięki jej dość zbitej strukturze jakoś udało się utrzymać wszystko do końca w jednym kawałku, choć łatwo nie było.

street burger 6

Choć nikt wcześniej mnie o to nie pytał, wołowina została usmażona na różowo, na co narzekać nie mogłem. Mięso przywoite, ale zdecydowanie zdominowane przez zbyt dużą ilość dodatków. Nawet po usunięciu nadmiaru sałaty, mięso nie mogło się przebić przez smak majonezu, kwaskowatośc ogórka, no i wspomnianej już sałaty. Wołowinie zabrakło wyrazistości także dlatego, że nie zostało w żaden sposób doprawione. Czysta wołowina, która nie została potraktowana ani pieprzem, ani solą. Trochę to za mało, tym bardziej w połączeniu z fatalną mieszanką majonezowo-ketchupową.

Cheddar, który miał nadawać charakterystycznego smaku także zaginął w gąszczu innych dodatków, z których jeszcze jeden otrzymałem na papierowej tacce obok burgera. Wystarczyła jedna próba, żeby zorientować się, że mam do czynienia z kupną, dostępną w marketach surówką z białej kapusty. Było to coś pomiędzy białą kapustą z marchewką, a kapustą kiszoną. W każdym razie – niejadalne, kompletnie niepasujące do burgera.

Byłem, zjadłem, szybko zapomniałem, tyle. Street Burger okazał się kolejnym miejscem bez wyrazu, które powstało na fali mody burgerowej w Polsce. Niestety, nie wszyscy mogą i potrafią wybić się ponad przeciętność.

 

Street Burger

ul. Bogusławskiego 46

facebook.pl/streetburger

Byczy Burger – konkurs

Dawno nie było żadnego konkursu, więc zapraszamy na kolejny.  Tym razem mamy dla was zaproszenie dla dwóch osób na burgera do Byczego Burgera, czyli jednego z najnowszych wrocławskich foodtrucków.

10440214_673031829435044_7320954142739315531_n

Co zrobić, aby wygrać zaproszenie na dwa burgery? Wystarczy polubić facebookowy fanpage   Byczego Burgera oraz w komentarzu na naszym facebookowym fanpage’u (tutaj) wpisać lub wysłać w mailu (wroclawskiejedzenie@wp.pl) opis swojego wymarzonego WegeByczego Burgera, czyli burgera wegetariańskiego wraz z jej nazwą. Swoje głosy wpisujemy tak:

[NAZWA BURGERA] – składnik 1, składnik 2, składnik 3, składnik 4 itd.  czyli np. Wege Burger – kotlet z cieciorki, pomidor, pikle, majonez.

Konkurs trwa do godziny 23.59 w sobotę 9. sierpnia.

Zwycięzcę wyłoni komisja w skład której wchodzą właściciele Byczego Burgera. Zwycięski burger ma szansę na stałe wejść do karty Byczego.

Zapraszamy do udziału!

Naszą recenzję z Byczego Burgera możecie znaleźć tutaj.

Byczy Burger, czyli burgery z muzyką Dżemu w tle

Liczba food trucków we Wrocławiu rośnie w imponującym tempie, a jednym z najnowszych jest kolejny specjalizujący się w serwowaniu burgerów – Byczy Burger. Chłopaki, którzy prowadzą tę burgerownię na kółkach stacjonują na stałe na terenie Dworca PKS, ale mi udało się ich złapać podczas odbywającego się pierwszy raz w sobotę Wrocławskiego Bazaru Smakoszy przy Hali Stulecia.

10590511_263374857185858_2774446287765914416_n

Kiedy przyszliśmy było jeszcze zamknięte, więc skorzystaliśmy ze świetnej pogody, rozkładając się nieopodal Byczego Burgera, czekając na otwarcie. Właściciele już się przygotowywali, a w międzyczasie napiliśmy się pysznej lemoniady od Taho Cafe.

bazar1

Wypiliśmy, i akurat można było podchodzić do food trucka, aby zerknąć na to, co znajdziemy w menu.

byczy burger 9Ceny przyjazne, a ceny napojów – świetne. Mało co irytuje mnie tak bardzo, jak nabijanie rachunków cenami napojów. W Byczym Burgerze wszystko jest ok. Woda za 2 zł, Cola za 4 zł. Jeśli chodzi o burgery, to wybierać możemy pomiędzy standardami oraz – dla osób, które nie przepadają za mięsem – opcją burgera ze smażonym serem. Moja żona decyduje się tradycyjnie na Klasyka za 15 zł, ja złotówkę droższego Byczego Hot, prosząc jednocześnie o naprawdę ostrą wersję dodatków i dobrze wysmażone mięso dla żony, która nie może spożywać surowego.

Na swoje zamówienie czekaliśmy przy stoliku rozłożonym przez właścicieli obok auta jakieś 10 minut, po czym otrzymaliśmy jako pierwszego Klasyka.

byczy burger 1 byczy burger 2

Klasyk, czyli wołowina, sałata, majonez, cebula, pomidor, ogórek i ketchup. Burger zostaje podany na plastikowym talerzyku i, po pierwszym rzucie oka na mięso, przewidywałem, że dobrze wysmażone to ono nie jest. I faktycznie, wołowina w Klasyku została zgrillowana idealnie, na różowo w środku, tyle że nie w tym burgerze. Jak się później okazało, mój burger został wysmażony, a więc o ile został popełniony błąd, to szukając pozytywów – chłopaki znają się na swojej robocie i wiedzą jak wysmażyć mięso w sposób  jaki życzy sobie klient. Pomylone zostały natomiast burgery.

byczy burger 4

Jakoś to przeżyliśmy, przechodząc do próbowania smaków. Na pierwszy strzał – bułka. Jak dla mnie świetna, niemal tak samo dobra jak ta z Pasibusa. Posypana sezamem, idealnie chrupiąca na zewnątrz, podpieczona na grillu i mięciutka w środku. Nie jest za gruba, dzięki czemu nie dominuje i nie wysusza burgera. Do ostatniego momentu trzymała w ryzach wszystkie składniki.

Mięso jest dość grubo zmielone, soczyste. Czuć, że to dobrej jakości, smaczna wołowina, ale na pewno do dopracowania pozostało jej doprawienie. W mięsie brakuje czegoś, co sprawiłoby, że będzie się wyróżniało spośród natłoku nijakich ostatnio burgerowni. Niewątpliwie jednak jest smaczne. Gorszym elementem są niestety dodatki. Zwyczajny, kupny ketchup i majonez to jednak za mało. Aż prosiłoby się o dodanie jakiegoś ciekawego sosiku, który urozmaiciłby smaki.

Drugim zamówionym burgerem był Byczy Hot, czyli wołowina, sałata, papryczka jalapeno, cebula, majonez i salsa.


byczy burger 5

byczy burger 3

byczy burger 6 byczy burger 8

Mięso, mimo że wysmażone, nie okazało się za suche i smakowało – podobnie jak w poprzednim burgerze – nieźle. O bułce było wyżej, jest świetna. Problemem okazują się jednak dodatki, a właściwie sosy. Majonez, poprzez swoja ilość, stłumił właściwie wszystkie smaki, a salsa w sumie niewiele różniła się od ketchupu. Faktem jednak jest, że to trochę nasza wina, ponieważ mogliśmy poprosić o burgera z dodatkiem dostępnego sosu BBQ.

Coś, gdzieś dzwoni, ale jeszcze nie wiadomo, w którym kościele. Uważam, że potencjał w Byczym Burgerze jest spory, ale zdecydowanie zastanowiłbym się nad zastąpieniem zwykłego majonezu i ketchupu fajnymi salsami oraz może nieco doprawił mięso. Daję jednak chłopakom spory kredyt zaufania, ponieważ oczekiwanie na jedzenie umila nam głośno grająca muzyka Dżemu, który kocham miłością podobną do jedzenia. Dla Dżemu i bardzo fajnej bułki, a także – mam nadzieję – poprawiających się niebawem dodatków, będę śledził rozwój tego baru na kółkach.

Byczy Burger

ul. Sucha/Joannitów przy Dworcu PKS

facebook.pl/byczyburgerwro

Patelnia, czyli smaczne jedzenie z pomysłem

Czas typowych fast foodów sprzed lat z hamburgerami „z Biedronki”, minął już chyba – na szczęście – bezpowrotnie. Nadszedł natomiast okres, w którym budki z szybkim jedzeniem prowadzone są przez ludzi nie idących na łatwiznę, mających konkretny pomysł na swój biznes. Takim barem okazuje się Patelnia, czyli malutka budka, w której możemy zjeść kilka naprawdę fajnych, i co ważne, smacznych dań pochodzących z całego świata.

patelnia 8Patelnia to właściwie kioskowe okienko, z którego wydawane są zamówione dania. Póki co nie ma jeszcze gdzie usiąść z jedzeniem, ale jak poinformowała mnie właścicielka, wszystko jest na dobrej drodze, aby w niedalekiej przyszłości przed Patelnią stanęły stoliki. Do Patelni trafiłem przez przypadek, przechodząc ulicą Kuźniczą. Szybko zerknąłem na menu, a za pierwszym razem postanowiłem zamówić tylko małą przekąskę, obiecując sobie, że wrócę tam jeszcze na pewno.

10366078_1513698585520361_5198435481758582648_n

Moim pierwszym strzałem okazała się Quesadilla z kurczakiem, ponieważ nie miałem za wiele czasu, więc chciałem wziąć coś naprawdę na szybko. Zamówiłem, a po 3-4 minutach otrzymałem bardzo ciekawe opakowanie.

patelnia 9

Opakowanie faktycznie świetnie wpisujące się w reguły fast foodów, które można bez problemu wziąć do ręki i zjeść podczas spaceru.

patelnia 10

W pudełeczku znajdziemy cztery kawałeczki quesadili, sporą porcję nachosów oraz pojemniczek dipu z jogurtu naturalnego z dodatkiem szczypiorku. Na pierwszy rzut oka porcja za 10 zł wydaje się być niewielka, po chwili jednak smak quesadili pozwala nam zapomnieć o cenie, ponieważ wgryzamy się w coś niezwykle smacznego.

 

patelnia 11

Pomiędzy kukurydzianymi tortillami natrafiamy na małe kawałki piersi z kurczaka, roztopiona mozarella, szczypiorek oraz świetny słodko-ostry sos, spotykany w barach z azjatyckim jedzeniem. Bardzo dobrym pomysłem jest dołączenie szczypiorku, a całość idealnie komponuje się z delikatnym dipem jogurtowym. Buzia mocno mi się uśmiechała podczas jedzenia od początku do końca.

Z tym większą ochotą udałem się do Patelni na drugi dzień z jasnym założeniem – zjeść burgera wołowego. Do wyboru mamy także burgera wieprzowego, z kurczakiem oraz z kozim serem. Zamawiam, prosząc o burgera bez pomidora, ale z mocno wysmażonym boczkiem. Czekam kilka minutek, po których w moje ręce trafia kolejna przesyłka.

patelnia 1

Jak widać na zdjęciu, z pudełeczkiem udałem się na ławkę w pobliżu Rynku, gdzie zjadłem kolejną świetną rzecz.

patelnia 2

Burger jest słusznych rozmiarów, z dobrze trzymającą całość do końca bułką własnego wypieku oraz dodatkiem wspomnianego wyżej apetycznie przysmażonego boczku,  chrupiącej czerwonej cebuli, słonego ogórka kiszonego, świeżej sałaty oraz relishu pomidorowego i aioli. Dodatkowo zamówiłem frytki, które, jak zapewniła mnie właścicielka, są ręcznie krojone. Do frytek otrzymałem jeszcze malutki kubełek aioli cytrynowego.

patelnia 3

Liczba dodatków nie jest przesadzona, podobnie jak sosu, który nie wsiąka nadmiernie w idealnie zgrillowaną bułkę, będącą bardzo mocnym punktem burgera z Patelni. Nie za sucha, lekko maślana, ale nie dominująca nad mięsem. Mięsem, które z automatu wysmażone jest w stopniu medium, z lekko zaróżowionymi fragmentami wewnątrz, dzięki czemu jest bardzo jędrne i soczyste.

patelnia 4

patelnia 5Wołowina jest dość drobno zmielona i mocno doprawiona, co pozwala jej zdecydowanie wybijać się spośród wszystkich dodatków, jako najważniejszy punkt burgera. Świetną robotę robi także pieczony wolno w świeżych ziołach boczek. Delikatnie słonawy i chrupki, nadający charakter całości. Sosy pozostawiają delikatne smaki, z jednej strony pomidorów, z drugiej majonezu.

Frytki faktycznie okazały się typowo domowe, grubo krojone. Mogłyby być nieco bardziej chrupiące, ale już za sam fakt przygotowywania ich na miejscu, warto je zamówić. Jednak tym, co kupiło mnie zupełnie, to cytrynowe aioli, które zamówiłem jako dodatek do frytek. Krótko mówiąc – lepszego sosu nie próbowałem w życiu. Mocno cytrynowy, kremowy sosik z lekkim dodatkiem czosnku. Fenomenalnie komponuje się zarówno z burgerem, jak i frytkami.

Z całą stanowczością mogę polecić Patelnię, nie tylko za świetnego burgera, nie tylko za ciekawą quesadillę, ale i ciekawy pomysł oraz przyjazne nastawienie do klienta. Obsługa z chęcią opowie wam choćby dlaczego jako dodatek wybrać sól himalajską, a nie zwykłą, w jaki sposób przygotowywane jest mięso, i skąd pochodzi.

Patelnia to zupełnie nowy wymiar myślenia o przygotowywaniu fast foodów. Właściwie wszystkie produkty przygotowywane są własnoręcznie, łącznie z bułkami oraz sosami. Mięsa są marynowane i pieczone długo w niskiej temperaturze. Zresztą niech za komentarz wystarczy hasło przewodnie właścicieli Patelni: „Jedzenie na poziomie restauracyjnym w cenach street food’u”.

Świetne miejsce, do którego chcę wracać jak najczęściej, a przy najbliższej okazji z chęcią zamówię uznawane za specjalność lokalu rilletes, czyli ciabatty do wyboru z: indykiem, wieprzowiną lub dziczyzną, której w barach z fast foodami jeszcze nie spotkałem.

Patelnia Fine Food Fast

ul. Kuźnicza 29 B

facebook.com/patelnia/

 

 

Nigdy Nie Zapomnę, surowego mięsa

Odkąd tylko usłyszałem o Nigdy Nie Zapomnę, postanowiłem się wybrać w to miejsce, a dobre opinie znajomych i fajne, sezonowe menu tylko mnie w tym postanowieniu utwierdziły. Dość długo jednak wstrzymywałem się z wycieczką na ul. Zwycięską, gdzie znajduje się lokal, głównie ze względu na korki w tym rejonie miasta. Traf chciał, że jednego dnia wracając z trasy, przypomniałem sobie o tej klimatycznej restauracyjce. Jeszcze bardziej ucieszył mnie fakt, że jest czwartek, czyli dzień burgerów, ponieważ w Nigdy Nie Zapomnę każdego dnia mamy możliwość zamówienia jednego, przygotowanego tylko wtedy, dania spoza standardowej karty. O tym, co akurat jest specjałem możemy się dowiedzieć m.in.  z bardzo fajnie prowadzonego fanpage’u na Facebooku.

Foto - Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Foto – Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Niewielki, ale bardzo przyjemny, urządzony z wyczuciem lokalik umiejscowiony jest pomiędzy blokami na ciągle rozrastającym się osiedlu przy ul. Zwycięskiej. Zamówione dania możemy zjeść zarówno w środku, jak i przy jednym z czterech stolików na zewnątrz.

Foto - Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Foto – Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Nie ukrywam, że trochę się spieszyłem, więc z góry nastawiłem się na zjedzenia burgera, a na pozostałem pozycje w menu tylko zerknąłem.

nigdy nie 1 nigdy nie 2

Ceny nie są może bardzo wygórowane, ale jeśli weźmiemy pod uwagę lokalizację, dość wysokie. Na pewno jednak należy docenić, że kuchnia jest sezonowa, a menu zmieniane co jakiś czas, tak, aby dostosować je do dostępnych akurat najlepszych składników. Po samym menu widać, że kucharz wraz z właścicielami są ludźmi ambitnymi, nie idącymi na skróty. W NNZ nie znajdziemy banalnych potraw, choć akurat moda na burgery nie ominęła także i tego miejsca. Zamawiam więc właśnie burgera oraz lemoniadę do popicia.

Od początku jesteśmy obsługiwani przez profesjonalnego kelnera, który ma pojęcie o tym, o czym mówi, co stanowi wielki plus tej restauracji. Lemoniada trafia na mój stół po około 5 minutach i muszę przyznać, że jest to najlepsza lemoniada jaką miałem okazję pić w życiu.

nigdy nie 3

Napój podawany jest w nieco hipsterskim wazoniku, ale jest świetny. Genialne połączenie cytryny i pomarańczy z miętą. Fenomenalnie gasi pragnienie w upalne dni.

Na swojego burgera musiałem poczekać jednak nieco dłużej, mimo niewielu osób, które w tamtym momencie przebywały w lokalu. Po niemal 20 minutach otrzymuję zamówienie. Muszę przyznać, że pierwsze wrażenie było doskonałe.

nigdy nie 4

Z góry przepraszam za jakość zdjęcia, ale spieszyłem się i niestety efekty widać powyżej. Burger włożony jest pomiędzy maślaną bułkę wypiekaną na miejscu, a na talerzyku obok – niejako zamiast frytek, których w Nigdy Nie Zapomnę nie ma – otrzymujemy surówkę coleslaw. Wygląda niesamowicie zachęcająco.

nigdy nie 5 nigdy nie 6

Porcja mięsa wydaje się być ogromna. Tfu, nie wydaje się – ona jest wielka, o rozmiarach niespotykanych nigdzie indziej. Burger podawany jest z sosem remoulade, do którego byłem nastawiony nieco sceptycznie, ale okazał się bardzo smakowitym dodatkiem. Właśnie, dodatki. Nie ma ich za wiele, co uważam za dobry wybór. Poza sosem w środku mamy jeszcze boczek, o którego maksymalne przypieczenie poprosiłem oraz sałatę.

Do tego momentu wszystko było idealnie, wokół burgera unosił się cudowny aromat, ale..

nigdy nie 7 nigdy nie 8

Pierwsze gryzy potwierdziły moje przypuszczenia i, faktycznie, mięso nie dość, że bardzo aromatyczne, to jest jeszcze dobrze doprawione i smaczne. Niestety, ktoś chyba zapomniał, że wołowinę wypadałoby smażyć nieco dłużej niż 30 sekund, a tak właśnie wyglądało mięso po ugryzieniu. Jak gdyby zostało tylko położone na grill i od razu zdjęte. Oczywiście, rozumiem, że mięso nie powinno być przesmażone, wręcz różowawe w środku, pewnie. Szkoda tylko, że zamawiając burgera, otrzymałem właściwie tatara. Zjadłem ile mogłem, ale resztę sobie odpuściłem, co i tak nie ustrzegło mnie przed ostrym bólem brzucha.

nigdy nie 9Maślana bułka jest prawdopodobnie najlepszą dodawaną do burgera, jaką miałem kiedykolwiek okazję próbować. Doprawdy idealna, fajnie podpieczona, przez co nie namokła sosem, delikatna w środku i lekko słodkawa. Nie było mi jednak dane zjeść jej do końca, ponieważ nie jestem specjalnym fanem tatara.

Za całość zapłaciłem 31 zł, 23 za burgera i 8 za lemoniadę. Wyszedłem z wielkim niedosytem, wręcz zdenerwowany. Kiedy zwróciłem uwagę kelnerowi, że jeśli mięso w burgerach w takiej postaci podawane jest w standardzie, wypadałoby informować o tym klientów, ponieważ nie wszyscy lubią surowe. W odpowiedzi usłyszałem tylko odburknięcie, które nie wiadomo co miało oznaczać.

Szkoda, bo do momentu podania wszystko wyglądało bardzo fajnie. Oczywiście rozumiem, że lokal specjalizuje się w innych daniach, a burger jest tylko jednodniowym dodatkiem do menu, ale jeśli już decydujemy się na ich podawanie klientom, wypadałoby robić to rzetelnie.

 

Nigdy Nie Zapomnę

ul. Zwycięska 14 F

facebook.com/nigdy.nie.zapomne

 

Droga Mleczna, czyli przepysznie ostry burger

Jakiś czas temu dowiedziałem się, że przy ul. Krasińskiego powstała kolejna mała knajpka w nowoczesnym, dość minimalistycznym stylu, mianowicie Droga Mleczna. Zaciekawiło mnie ich menu, składające się zarówno z dań dla wegan, wegetarian i bezglutenowców, a także burgery wołowe oraz mięsne dania obiadowe. W sumie dość standardowo w ostatnim czasie, modnie, ale wygląda nieźle.

Lokal z zewnątrz wygląda okazale, zdecydowanie wybijając się spośród otaczającej go szarej rzeczywistości kamienic komunalnych.

10411910_751992181487939_8597271244677057660_nJako że nie miałem zbyt wiele czasu, postanowiłem na szybko zamówić burgera, do którego zresztą od razu po wejściu namawia mnie miły człowiek stojący za ladą, zapewne właściciel. Poza burgerami do wyboru mamy sporo pozycji, m.in. makarony, kanapki z pieca, sałatki, a także menu śniadaniowe. Wszystko zapakowane w ładne dla oka menu oraz rozpisane na dużej tablicy naprzeciwko wejścia, z zaznaczeniem dań wegetariańskich i bezglutenowych.

10354176_748637711823386_7930455488025266642_n

W środku możemy usiąść przy jednym z czterech stolików lub na hokerach przy ścianie. Wnętrze jest urządzone nowocześnie, z drewnianymi stolikami i obrusami w kratę. Wygląda to naprawdę przyjemnie.

Namówiony przez obsługę na burgera, wybieram Cheese Burgera. Dodatkowo zachęca mnie informacja o tym, że bułki do burgerów wypiekane są na miejscu. Do wyboru mam trzy stopnie ostrości: lekko ostry, ostry i hot. Decyduję się na hot, prosząc jednocześnie, aby był to podwójne hot. Burger kosztuje 17 zł plus 3 zł za szklankę wody z limonką.

Właściwie wszystkie burgery w ofercie są dość standardowe oraz jeden wegetariański z kotletem warzywnym z kaszy jaglanej, słonecznika, fasoli czerwonej, sezamu i marchewki.

Czekam i przypominam sobie, że nie zostałem zapytany o stopień wysmażenia mięsa, więc… w tym względzie jestem skazany na kucharza. Po około 10 minutach na moim stoliku ląduje oto taki burger.

droga mleczna 1

Na pierwszy rzut oka wygląda jakby bułka była nieco za cienka, aczkolwiek wygląda niezwykle apetycznie. Jest świetnie wypieczona i posypana sezamem.

Tak jak prosiłem, ostre aromaty burgera jako pierwsze docierają do mojego nosa. W środku wypełniony jest papryczkami chili i jalapeno, a bułka posmarowana jest z obu stron czymś w rodzaju gęstego sosu chili.

droga mleczna 2

Samo mięso jest ładnie oblepione roztopionym serem, a poza papryczkami w bułce znajdziemy sałatę i cebulę czerwoną.

Zabieramy się za jedzenie. Pierwszy gryz i… bardzo, bardzo pozytywne zaskoczenie. Mięso wysmażone jest właściwie książkowo, z lekko różowawym mięsem, grubo zmielone, a ostrość papryczek i sosu dochodzi miarowo do kubków smakowych. Bułka jest świetna, lepszą jadłem chyba tylko w Pasibusie, lekko słodkawa i chrupiąca. Naprawdę smaczna.

droga mleczna 3

Jak dla mnie mięso mogłoby być nieco bardziej doprawione pieprzem, ale burger jako całość smakuje doskonale, jest ostry dokładnie tak jak lubię. W sumie, ciężko się do czegoś przyczepić. Cieszy to tym bardziej, że lokal działa od niedawna i od samego początku stawia na wysoki poziom jedzenia.

Spróbowałem tylko jednej potrawy, ale wiem, że na pewno odwiedzę Drogę Mleczną jeszcze nie raz. Lokal jest przyjemny, obsługa przyjazna, a co najważniejsze – dania przygotowywane są ze świeżych produktów.

Polecam, zdecydowanie! Oby więcej takich miejsc we Wrocławiu.

Droga Mleczna

ul. Krasińskiego 32

facebook.com/DMleczna

Wartburger, czyli nic specjalnego

Jakiś czas temu, przeglądając Facebooka, moim oczom ukazał się post informujący o otwieranym niebawem kolejnym miejscu, którego daniem popisowym będą burgery. Naturalnie postanowiłem się tam udać, żeby sprawdzić czy warto zapisać to miejsce na dłużej w pamięci. Sama nazwa – Wartburger, przyciąga, zwłaszcza fanów minionej epoki. Szkoda tylko, że po wejściu do lokalu, jakoś dziwnie nie widać elementów związanych z DDR-owskim pojazdem.

wartburger 1

Wartburger mieści się na tzw. wrocławskim Manhattanie, przy ulicy Curie Skłodowskiej. Miejsce raczej nie jest idealne na tego rodzaju gastronomię, nieco z dala od Rynku, zaraz przy Politechnice. Już na wejściu Wartburger mocno szokuje swoją wielkością, a właściwie brakiem przestrzeni. Bywałem już  w kilku burgerowniach z zaledwie 2-3 stolikami w środku, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Wartburger to jakieś 20 metrów kwadratowych, z czego dla klientów przewidziane jest może 25%. Ok, na zewnątrz są stoliki. Żeby jednak przy nich konsumować z przyjemnością, musi być ciepło. My trafiliśmy na chłodny dzień, więc zdecydowaliśmy się na jedzenie w środku, co chwilę ocierając się w malutkim lokaliku.

Zamawiamy. W menu mamy do wyboru siedem burgerów, od klasyka za 15 zł, do dwusuwa z podwójną wołowiną za 24 zł w zestawie z frytkami. Ceny zachęcające. Gorzej jednak z przyjmowaniem zamówień, aczkolwiek wybaczam,bo można to zwalić na karb pierwszych dni prowadzenia Wartburgera. Jeśli w lokalu są więcej niż 3 osoby, kolejne muszą czekać ze złożeniem zamówienia, do momentu, kiedy poprzednie odbiorą swoje burgery, ponieważ, uwaga – w opiekaczu jest miejsce dla tylko trzech bułek! Mocny strzał w kolano na samym początku. No nic, skoro zdecydowaliśmy się przyjść, czekamy i w końcu składamy zamówienie.

Dla mnie Hotneker, czyli wołowina, salsa, ser, roszponka, cebula, pomidor i jalapeno. Tradycyjnie rezygnuję z pomidora, za którym nie przepadam, a roszponkę zamieniam na sałatę lodową. Żona wybiera Klasyka, ale z dodatkiem papryczki jalapeno dla podkręcenia smaku.

Niestety, ktoś nie pomyślał o zapytaniu nas, podobnie zresztą jak poprzednich klientów, o stopień wysmażenia mięsa. Zdajemy się na łaskę człowieka obsługującego grill, który nie wygląda na kogoś, kto wcześniej miał cokolwiek do czynienia z gastronomią.

Czekamy, obserwując cały proces przygotowywania burgera, w międzyczasie dowiadując się, że sosy robione są na miejscu, za wyjątkiem ketchupu i majonezu. Do wyboru mamy sosy: BBQ, musztardowy, limonkowy i salsa pomidorowa. Mięso się smaży, ale nikt nie kontroluje tego czy właśnie zamienia się w suszony wiórek, więc od tego momentu mamy spore obawy o jakość tej wołowiny po zdjęciu z grilla.

Zawinięty w papier burger, podawany jest w drewnianym koszyku, z dodatkiem frytek. Ja akurat miałem szczęście, ponieważ otrzymałem całkiem sporą ich ilość. Znajomi mieli w swoim koszyku dosłownie 9 (dziewięć) frytek. Co najlepsze, frytki nie są solone, ponieważ jak usłyszeliśmy – nie każdy lubi.
wartburger 2

Zaczynamy. Po rozpakowaniu burger wygląda całkiem przyzwoicie, dobre wrażenie robi roztopiony serek. Pewne obawy związane są z bułką, która wygląda na nieco za suchą.

wartburger 3

Gryziemy i…, i nic. Smaku właściwie nie stwierdzono. Mięso prawdopodobnie nie zostało w ogóle doprawione, jest mocno wysmażone, a bułka tak sucha, że bez pół litra picia ciężko to przełknąć. Niestety, wołowina nie dość, że właściwie nie smakuje i ginie w gąszczu dodatków, to jeszcze jest jej niewiele. Chyba nie jadłem we Wrocławiu burgera z mniejszą ilością wołowiny.

wartburger 4

 

Miałem nadzieję, że smak poratuje nieco jalapeno, ale tutaj także się rozczarowałem. Papryczki nie mają w sobie ani trochę ostrości, są kwaśne, zapewne z octu. Fajnie ciągnie się ser, prawdopodobnie gouda, ale to niestety za mało. Salsa właściwie niewyczuwalna, wsiąkła bardzo szybko w bułkę, która nie została w odpowiedni sposób przypieczona.

Nie za bardzo jestem w stanie zrozumieć osób, które decydują się otwierać miejsca, w których menu jest bardzo wąskie, ale nie pracują nad szczegółami. Takim szczegółem są dla mnie frytki, które zdecydowanie powinny być robione na miejscu. Niestety, otrzymujemy suche frytki z mrożonki.

Nie ukrywam, że na liście wrocławskich burgerów Wartburger ląduje daleko z tyłu za czołówką. Rozumiem błędy początkujących, ale tutaj jest ich zdecydowanie za dużo.

Wartburger

Skłodowskiej-Curie 15

facebook.com/wartburger