burgery we Wrocławiu

Karavan – konkurs

Konkurs, w którym do wygrania był voucher do Szkoły Gotowania już zakończyliśmy, pora więc na kolejny odcinek konkursowego serialu na naszym blogu. Tym razem mamy dla was bon o wartości 100 zł do wykorzystania w bistro Karavan

554164_456846030994810_1176731054_n

Co zrobić, aby wygrać bon o wartości 100 zł do wykorzystania w bistro Karavan? Wystarczy polubić facebookowy fanpage Karavan oraz w komentarzu na naszym facebookowym fanpage’u (tutaj) wpisać lub wysłać w mailu (wroclawskiejedzenie@wp.pl) nazwy trzech burgerów z menu Karavan.

Konkurs trwa do godziny 23.59 we sobotę 6. września. Wśród osób, które poprawnie wymienią nazwy burgerów, wylosujemy nagrodę od Karavan.

Zapraszamy do udziału!

Karavan

ul. Św. Antoniego 40/1

facebook.com/karavan.wroclaw

http://krvn.pl

 

 

Reklamy

Mobile Burgers Wrocław, czyli czekanie się nie opłaciło

Ostatnio mieliśmy na blogu relację z miejsca serwującego burgery idealne, tym razem zaprosimy was na spotkanie z czymś mniej przyjemnym. Przyznam, że powstające co i rusz nowe burgerownie zaczynają być nieco irytujące. Istnieje tak wiele ciekawych opcji, kiedy myśli się o rozpoczęciu przygody z gastronomią, że aż ciężko uwierzyć widząc kolejne nowe miejsca z burgerami. Mniejsza o to, jeśli ktoś o przygotowywaniu tego specyficznego jedzenia ma pojęcie. Zazwyczaj jednak za burgery zabierają się ludzie kompletnie bez kompetencji, i wtedy zaczyna się problem. Właśnie z taką sytuacją spotkaliśmy się podczas WrocLove FoodLove, czyli wrocławskiego zlotu foodtrucków, który odbył się 16. sierpnia na terenach przy Hali Stulecia. Owszem, trafiliśmy na pozycje świetne, jak choćby pyszne kanapki z wołowiną z foodtrucka Chyży Wół. Tradycyjnie nie zawiódł Pasibus, ale jak wszędzie, można było natrafić na słabsze ogniwa. Takim okazał się nowy na wrocławskiej scenie – Mobile Burgers Wrocław.

wroclove burger mobile 5

Podczas dotychczasowych dwóch foodtruckowych świąt we Wrocławiu, dominującym tematem były kolejki przy każdym z aut. Nie ukrywam, lekko irytujące, ale do przeskoczenia, zwłaszcza jeśli ktoś nie zjawił się, aby skonsumować tylko jedną potrawę. Wystarczy sposób, zamówienie w kilku miejscach i spokojne czekanie. Kiedy byliśmy już po zjedzeniu trzech różnych dań, naszła nas ochota na kolejnego – po Pasibusie – burgera. Kroki skierowaliśmy do tego przy, którym teoretycznie panował najmniejszy ścisk, co spowodowane było zapewne niezbyt długą historią i popularnością Mobile Burgers Wrocław.

Rzeczywiście, udało nam się zamówić dość szybko, ale już czas oczekiwania miał wynieść 40 minut. Trudno, przeżyjemy. Menu dość standardowe, bez specjalnych udziwnień. Co ciekawe, schowane w taki sposób, że ciężko cokolwiek dostrzec, zwłaszcza przy większej kolejce.

wroclove burger mobile 6

Zamawiamy dwa razy Farmera, prosząc o dobrze zgrillowany boczek. Otrzymaliśmy swój numerek, mianowicie 16 i na spokojnie udaliśmy się spożywać inne pyszności. W momencie składania zamówienia wydawany był numerek drugi, więc przed nami znajdowało się jeszcze kilkanaście osób, co nie wydawało się być specjalnym dramatem.

W międzyczasie zdążyliśmy zjeść jeszcze pyszny krem z pomidorów na stanowisku Zupy i wróciliśmy pod foodtrucka z burgerami.

wroclove zupa 1

Po rzeczonych 40 minutach podeszliśmy spytać jak wygląda sytuacja z naszym zamówieniem i, nieco nas zamurowało, kiedy dowiedzieliśmy się, że obecnie wychodzą burgery z numerem… 10. Skoro jednak już zamówiliśmy, czekaliśmy dalej, przyglądając się ciekawym scenom dziejącym się pod Mobile Burgers Wrocław. Do auta co chwilę podchodzili klienci chcący zamówić burgery, niestety w odpowiedzi słyszeli, że zamówienia nie są póki co przyjmowane. Jak dla nas, marketingowy strzał w stopę.

Swoją drogą, skoro podczas zlotów foodtrucków i tak kolejki są spore, i oczekiwanie na zamówienia się przedłuża się dość mocno, może niezłym pomysłem byłoby np. informowanie klientów o stanie ich zamówienia smsem?

Przyglądając się z boku na to co dzieje, nasze obawy o to czy otrzymamy swoje burgery, nieco przybrały na sile, ponieważ tempo wydawania zamówień spadało drastycznie z każdą chwilą, a obsługa w liczbie trzech osób chyba nie do końca ogarniała co się dzieje dookoła. Kiedy od naszego pierwszego podejścia do kasy Mobile Burgers Wrocław minęła godzina i czterdzieści minut, w nasze ręce w końcu trafiły burgery. Wcześniej jednak chowając się przed deszczem pod daszkiem foodtrucka, zerkaliśmy jak idą przygotowania.

wroclove burger mobile 4

Pominę już nieład panujący na grillu, ale tego co działo się podczas przygotowywania mięsa, już nie. Po uformowaniu wołowiny i włożeniu jej na grill, człowiek obsługujący to stanowisko tak żarliwie przyciskał burgery łopatką, że traciły one wszelkie soki, dodatkowo potwornie brudząc grill, który nie był później czyszczony przez nałożeniem kolejnej porcji mięsa. Już wtedy można było domyślać się, że burgery będą suche. Na sam koniec mięso jest pieprzone oraz obficie posypywane papryką w proszku. Ostatecznie otrzymujemy zawiniętego w papier śniadaniowy a’la burgera.

wroclove burger mobile 1 wroclove burger mobile 2 wroclove burger mobile 3Farmer, czyli 160 g wołowiny, ser, ogórek, sałata, pomidor, cebula, smażony boczek i na naszą prośbę jeszcze jalapeno. Za całość zapłaciliśmy 15,50 zł.

Ciężko opisać to co otrzymaliśmy, zwłaszcza po zjedzeniu nieco wcześniej świetnego burgera z Pasibusa. Bułka jak z Lidla, podobna do tych serwowanych w barach, gdzie hamburgera możemy kupić za 4,5 zł. Pomimo podpiekania jej w piecyku, dalej była miękką i gumowata, o chrupkości można zapomnieć. Przechodząc dalej, pierwszy w oczy rzuca się ser typu gouda w plasterku, surowy, nieroztopiony. Do boczku przyczepić się nie mam prawa. Był dokładnie taki, jak sobie zażyczyliśmy. Upieczony właściwie na skwarek, chrupiący i nadający nieco życia temu mdłemu burgerowi.

Mięso właściwie powinienem przemilczeć, ponieważ okazało się suchym wiórkiem, przypominającym w smaku kotleta mielonego. Nie żebym nie lubił mielonych, ale nie o to chodziło podczas zamawiania burgera.

Sos? Jaki sos? W środku odnalazła się tylko jakaś ciapka majonezu, ale kompletnie zgubiła się w całości. Warzywa świeże, owszem, ale na tle ogólnej beznadziei, nie miały szansy zaistnieć. Papryczki jalapeno o swojej ostrości słyszały chyba ostatni raz będąc jeszcze na krzaczku, natomiast straciły ją kompletnie w octowej zalewie, z której zostały wyjęte przed podaniem. Całość okazała się tak sucha, że po trzech gryzach ciężko było przełknąć kolejne.

Nie przedłużając, burger w Mobile Burgers Wrocław okazał się katastrofą, drugą była długość oczekiwania, a trzecią podejście do klienta. Załoga MBW nie zrozumiała jeszcze chyba, że warto uśmiechnąć się do klienta, zagadać, może opowiedzieć o swoim produkcie. I jeszcze na koniec. Nie próbuję się czepiać na siłę. Większość foodtruckowych ekip będących na zlocie potrafiło sobie poradzić z długimi kolejkami, serwując przy tym smaczne jedzenie. Jeśli ktoś wykonuje swoja pracę za karę, to niestety, ciężko o sukcesy.

Mobile Burgers Wrocław

ul. Hubska 102/118

facebook.com/MobileBurgers

 

Wrocławski Festiwal Foodtrucków

Wielokrotnie zazdrościłem chłopakom ze Streetfoodpolska.pl ilości odwiedzonych zlotów foodtrucków. W Warszawie imprezy z cyklu choćby Żarcia na Kółkach odbywają się cyklicznie, a podczas wakacji właściwie regularnie co dwa tygodnie. Wrocław do tej pory był niestety kompletnie niezagospodarowany na tym polu. Na całe jednak szczęście dla  nas, czyli osób kochających dobre jedzenie, właściciele trzech wrocławskich foodtrucków skrzyknęli się, dzięki czemu już w sobotę i niedzielę (9 i 10.08.2014) zorganizowany zostanie pierwszy Wrocławski Festiwal Foodtrucków.

984173_1435392233415977_4451870716203128081_n

Wspomnianymi wyżej organizatorami Festiwalu są: 66 American Burger, Happy Little Truck oraz Taho Cafe. To właśnie dzięki nim będziemy mieli okazję przez cały weekend rozkoszować się przepysznym jedzeniem z mobilnych restauracji. Niezwykle cieszymy się także, ponieważ nasz blog został jednym z patronów medialnych imprezy.

Festiwal potrwa dwa dni, a nowych dań będziemy mogli spróbować w dwóch lokalizacjach. Najpierw w sobotę od godziny 14 festiwalowa karawana rozstawi się na Kafe Plaża tuż przy moście Grunwaldzkim, natomiast w niedzielę wszyscy przeniosą się solidarnie na Wrocławski Tor Wyścigów Konnych na Partynicach. Tam z kolei Festiwal rozpocznie się już o 13.

Kogo zobaczymy podczas festiwalu foodtrucków?

66 American Burger, czyli specjalizujący się w serwowaniu burgerów wrocławski foodtruck, który najczęściej stacjonuje przy Wyspie Słodowej.

10548272_1436995256589008_4406656849011980212_o

Sezonowo Zdrowo, czyli coś dla tych, którzy wolą nieco zdrowsze jedzenie.

10592910_1436470246641509_8373033359055387888_n

Happy Little Truck, czyli wrocławska mobilna pizzeria z piecem opalanym drewnem, wbudowanym w środku.

1901378_756455867727810_9022564824715186468_n

 

Taho Cafe zapewni nam w te gorące dni genialną domową lemoniadę, a także kawę na rozbudzenie.

10269374_1435403766748157_8199149745686861070_n

Wurst Kiosk, czyli ekipa przyjezdna, z Warszawy, serwująca niemieckie specjały, m.in. bratwursty, currywursty i belgijskie frytki.

10583998_677824475644401_3578587705576485922_n

Co ja Ciacham zapewni nam odpowiedni deser po obfitym obiedzie.

10520651_1434341483521052_719741165521911891_n

Pasta Mobile, czyli kolejny foodtruck z Warszawy, zaspokoi każdego miłośnika makaronów.

10584041_1433960623559138_5179671309436611406_n

Pan Japan to jeszcze jedna ekipa ze stolicy, tym razem trafiająca w gusta osób lubiących kuchnię japońską.

10525683_1433526803602520_5333627756546023498_n

Zapieksy Wyborowe, czyli pyszne i chrupiące zapiekanki w kilku odsłonach prosto z Gliwic.

10514641_494182170713276_662894231718112958_n

 Gastromachina z Łodzi, w której zjecie burgery, ciabatty i quesadille.

10409675_317301821760106_741365155818948338_n

Dziesięć aut z oryginalnym jedzeniem, uczta dla kochający jedzenie oraz dla osób lubiących poznawać nowe smaki. Wpadajcie w weekend na Kafe Plażę oraz Partynice, odłóżcie na bok gotowanie obiadu, tym bardziej, że zapowiada się nam fantastyczna pogoda.

 

Street Burger, czyli pewnego poziomu nie da się przeskoczyć

Czasami, kiedy jeżdżę sporo po mieście, staram się zatrzymać choć na chwilę, na małą przekąskę w miejscu, w którym jeszcze nie jadłem. Kilka dni temu udało mi się zakręcić w okolicach Arkad, więc szybko przypomniałem sobie, że kiedyś widziałem tam malutką burgerownię pod nasypem. Szybkie zerknięcie w Google i mogłem się udać do baru Street Burger, mieszczącego się pod nasypem przy ul. Bogusławskiego, zaraz za Teatrem Polskim.

Foto - Facebook Street Burger

Foto – Facebook Street Burger

Sam lokal urządzony jest w dość typowym dla knajpek pod nasypami stylu. Kilka stolików z wysokimi krzesłami, bar wzdłuż jednej ze ścian, i tyle. Zaraz po wejściu, na ścianie po lewej stronie natrafiamy na menu.

street burger 1

W menu uderza w nas dość dziwna opcja, a mianowicie: „Burger w bułce lub z frytkami”. Rozwiązanie dość kontrowersyjne, przyznacie. Poza tym, możemy wybierać pomiędzy bułkami XL lub XXL, które obsługujący nas właściciel Street Burgera z wielką chęcią przedstawia. Z opcji bez bułki jednak zrezygnuję, zamawiam więc Cheeseburgera XL oraz dodatkowe frytki, a za całość płacę 21 zł. Siadam przy stoliku, zerkając ukradkiem jak smaży się mój burger. Mięso zostało wyciągnięte z lodówki  już uformowane i natychmiast trafiło na rozgrzanego grilla. W tym czasie przyrządzano resztę składników. Cała operacja trwała jakieś 8-10 minut, po czym na moim stole najpierw znalazły się frytki.

street burger 2

Grube, usmażone na chrupko, oczywiście z mrożonki, ale przyzwoite. Szkoda tylko, że ktoś postanowił je zasypać solą. Tacka od razu skojarzyła mi się z frytkami podawanymi na dworcu we Wrocławiu jakieś 15 lat temu.

Ważniejszym puntem okazał się jednak sam burger, dość monstrualnie wyglądający na pierwszy rzut oka.

street burger 3 street burger 4

W Cheeseburgerze, poza bułką i wołowiną, znalazło się miejsce dla stopionego cheddara, czerwonej cebuli, sałaty lodowej i ogórka kiszonego. Można powiedzieć, klasyk.

street burger 5

Całość została dosłownie zalana majonezem, pomieszanym prawdopodobnie z ketchupem. Nie sos okazał się jednak największym problemem, a wysokość burgera. Po złapaniu całości i lekkim zgnieceniu, okazało się, że nie jestem w stanie ugryźć burgera, ponieważ jest zwyczajnie zbyt duży. Zrobiłem więc jedyną rozsądną rzecz, która przyszła mi do głowy, i wyjąłem nadmiar sałaty, której w środku było faktycznie bardzo dużo.

Pierwszym wyczuwalnym elementem, po premierowym gryzie, była bułka. Zaskakująco dobra, nie napompowana, lekko przypieczona na grillu, nie chłonąca majonezu. Właściwie tylko dzięki jej dość zbitej strukturze jakoś udało się utrzymać wszystko do końca w jednym kawałku, choć łatwo nie było.

street burger 6

Choć nikt wcześniej mnie o to nie pytał, wołowina została usmażona na różowo, na co narzekać nie mogłem. Mięso przywoite, ale zdecydowanie zdominowane przez zbyt dużą ilość dodatków. Nawet po usunięciu nadmiaru sałaty, mięso nie mogło się przebić przez smak majonezu, kwaskowatośc ogórka, no i wspomnianej już sałaty. Wołowinie zabrakło wyrazistości także dlatego, że nie zostało w żaden sposób doprawione. Czysta wołowina, która nie została potraktowana ani pieprzem, ani solą. Trochę to za mało, tym bardziej w połączeniu z fatalną mieszanką majonezowo-ketchupową.

Cheddar, który miał nadawać charakterystycznego smaku także zaginął w gąszczu innych dodatków, z których jeszcze jeden otrzymałem na papierowej tacce obok burgera. Wystarczyła jedna próba, żeby zorientować się, że mam do czynienia z kupną, dostępną w marketach surówką z białej kapusty. Było to coś pomiędzy białą kapustą z marchewką, a kapustą kiszoną. W każdym razie – niejadalne, kompletnie niepasujące do burgera.

Byłem, zjadłem, szybko zapomniałem, tyle. Street Burger okazał się kolejnym miejscem bez wyrazu, które powstało na fali mody burgerowej w Polsce. Niestety, nie wszyscy mogą i potrafią wybić się ponad przeciętność.

 

Street Burger

ul. Bogusławskiego 46

facebook.pl/streetburger

Byczy Burger – konkurs

Dawno nie było żadnego konkursu, więc zapraszamy na kolejny.  Tym razem mamy dla was zaproszenie dla dwóch osób na burgera do Byczego Burgera, czyli jednego z najnowszych wrocławskich foodtrucków.

10440214_673031829435044_7320954142739315531_n

Co zrobić, aby wygrać zaproszenie na dwa burgery? Wystarczy polubić facebookowy fanpage   Byczego Burgera oraz w komentarzu na naszym facebookowym fanpage’u (tutaj) wpisać lub wysłać w mailu (wroclawskiejedzenie@wp.pl) opis swojego wymarzonego WegeByczego Burgera, czyli burgera wegetariańskiego wraz z jej nazwą. Swoje głosy wpisujemy tak:

[NAZWA BURGERA] – składnik 1, składnik 2, składnik 3, składnik 4 itd.  czyli np. Wege Burger – kotlet z cieciorki, pomidor, pikle, majonez.

Konkurs trwa do godziny 23.59 w sobotę 9. sierpnia.

Zwycięzcę wyłoni komisja w skład której wchodzą właściciele Byczego Burgera. Zwycięski burger ma szansę na stałe wejść do karty Byczego.

Zapraszamy do udziału!

Naszą recenzję z Byczego Burgera możecie znaleźć tutaj.

Byczy Burger, czyli burgery z muzyką Dżemu w tle

Liczba food trucków we Wrocławiu rośnie w imponującym tempie, a jednym z najnowszych jest kolejny specjalizujący się w serwowaniu burgerów – Byczy Burger. Chłopaki, którzy prowadzą tę burgerownię na kółkach stacjonują na stałe na terenie Dworca PKS, ale mi udało się ich złapać podczas odbywającego się pierwszy raz w sobotę Wrocławskiego Bazaru Smakoszy przy Hali Stulecia.

10590511_263374857185858_2774446287765914416_n

Kiedy przyszliśmy było jeszcze zamknięte, więc skorzystaliśmy ze świetnej pogody, rozkładając się nieopodal Byczego Burgera, czekając na otwarcie. Właściciele już się przygotowywali, a w międzyczasie napiliśmy się pysznej lemoniady od Taho Cafe.

bazar1

Wypiliśmy, i akurat można było podchodzić do food trucka, aby zerknąć na to, co znajdziemy w menu.

byczy burger 9Ceny przyjazne, a ceny napojów – świetne. Mało co irytuje mnie tak bardzo, jak nabijanie rachunków cenami napojów. W Byczym Burgerze wszystko jest ok. Woda za 2 zł, Cola za 4 zł. Jeśli chodzi o burgery, to wybierać możemy pomiędzy standardami oraz – dla osób, które nie przepadają za mięsem – opcją burgera ze smażonym serem. Moja żona decyduje się tradycyjnie na Klasyka za 15 zł, ja złotówkę droższego Byczego Hot, prosząc jednocześnie o naprawdę ostrą wersję dodatków i dobrze wysmażone mięso dla żony, która nie może spożywać surowego.

Na swoje zamówienie czekaliśmy przy stoliku rozłożonym przez właścicieli obok auta jakieś 10 minut, po czym otrzymaliśmy jako pierwszego Klasyka.

byczy burger 1 byczy burger 2

Klasyk, czyli wołowina, sałata, majonez, cebula, pomidor, ogórek i ketchup. Burger zostaje podany na plastikowym talerzyku i, po pierwszym rzucie oka na mięso, przewidywałem, że dobrze wysmażone to ono nie jest. I faktycznie, wołowina w Klasyku została zgrillowana idealnie, na różowo w środku, tyle że nie w tym burgerze. Jak się później okazało, mój burger został wysmażony, a więc o ile został popełniony błąd, to szukając pozytywów – chłopaki znają się na swojej robocie i wiedzą jak wysmażyć mięso w sposób  jaki życzy sobie klient. Pomylone zostały natomiast burgery.

byczy burger 4

Jakoś to przeżyliśmy, przechodząc do próbowania smaków. Na pierwszy strzał – bułka. Jak dla mnie świetna, niemal tak samo dobra jak ta z Pasibusa. Posypana sezamem, idealnie chrupiąca na zewnątrz, podpieczona na grillu i mięciutka w środku. Nie jest za gruba, dzięki czemu nie dominuje i nie wysusza burgera. Do ostatniego momentu trzymała w ryzach wszystkie składniki.

Mięso jest dość grubo zmielone, soczyste. Czuć, że to dobrej jakości, smaczna wołowina, ale na pewno do dopracowania pozostało jej doprawienie. W mięsie brakuje czegoś, co sprawiłoby, że będzie się wyróżniało spośród natłoku nijakich ostatnio burgerowni. Niewątpliwie jednak jest smaczne. Gorszym elementem są niestety dodatki. Zwyczajny, kupny ketchup i majonez to jednak za mało. Aż prosiłoby się o dodanie jakiegoś ciekawego sosiku, który urozmaiciłby smaki.

Drugim zamówionym burgerem był Byczy Hot, czyli wołowina, sałata, papryczka jalapeno, cebula, majonez i salsa.


byczy burger 5

byczy burger 3

byczy burger 6 byczy burger 8

Mięso, mimo że wysmażone, nie okazało się za suche i smakowało – podobnie jak w poprzednim burgerze – nieźle. O bułce było wyżej, jest świetna. Problemem okazują się jednak dodatki, a właściwie sosy. Majonez, poprzez swoja ilość, stłumił właściwie wszystkie smaki, a salsa w sumie niewiele różniła się od ketchupu. Faktem jednak jest, że to trochę nasza wina, ponieważ mogliśmy poprosić o burgera z dodatkiem dostępnego sosu BBQ.

Coś, gdzieś dzwoni, ale jeszcze nie wiadomo, w którym kościele. Uważam, że potencjał w Byczym Burgerze jest spory, ale zdecydowanie zastanowiłbym się nad zastąpieniem zwykłego majonezu i ketchupu fajnymi salsami oraz może nieco doprawił mięso. Daję jednak chłopakom spory kredyt zaufania, ponieważ oczekiwanie na jedzenie umila nam głośno grająca muzyka Dżemu, który kocham miłością podobną do jedzenia. Dla Dżemu i bardzo fajnej bułki, a także – mam nadzieję – poprawiających się niebawem dodatków, będę śledził rozwój tego baru na kółkach.

Byczy Burger

ul. Sucha/Joannitów przy Dworcu PKS

facebook.pl/byczyburgerwro

Patelnia, czyli smaczne jedzenie z pomysłem

Czas typowych fast foodów sprzed lat z hamburgerami „z Biedronki”, minął już chyba – na szczęście – bezpowrotnie. Nadszedł natomiast okres, w którym budki z szybkim jedzeniem prowadzone są przez ludzi nie idących na łatwiznę, mających konkretny pomysł na swój biznes. Takim barem okazuje się Patelnia, czyli malutka budka, w której możemy zjeść kilka naprawdę fajnych, i co ważne, smacznych dań pochodzących z całego świata.

patelnia 8Patelnia to właściwie kioskowe okienko, z którego wydawane są zamówione dania. Póki co nie ma jeszcze gdzie usiąść z jedzeniem, ale jak poinformowała mnie właścicielka, wszystko jest na dobrej drodze, aby w niedalekiej przyszłości przed Patelnią stanęły stoliki. Do Patelni trafiłem przez przypadek, przechodząc ulicą Kuźniczą. Szybko zerknąłem na menu, a za pierwszym razem postanowiłem zamówić tylko małą przekąskę, obiecując sobie, że wrócę tam jeszcze na pewno.

10366078_1513698585520361_5198435481758582648_n

Moim pierwszym strzałem okazała się Quesadilla z kurczakiem, ponieważ nie miałem za wiele czasu, więc chciałem wziąć coś naprawdę na szybko. Zamówiłem, a po 3-4 minutach otrzymałem bardzo ciekawe opakowanie.

patelnia 9

Opakowanie faktycznie świetnie wpisujące się w reguły fast foodów, które można bez problemu wziąć do ręki i zjeść podczas spaceru.

patelnia 10

W pudełeczku znajdziemy cztery kawałeczki quesadili, sporą porcję nachosów oraz pojemniczek dipu z jogurtu naturalnego z dodatkiem szczypiorku. Na pierwszy rzut oka porcja za 10 zł wydaje się być niewielka, po chwili jednak smak quesadili pozwala nam zapomnieć o cenie, ponieważ wgryzamy się w coś niezwykle smacznego.

 

patelnia 11

Pomiędzy kukurydzianymi tortillami natrafiamy na małe kawałki piersi z kurczaka, roztopiona mozarella, szczypiorek oraz świetny słodko-ostry sos, spotykany w barach z azjatyckim jedzeniem. Bardzo dobrym pomysłem jest dołączenie szczypiorku, a całość idealnie komponuje się z delikatnym dipem jogurtowym. Buzia mocno mi się uśmiechała podczas jedzenia od początku do końca.

Z tym większą ochotą udałem się do Patelni na drugi dzień z jasnym założeniem – zjeść burgera wołowego. Do wyboru mamy także burgera wieprzowego, z kurczakiem oraz z kozim serem. Zamawiam, prosząc o burgera bez pomidora, ale z mocno wysmażonym boczkiem. Czekam kilka minutek, po których w moje ręce trafia kolejna przesyłka.

patelnia 1

Jak widać na zdjęciu, z pudełeczkiem udałem się na ławkę w pobliżu Rynku, gdzie zjadłem kolejną świetną rzecz.

patelnia 2

Burger jest słusznych rozmiarów, z dobrze trzymającą całość do końca bułką własnego wypieku oraz dodatkiem wspomnianego wyżej apetycznie przysmażonego boczku,  chrupiącej czerwonej cebuli, słonego ogórka kiszonego, świeżej sałaty oraz relishu pomidorowego i aioli. Dodatkowo zamówiłem frytki, które, jak zapewniła mnie właścicielka, są ręcznie krojone. Do frytek otrzymałem jeszcze malutki kubełek aioli cytrynowego.

patelnia 3

Liczba dodatków nie jest przesadzona, podobnie jak sosu, który nie wsiąka nadmiernie w idealnie zgrillowaną bułkę, będącą bardzo mocnym punktem burgera z Patelni. Nie za sucha, lekko maślana, ale nie dominująca nad mięsem. Mięsem, które z automatu wysmażone jest w stopniu medium, z lekko zaróżowionymi fragmentami wewnątrz, dzięki czemu jest bardzo jędrne i soczyste.

patelnia 4

patelnia 5Wołowina jest dość drobno zmielona i mocno doprawiona, co pozwala jej zdecydowanie wybijać się spośród wszystkich dodatków, jako najważniejszy punkt burgera. Świetną robotę robi także pieczony wolno w świeżych ziołach boczek. Delikatnie słonawy i chrupki, nadający charakter całości. Sosy pozostawiają delikatne smaki, z jednej strony pomidorów, z drugiej majonezu.

Frytki faktycznie okazały się typowo domowe, grubo krojone. Mogłyby być nieco bardziej chrupiące, ale już za sam fakt przygotowywania ich na miejscu, warto je zamówić. Jednak tym, co kupiło mnie zupełnie, to cytrynowe aioli, które zamówiłem jako dodatek do frytek. Krótko mówiąc – lepszego sosu nie próbowałem w życiu. Mocno cytrynowy, kremowy sosik z lekkim dodatkiem czosnku. Fenomenalnie komponuje się zarówno z burgerem, jak i frytkami.

Z całą stanowczością mogę polecić Patelnię, nie tylko za świetnego burgera, nie tylko za ciekawą quesadillę, ale i ciekawy pomysł oraz przyjazne nastawienie do klienta. Obsługa z chęcią opowie wam choćby dlaczego jako dodatek wybrać sól himalajską, a nie zwykłą, w jaki sposób przygotowywane jest mięso, i skąd pochodzi.

Patelnia to zupełnie nowy wymiar myślenia o przygotowywaniu fast foodów. Właściwie wszystkie produkty przygotowywane są własnoręcznie, łącznie z bułkami oraz sosami. Mięsa są marynowane i pieczone długo w niskiej temperaturze. Zresztą niech za komentarz wystarczy hasło przewodnie właścicieli Patelni: „Jedzenie na poziomie restauracyjnym w cenach street food’u”.

Świetne miejsce, do którego chcę wracać jak najczęściej, a przy najbliższej okazji z chęcią zamówię uznawane za specjalność lokalu rilletes, czyli ciabatty do wyboru z: indykiem, wieprzowiną lub dziczyzną, której w barach z fast foodami jeszcze nie spotkałem.

Patelnia Fine Food Fast

ul. Kuźnicza 29 B

facebook.com/patelnia/

 

 

Nigdy Nie Zapomnę, surowego mięsa

Odkąd tylko usłyszałem o Nigdy Nie Zapomnę, postanowiłem się wybrać w to miejsce, a dobre opinie znajomych i fajne, sezonowe menu tylko mnie w tym postanowieniu utwierdziły. Dość długo jednak wstrzymywałem się z wycieczką na ul. Zwycięską, gdzie znajduje się lokal, głównie ze względu na korki w tym rejonie miasta. Traf chciał, że jednego dnia wracając z trasy, przypomniałem sobie o tej klimatycznej restauracyjce. Jeszcze bardziej ucieszył mnie fakt, że jest czwartek, czyli dzień burgerów, ponieważ w Nigdy Nie Zapomnę każdego dnia mamy możliwość zamówienia jednego, przygotowanego tylko wtedy, dania spoza standardowej karty. O tym, co akurat jest specjałem możemy się dowiedzieć m.in.  z bardzo fajnie prowadzonego fanpage’u na Facebooku.

Foto - Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Foto – Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Niewielki, ale bardzo przyjemny, urządzony z wyczuciem lokalik umiejscowiony jest pomiędzy blokami na ciągle rozrastającym się osiedlu przy ul. Zwycięskiej. Zamówione dania możemy zjeść zarówno w środku, jak i przy jednym z czterech stolików na zewnątrz.

Foto - Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Foto – Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Nie ukrywam, że trochę się spieszyłem, więc z góry nastawiłem się na zjedzenia burgera, a na pozostałem pozycje w menu tylko zerknąłem.

nigdy nie 1 nigdy nie 2

Ceny nie są może bardzo wygórowane, ale jeśli weźmiemy pod uwagę lokalizację, dość wysokie. Na pewno jednak należy docenić, że kuchnia jest sezonowa, a menu zmieniane co jakiś czas, tak, aby dostosować je do dostępnych akurat najlepszych składników. Po samym menu widać, że kucharz wraz z właścicielami są ludźmi ambitnymi, nie idącymi na skróty. W NNZ nie znajdziemy banalnych potraw, choć akurat moda na burgery nie ominęła także i tego miejsca. Zamawiam więc właśnie burgera oraz lemoniadę do popicia.

Od początku jesteśmy obsługiwani przez profesjonalnego kelnera, który ma pojęcie o tym, o czym mówi, co stanowi wielki plus tej restauracji. Lemoniada trafia na mój stół po około 5 minutach i muszę przyznać, że jest to najlepsza lemoniada jaką miałem okazję pić w życiu.

nigdy nie 3

Napój podawany jest w nieco hipsterskim wazoniku, ale jest świetny. Genialne połączenie cytryny i pomarańczy z miętą. Fenomenalnie gasi pragnienie w upalne dni.

Na swojego burgera musiałem poczekać jednak nieco dłużej, mimo niewielu osób, które w tamtym momencie przebywały w lokalu. Po niemal 20 minutach otrzymuję zamówienie. Muszę przyznać, że pierwsze wrażenie było doskonałe.

nigdy nie 4

Z góry przepraszam za jakość zdjęcia, ale spieszyłem się i niestety efekty widać powyżej. Burger włożony jest pomiędzy maślaną bułkę wypiekaną na miejscu, a na talerzyku obok – niejako zamiast frytek, których w Nigdy Nie Zapomnę nie ma – otrzymujemy surówkę coleslaw. Wygląda niesamowicie zachęcająco.

nigdy nie 5 nigdy nie 6

Porcja mięsa wydaje się być ogromna. Tfu, nie wydaje się – ona jest wielka, o rozmiarach niespotykanych nigdzie indziej. Burger podawany jest z sosem remoulade, do którego byłem nastawiony nieco sceptycznie, ale okazał się bardzo smakowitym dodatkiem. Właśnie, dodatki. Nie ma ich za wiele, co uważam za dobry wybór. Poza sosem w środku mamy jeszcze boczek, o którego maksymalne przypieczenie poprosiłem oraz sałatę.

Do tego momentu wszystko było idealnie, wokół burgera unosił się cudowny aromat, ale..

nigdy nie 7 nigdy nie 8

Pierwsze gryzy potwierdziły moje przypuszczenia i, faktycznie, mięso nie dość, że bardzo aromatyczne, to jest jeszcze dobrze doprawione i smaczne. Niestety, ktoś chyba zapomniał, że wołowinę wypadałoby smażyć nieco dłużej niż 30 sekund, a tak właśnie wyglądało mięso po ugryzieniu. Jak gdyby zostało tylko położone na grill i od razu zdjęte. Oczywiście, rozumiem, że mięso nie powinno być przesmażone, wręcz różowawe w środku, pewnie. Szkoda tylko, że zamawiając burgera, otrzymałem właściwie tatara. Zjadłem ile mogłem, ale resztę sobie odpuściłem, co i tak nie ustrzegło mnie przed ostrym bólem brzucha.

nigdy nie 9Maślana bułka jest prawdopodobnie najlepszą dodawaną do burgera, jaką miałem kiedykolwiek okazję próbować. Doprawdy idealna, fajnie podpieczona, przez co nie namokła sosem, delikatna w środku i lekko słodkawa. Nie było mi jednak dane zjeść jej do końca, ponieważ nie jestem specjalnym fanem tatara.

Za całość zapłaciłem 31 zł, 23 za burgera i 8 za lemoniadę. Wyszedłem z wielkim niedosytem, wręcz zdenerwowany. Kiedy zwróciłem uwagę kelnerowi, że jeśli mięso w burgerach w takiej postaci podawane jest w standardzie, wypadałoby informować o tym klientów, ponieważ nie wszyscy lubią surowe. W odpowiedzi usłyszałem tylko odburknięcie, które nie wiadomo co miało oznaczać.

Szkoda, bo do momentu podania wszystko wyglądało bardzo fajnie. Oczywiście rozumiem, że lokal specjalizuje się w innych daniach, a burger jest tylko jednodniowym dodatkiem do menu, ale jeśli już decydujemy się na ich podawanie klientom, wypadałoby robić to rzetelnie.

 

Nigdy Nie Zapomnę

ul. Zwycięska 14 F

facebook.com/nigdy.nie.zapomne

 

Droga Mleczna, czyli przepysznie ostry burger

Jakiś czas temu dowiedziałem się, że przy ul. Krasińskiego powstała kolejna mała knajpka w nowoczesnym, dość minimalistycznym stylu, mianowicie Droga Mleczna. Zaciekawiło mnie ich menu, składające się zarówno z dań dla wegan, wegetarian i bezglutenowców, a także burgery wołowe oraz mięsne dania obiadowe. W sumie dość standardowo w ostatnim czasie, modnie, ale wygląda nieźle.

Lokal z zewnątrz wygląda okazale, zdecydowanie wybijając się spośród otaczającej go szarej rzeczywistości kamienic komunalnych.

10411910_751992181487939_8597271244677057660_nJako że nie miałem zbyt wiele czasu, postanowiłem na szybko zamówić burgera, do którego zresztą od razu po wejściu namawia mnie miły człowiek stojący za ladą, zapewne właściciel. Poza burgerami do wyboru mamy sporo pozycji, m.in. makarony, kanapki z pieca, sałatki, a także menu śniadaniowe. Wszystko zapakowane w ładne dla oka menu oraz rozpisane na dużej tablicy naprzeciwko wejścia, z zaznaczeniem dań wegetariańskich i bezglutenowych.

10354176_748637711823386_7930455488025266642_n

W środku możemy usiąść przy jednym z czterech stolików lub na hokerach przy ścianie. Wnętrze jest urządzone nowocześnie, z drewnianymi stolikami i obrusami w kratę. Wygląda to naprawdę przyjemnie.

Namówiony przez obsługę na burgera, wybieram Cheese Burgera. Dodatkowo zachęca mnie informacja o tym, że bułki do burgerów wypiekane są na miejscu. Do wyboru mam trzy stopnie ostrości: lekko ostry, ostry i hot. Decyduję się na hot, prosząc jednocześnie, aby był to podwójne hot. Burger kosztuje 17 zł plus 3 zł za szklankę wody z limonką.

Właściwie wszystkie burgery w ofercie są dość standardowe oraz jeden wegetariański z kotletem warzywnym z kaszy jaglanej, słonecznika, fasoli czerwonej, sezamu i marchewki.

Czekam i przypominam sobie, że nie zostałem zapytany o stopień wysmażenia mięsa, więc… w tym względzie jestem skazany na kucharza. Po około 10 minutach na moim stoliku ląduje oto taki burger.

droga mleczna 1

Na pierwszy rzut oka wygląda jakby bułka była nieco za cienka, aczkolwiek wygląda niezwykle apetycznie. Jest świetnie wypieczona i posypana sezamem.

Tak jak prosiłem, ostre aromaty burgera jako pierwsze docierają do mojego nosa. W środku wypełniony jest papryczkami chili i jalapeno, a bułka posmarowana jest z obu stron czymś w rodzaju gęstego sosu chili.

droga mleczna 2

Samo mięso jest ładnie oblepione roztopionym serem, a poza papryczkami w bułce znajdziemy sałatę i cebulę czerwoną.

Zabieramy się za jedzenie. Pierwszy gryz i… bardzo, bardzo pozytywne zaskoczenie. Mięso wysmażone jest właściwie książkowo, z lekko różowawym mięsem, grubo zmielone, a ostrość papryczek i sosu dochodzi miarowo do kubków smakowych. Bułka jest świetna, lepszą jadłem chyba tylko w Pasibusie, lekko słodkawa i chrupiąca. Naprawdę smaczna.

droga mleczna 3

Jak dla mnie mięso mogłoby być nieco bardziej doprawione pieprzem, ale burger jako całość smakuje doskonale, jest ostry dokładnie tak jak lubię. W sumie, ciężko się do czegoś przyczepić. Cieszy to tym bardziej, że lokal działa od niedawna i od samego początku stawia na wysoki poziom jedzenia.

Spróbowałem tylko jednej potrawy, ale wiem, że na pewno odwiedzę Drogę Mleczną jeszcze nie raz. Lokal jest przyjemny, obsługa przyjazna, a co najważniejsze – dania przygotowywane są ze świeżych produktów.

Polecam, zdecydowanie! Oby więcej takich miejsc we Wrocławiu.

Droga Mleczna

ul. Krasińskiego 32

facebook.com/DMleczna

Wartburger, czyli nic specjalnego

Jakiś czas temu, przeglądając Facebooka, moim oczom ukazał się post informujący o otwieranym niebawem kolejnym miejscu, którego daniem popisowym będą burgery. Naturalnie postanowiłem się tam udać, żeby sprawdzić czy warto zapisać to miejsce na dłużej w pamięci. Sama nazwa – Wartburger, przyciąga, zwłaszcza fanów minionej epoki. Szkoda tylko, że po wejściu do lokalu, jakoś dziwnie nie widać elementów związanych z DDR-owskim pojazdem.

wartburger 1

Wartburger mieści się na tzw. wrocławskim Manhattanie, przy ulicy Curie Skłodowskiej. Miejsce raczej nie jest idealne na tego rodzaju gastronomię, nieco z dala od Rynku, zaraz przy Politechnice. Już na wejściu Wartburger mocno szokuje swoją wielkością, a właściwie brakiem przestrzeni. Bywałem już  w kilku burgerowniach z zaledwie 2-3 stolikami w środku, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Wartburger to jakieś 20 metrów kwadratowych, z czego dla klientów przewidziane jest może 25%. Ok, na zewnątrz są stoliki. Żeby jednak przy nich konsumować z przyjemnością, musi być ciepło. My trafiliśmy na chłodny dzień, więc zdecydowaliśmy się na jedzenie w środku, co chwilę ocierając się w malutkim lokaliku.

Zamawiamy. W menu mamy do wyboru siedem burgerów, od klasyka za 15 zł, do dwusuwa z podwójną wołowiną za 24 zł w zestawie z frytkami. Ceny zachęcające. Gorzej jednak z przyjmowaniem zamówień, aczkolwiek wybaczam,bo można to zwalić na karb pierwszych dni prowadzenia Wartburgera. Jeśli w lokalu są więcej niż 3 osoby, kolejne muszą czekać ze złożeniem zamówienia, do momentu, kiedy poprzednie odbiorą swoje burgery, ponieważ, uwaga – w opiekaczu jest miejsce dla tylko trzech bułek! Mocny strzał w kolano na samym początku. No nic, skoro zdecydowaliśmy się przyjść, czekamy i w końcu składamy zamówienie.

Dla mnie Hotneker, czyli wołowina, salsa, ser, roszponka, cebula, pomidor i jalapeno. Tradycyjnie rezygnuję z pomidora, za którym nie przepadam, a roszponkę zamieniam na sałatę lodową. Żona wybiera Klasyka, ale z dodatkiem papryczki jalapeno dla podkręcenia smaku.

Niestety, ktoś nie pomyślał o zapytaniu nas, podobnie zresztą jak poprzednich klientów, o stopień wysmażenia mięsa. Zdajemy się na łaskę człowieka obsługującego grill, który nie wygląda na kogoś, kto wcześniej miał cokolwiek do czynienia z gastronomią.

Czekamy, obserwując cały proces przygotowywania burgera, w międzyczasie dowiadując się, że sosy robione są na miejscu, za wyjątkiem ketchupu i majonezu. Do wyboru mamy sosy: BBQ, musztardowy, limonkowy i salsa pomidorowa. Mięso się smaży, ale nikt nie kontroluje tego czy właśnie zamienia się w suszony wiórek, więc od tego momentu mamy spore obawy o jakość tej wołowiny po zdjęciu z grilla.

Zawinięty w papier burger, podawany jest w drewnianym koszyku, z dodatkiem frytek. Ja akurat miałem szczęście, ponieważ otrzymałem całkiem sporą ich ilość. Znajomi mieli w swoim koszyku dosłownie 9 (dziewięć) frytek. Co najlepsze, frytki nie są solone, ponieważ jak usłyszeliśmy – nie każdy lubi.
wartburger 2

Zaczynamy. Po rozpakowaniu burger wygląda całkiem przyzwoicie, dobre wrażenie robi roztopiony serek. Pewne obawy związane są z bułką, która wygląda na nieco za suchą.

wartburger 3

Gryziemy i…, i nic. Smaku właściwie nie stwierdzono. Mięso prawdopodobnie nie zostało w ogóle doprawione, jest mocno wysmażone, a bułka tak sucha, że bez pół litra picia ciężko to przełknąć. Niestety, wołowina nie dość, że właściwie nie smakuje i ginie w gąszczu dodatków, to jeszcze jest jej niewiele. Chyba nie jadłem we Wrocławiu burgera z mniejszą ilością wołowiny.

wartburger 4

 

Miałem nadzieję, że smak poratuje nieco jalapeno, ale tutaj także się rozczarowałem. Papryczki nie mają w sobie ani trochę ostrości, są kwaśne, zapewne z octu. Fajnie ciągnie się ser, prawdopodobnie gouda, ale to niestety za mało. Salsa właściwie niewyczuwalna, wsiąkła bardzo szybko w bułkę, która nie została w odpowiedni sposób przypieczona.

Nie za bardzo jestem w stanie zrozumieć osób, które decydują się otwierać miejsca, w których menu jest bardzo wąskie, ale nie pracują nad szczegółami. Takim szczegółem są dla mnie frytki, które zdecydowanie powinny być robione na miejscu. Niestety, otrzymujemy suche frytki z mrożonki.

Nie ukrywam, że na liście wrocławskich burgerów Wartburger ląduje daleko z tyłu za czołówką. Rozumiem błędy początkujących, ale tutaj jest ich zdecydowanie za dużo.

Wartburger

Skłodowskiej-Curie 15

facebook.com/wartburger