jalapeno

Bratwursty, czyli jakość utrzymana

Co prawda relacja z Bratwurstów już pojawiła się na  blogu jakiś czas temu, ale nie mogłem oprzeć się pokusie opisania ich jedzenia raz jeszcze. Tym razem bratwurstowego foodtrucka spotkałem w strefie kibica podczas półfinału tak szczęśliwie zakończonych dla nas siatkarskich Mistrzostw Świata. Pod Halą Stulecia zebrał się w sobotę spory tłum, który po równo okupował stosika z piwem i Bratwursty. Obsługa składająca się z czterech osób uwijała się jednak sprawnie, więc zamówienie trafiło w nasze ręce bardzo szybko. Na tyle szybko, że udało się zjeść tuż przed rozpoczęciem meczu.

10711331_823475851016839_149028189_n

bratwursty 1

Atmosfera w strefie kibica była świetna, siatkarze zapewnili niesamowite emocje, a pozytywną kropką nad i był mój ukochany smażony ser.

bratwursty 3 bratwursty 4

Właśnie – ser, a nie dostępna w większości restauracji mrożonka. Ser przygotowywany jest przez właścicieli codziennie, na bieżąco. Z taką samą częstotliwością dostarczane są także wypiekane na zamówienie bułki oraz kiełbaski, produkowane specjalnie dla Bratwurstów.

Ok, na początek ser. Cena to całe 8 zł plus złotówka za dodatkowe jalapeno dla podkręcenia smaku. Delikatnie podpieczona bułka, spory kawał smażonego sera, idealnie wysmażony boczek, a wszystko posmarowane sosem tatarskim i posypane świeżym porem. Ser w Brwatwurstach jadłem już kilka razy, za każdym razem smakował wybornie, a w tym przypadku, kiedy smak został wcześniej wzmocniony jeszcze piwem, było idealnie. Porcja jest ogromna, ciężka do przejedzenia. Ser ma chrupiącą panierkę, a po ugryzieniu jest doskonale ciągnący. Dobrą robotę wykonuje słonawy i dobrze zgrillowany boczek, a spore plasterki jalapeno dodają niezbędnej ostrości. Z całą stanowczością mogę stwierdzić, że to najlepszy smażony ser jaki jadłem, a uwierzcie mi, że tę potrawę próbowałem już chyba wszędzie.

Opis Bratwurstów nie będzie jednak pełny, jeśli nie spróbuje się będących ich motywem przewodnim wurstów. Tym razem zdecydowaliśmy się na białego Wursta z kiszoną, kosztującego 10 zł.

bratwursty 2

Przygotowaniu wurstów towarzyszy podobna procedura jak przy serze. Bułka jest grillowana, a kiełbaska podpiekana na bieżąco, dopiero po otrzymaniu zamówienia, dzięki czemu mamy pewność, że dostajemy ją soczystą, a nie wysuszoną  na wiór. Ta wersja jest minimalistyczna jeśli chodzi o ilość dodatków, co nie znaczy, że słaba. Wręcz przeciwnie, kapusta z musztardą stanowią doskonałe uzupełnienie dla wybijającej się zdecydowanie, drobno zmielonej białej kiełbaski, która jest ciekawie doprawiona, pieprzna i lekko ziołowa. Wielką siłą Bratwurstów są pyszne bułki, które dodatkowo zyskują po zgrillowaniu. Delikatnie chrupiącą na zewnątrz i mięciutka w środku.

Bratwursty potwierdziły wysoki poziom, nawet pomimo ogromnego ruchu panującego przy ich aucie. Spokojnie polecam zarówno smażony ser, jak i pyszne kiełbaski, zwłaszcza wszystkim niedowiarkom, mówiącym o foodtuckach z pogardą, jako o niższej półce gastronomicznej. Jak się po raz kolejny okazuje, można serwować fajne, smaczne i niedrogie jedzenie także z auta.

Bratwursty

ul. Wystawowa, pod Halą Stulecia 

facebook.com/bratwursty

Reklamy

Nel Parco z dowozem, czyli pomyłka

Są takie dni, kiedy nic się nie chce, a organizm domaga się jedzenia. Wtedy najszybszym sposobem na zapełnienie brzucha jest oczywiście zamówienie pizzy. Tym razem, chcąc spróbować czegoś innego, odpuściliśmy sobie Pizzę Station. A że pizzerii dowożących jedzenie we Wrocławiu są dziesiątki, wybór nie jest łatwy. Sugerując się głosem jednego z czytelników zdecydowaliśmy się ostatecznie na Nel Parco, czyli stosunkowo nową pizzerię położoną w urokliwym miejscu, na obrzeżach Parku Szczytnickiego.

1377582_539997082747670_1783325348_n

W menu znajdziemy zarówno pizzę, jak i kilka rodzajów sałatek. Do piwa i meczu zdecydowanie bardziej pasuje pizza, więc wybieramy duży placek podzielony na pół. Na jednej części prosimy o przygotowanie pizzy Funghi, na drugiej coś na ostro, czyli Piccante. Rachunek za całość wynosi 23 zł za pizzę o średnicy 45 cm. Pani przyjmująca zamówienie informuje nas, że czas oczekiwania może wynieść około 45 minut.

Czekamy, czekamy, czekamy, i nic. Mija godzina, nic. Godzina i piętnaście minut, nic. W końcu otrzymujemy telefon z pizzerii z pretensjami dlaczego nie odebraliśmy pizzy. Pani tłumaczy nam, że dostawca był, ale nie mógł trafić, chociaż wszystkie dane zostały podane podczas zamawiania. Lekko zirytowany wytłumaczyłem, że istnieje takie urządzenie, zwane telefonem, którego można użyć jeśli się nie potrafi dotrzeć na miejsce. Niestety, dostawca o tym nie pomyślał. Proszę o wysłanie go raz jeszcze, tłumacząc jeszcze raz dokładnie gdzie mieszkam. Minęło kolejnych 20 minut i pan z torbą podtrzymującą temperaturę pizzy zjawia się przed drzwiami. Jak widać, można.

Płacę, otwieram pudełko i, od początku coś tutaj nie gra. Pizza wygląda na wyschniętą.

nel parco 3

 

nel parco 1 nel parco 2

Dotknąłem placka i już wszystko wiedziałem. Otrzymałem tą samą pizzę, która została do mnie wysłana ponad godzinę wcześniej, a przed dotarciem do mnie, przez godzinę leżała w pudełku jeżdżącego w jedną i drugą stronę dostawcy. Nikt nie wpadł na pomysł, że skoro popełniono błąd, wypadałoby upiec nową pizzę.


nel parco 5 nel parco 7 nl parco 6

 

Na temat smaku pizzy rozpisywać się specjalnie nie ma co, z szacunku do was. Domyślacie się jak może smakować zimna pizza z zeschniętym serem, gumowatym salami i ścinkami rozmokłych pieczarek. Tragedia, nie wspominając już i cieście, niby w stylu neapolitańskim, cienkim, a tak naprawdę totalnie wysuszonym i jakby niedopieczonym na brzegach. Zresztą od spodu wyglądało to jeszcze gorzej,  zobaczcie sami.

nel parco 4

Ilość jalapeno także woła o pomstę do nieba. Oczywiście, na potrzeby testu, spróbowałem każdej części, ale było to traumatyczne doświadczenie, nie mające nic wspólnego z przyjemnością. Doświadczenia z jedzeniem na dowóz mam przeróżne, ale czegoś takiego jeszcze nigdy nie otrzymałem. Pomyłka ze strony pizzerii poskutkowała tym, że otrzymałem zimną, starą pizzę, a nikt nie zdobył się nawet na lekkie przeprosiny, może rabat przy zamówieniu. Gdybym wiedział, że otrzymam pizzę, która przejeździła w torbie ponad godzinę, na pewno bym jej nie przyjął, ale nigdy bym nie wpadł na to, że ktoś może mi coś takiego dostarczyć. Dziękuję, więcej nie skorzystam.

Ti Amo, czyli zaskakująca pizza na cieście razowym, i nie tylko.

Trochę mi wstyd, ponieważ uwielbiam absolutnie wszystkie makarony, pod każdą postacią, a zupełnie odpuściłem sobie ten dział na blogu. Chcąc szybko nadrobić zaległości, w najbliższym czasie na stronie pojawi się kilka relacji z włoskich knajpek. Na pierwszy rzut postanowiłem wziąć miejsce, obok którego przejeżdżam codziennie kilka razy, ale wcześniej kompletnie mi umknęło. W odwiedzinach w Ti Amo w dużej mierze pomogliście mi wy, czyli czytelnicy bloga. Kilka razy dostałem na maila „cynk” o tym, że warto zawitać na ulicę Jaracza, żeby spróbować kilku dań w tej restauracji.

Samo położenie Ti Amo nie jest może najszczęśliwsze, restauracja jest schowana pomiędzy blokami dość niedawno wybudowanych osiedli, ale za to kiedy już trafimy na miejsce, okazuje się, nie ma dramatu, a wręcz pozytywnie zaskakuje. Lokal jest dwupoziomowy, klimatyczny.

Foto - Facebook Ti Amo

Foto – Facebook Ti Amo

Wystrój może nie jest szałowy, nie robimy WOW od pierwszego momentu, ale kiedy wejdzie się na górne piętro, Ti Amo nabiera uroku, po prostu może się podobać.

ti amo 1 ti amo 4

Za pierwszy razem przyszedłem do lokalu z jasnym przesłaniem spróbowania makaronu, więc nawet nie zerkałem specjalnie w stronę innych potraw, spośród których w menu znajdziemy m.in. pizzę, crepy i sałatki. Decyduję się na makaron zapiekany Extra Ben Fatto (18,90 zł) oraz pieczywo czosnkowe z serem na przystawkę (5,50 zł).

Obsługa działa sprawnie, choć trzeba przyznać, że akurat kiedy pojawiłem się na miejscu, klientów zbyt wielu nie było.

ti amo 6

Najpierw otrzymuję wodę, a chwilę później przystawkę.

ti amo 5

Żadnych wymysłów i udziwnień. Najzwyklejsze pieczywko czosnkowe przygotowane na dwóch połówkach ciabatty, ale nie jest to zarzutem, a działa na wielki plus. Dużo masełka czosnkowego, oregano i zwyczajnego sera żółtego. Proste i niezwykle smaczne. Pieczywko szybko pochłonąłem, bo na stole pojawił się już makaron.

ti amo 7 ti amo 8

Extra Ben Fatto, czyli penne zapiekane pod serem  z gorgonzolą, pieczarkami, brokułami, kurczakiem i sosem śmietanowym. Na pewno nie jest to wersja dla osób będących na diecie, więc tym bardziej ta pozycja mnie do siebie przekonała. Makaron wygląda niezwykle apetycznie, nie jest wysuszony, a całość pokryty złociutkim roztopionym serem. Kiedy przebiłem się przez pierwszą warstwę, do mojego nosa dotarły niezwykle interesujące zapachy. Pierwszy gryz – poezja, świeżutkie pieczarki nadają świetnego aromatu, a razem z brokułami stanowią idealne uzupełnienie dla delikatnego sosu i miękkiego makaronu. Porcja jest naprawdę spora, ale tak smaczna, że ciężko zostawić choć kawałek. Zamówienie Extra Ben Fatto było świetnym ruchem, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że do Ti Amo wrócę na pewno jeszcze nie raz, na makaron i nie tylko. Jednak wcześniej, a dokładnie w kolejnym dniu postanowiłem spróbować pizzy. Niestety, nie miałem jak wyrwać się z pracy, więc chwyciłem za telefon i zamówiłem z dowozem.

Od początku nastawiałem się nie na standardową pizzę, a na tą na cieście razowym, którą zachwalało mi przynajmniej kilka osób. Jako że miałem ochotę na coś ostrego, wybór padł na American Hot z pieczarkami. Pani po drugiej stronie telefonu zaproponowała w takim wypadku pozycję numer 13, a więc Migliore, w której mogę wymienić pepperoni na jalapeno, dzięki czemu zaoszczędzę. Wielki pozytyw za to, choćby nawet była to tylko złotówka różnicy. Pozytywne wrażenie zostaje na długo.

Pracuję niedaleko ulicy Jaracza, więc spodziewałem się szybkiej dostawy. Tutaj spotkało mnie jednak spore zaskoczenie, ponieważ przewidywany czas oczekiwania wyniósł aż godzinę i 15 minut, i faktycznie, po około 75 minutach otrzymałem zamówienie warte 18,90 zł.

 

ti amo 9

Mała pizza o średnicy 28 cm wcale nie okazała się taka mała, a już na pewno nie brakowało na niej składników.

ti amo 10

Najbardziej byłem jednak ciekaw tego, jak smakuje to razowe ciasto, które już na pierwszy rzut oka było mniej chrupiące od standardowego i oczywiście miało inny kolor.

ti amo 11

Ciasto jest miękkie, pulchne, ale, co zaskakujące – smakuje dobrze, powiedziałbym, zaskakująco dobrze. O ile na początku byłem nastawiony do ciasta razowego nieco sceptycznie, to po pierwszy gryzach się do niego przekonałem i utwierdziłem się, że warto było spróbować. W smaku podobne było trochę do bułek grahamek.

ti amo 12 ti amo 13Pewnie nie przekonam do ciasta razowego fanów tradycyjnej pizzy, ale uważam jest to ciekawy pomysł, zwłaszcza, kiedy placek zostanie pokryty smacznymi, świeżymi dodatkami. Papryczka Jalapeno była faktycznie ostra, podobnie jak salami, a pieczarki – jak w makaronie – niezwykle aromatyczne. Całość została przykryta sporą ilością mozzarelli i fajnie skomponowana.

Ti Amo, choć niepozorne, okazało się bardzo przyjemną restauracją z ciekawym i smacznym jedzeniem. Największym plusem był doskonały zapiekany makaron, ale wysoki poziom trzyma także pizza. Ciasto razowe nie okazało się takie straszne jakby mogło się wydawać, a wręcz pozytywnie zaskoczyło. W przyszłości z chęcią wpadnę tutaj raz jeszcze skosztować razowej pizzy, a wam mogę śmiało to miejsce polecić.

Ti Amo

ul. Jaracza 57/57a

facebook.com/pizzatiamo

pizza-tiamo.pl

 

Jalapenos Mexican Grill, czyli tex-mex bez wyrazu

Jakiś czas temu pisałem wam, że z kuponów na Grouponie nie korzystam za często, zazwyczaj wykupuję te do sprawdzonych restauracji. Jednak raz na jakiś czas coś mnie podkusi i próbuję czegoś nowego, i właśnie tak było tym razem. Wykupiłem kupon do Jalapenos Mexican Grill w cenie 31,99 za „Amerykańską ucztę dla dwóch osób”, w ramach której do wyboru mieliśmy:

  • Michigan Filet – pierś z kurczaka grillowana pod serem, faszerowana puree z zielonego groszku lub fetą z suszonymi pomidorami serwowana z frytkami, pomidorem, ogórkiem i czerwoną cebulą.
  • Arizona Chuck Steak – grillowana karkówka podawana z frytkami, wybrany sos (america albo barbecue), sałata i pomidorki albo coleslaw lub buraczki.
  • Nevada Pork Loin – grillowane soczyste polędwiczki wieprzowe wraz z frytkami i masłem czosnkowym, do wyboru sałatka coleslaw lub buraczki.

Bez szału, ale za takie pieniądze zdecydowałem się razem z żoną na spróbowanie tego, co oferuje restauracja, o której słyszeliśmy kilka różnych opinii, bardzo sprzecznych zresztą. Paru osobom dania podawane w tym miejscu smakowały bardzo, innym niezbyt.

Jalapenos to restauracja specjalizująca się – przynajmniej w teorii – w serwowaniu dań kuchni Tex-Mex. Poza tym w menu znajdziemy także burgery, skrzydełka oraz bardziej meksykańskie – burrito i tacos.

1000287_188280187998434_1887429555_n

W Jalapenos zjawiliśmy się w godzinach późno popołudniowych, ale w środku znajdowało się sporo klientów. Lokal jest niewielki, ale w środku mieści się osiem stolików, a dodatkowo – zwłaszcza w lecie – istnieje możliwość zjedzenia obiadu w ogródku na zewnątrz.

Niestety, obsługa w Jalapenos od pierwszej minuty – mówiąc delikatnie – nie plusowała. Pani kelnerka postanowiła do nas podejść po kilku dobrych minutach, a jak się okazało po chwili, jej znajomość karty była znikoma. Przy wyborze dań zdaliśmy się więc na własny gust. Jeśli chodzi o kupon, wielkiego wyboru nie mieliśmy, więc zdecydowaliśmy się na Michigan Filet oraz Nevada Pork Loin, a do tego domówiliśmy jeszcze quesadillę z kurczakiem, aby wypróbować coś z kuchni tex-mex.

Tutaj możecie przeglądnąć menu. Przyznam, że dopiero po zamówieniu quesadilli zorientowałem się, że jest ona przygotowywana z dodatków leżących cały czas w widocznych każdemu bemarach. Dodatków, które swoim niezbyt świeżym wyglądem specjalnie nie zachęcają. Nic to, spróbujemy.

O ile napoje trafiły na nasz stolik dość szybko, tak na swoje dania czekaliśmy ponad 25 minut. W końcu jednak otrzymujemy jedzenie, natomiast po sztućce musimy udać się sami, ponieważ obsługująca nas pani, chyba o nich zapomniała.

jalapenos 1

Michigan Filet, czyli grillowana pod serem pierś z kurczaka, faszerowana puree z zielonego groszku z dodatkiem frytek oraz pomidora i ogórka. Danie nie prezentuje się wspaniale, nieco obawiam się sporej ilości żółtego sera otaczającego filet. Jak się po chwili okazuje, obawy zyskały potwierdzenie w rzeczywistości, ponieważ kurczak został owinięty ogromną ilością żółtego sera.

jalapenos 3 jalapenos 6

Nie chodzi o to, że nie lubię sera. Jest wręcz przeciwnie, ale nie przepadam za grubymi kawałkami nieroztopionego sera, a taki został mi właśnie podany. Delikatna warstwa z zewnątrz faktycznie była ładnie stopiona, ale po przekrojeniu okazało się, że otrzymałem spory kawał surowego sera, zdecydowanie dominującego nad kurczakiem. Sama pierś była fajnie zgrillowana, soczysta w środku i z widocznymi śladami grillowania na zewnątrz, tylko lekko doprawiona solą i pieprzem. Zabrakło właśnie nieco wyraźniejszego smaku, tym bardziej, że puree z groszku było po prostu mdłe.

Frytki z mrożonki, ale grube, akurat te, które lubię, więc bez dramatu. Surówka z pomidorów, cebuli czerwonej i ogórka to nieco pójście na łatwiznę, które niespecjalnie przypadło mi do gustu.

Drugim daniem, które mieliśmy okazję spróbować okazała się Nevada Pork Loin, a więc grillowane polędwiczki wieprzowe z masełkiem czosnkowym, frytkami i surówką coleslaw.

jalapeno 4 jalapenos 2

To danie okazało się o wiele smaczniejsze, z doskonale dopasowanym masełkiem czosnkowym, którego aromat nadał polędwiczkom fajnego charakteru. Same polędwiczki w większości odpowiednio wysmażone, lekko soczyste, aczkolwiek nierówne, ponieważ dwa kawałki były wysuszone. Ogólnie jednak bardzo smaczna potrawa, która posiada swój wyrazisty smak.  O frytkach już było, natomiast dobre wrażenie pozostawiła po sobie także surówka. Coleslaw nie był za suchy, z wyraźnym smakiem cebulki, wręcz doskonale dopasowany do polędwiczek.

Dwa dania z Groupona okazały się bardzo nierówne. Polędwiczki w ogólnej ocenie otrzymały plusy, natomiast nijaka pierś z kurczaka niestety nie miała w sobie nic, co mogłoby mnie skusić do powrócenia, aby zjeść ją raz jeszcze.

Została jeszcze quesadilla, o której jednak przez długi czas nie było ani widu, ani słychu. Skończyliśmy już swoje dania, minęło dobrych 15 minut, puste talerze stały na stole, a pani kelnerki dalej nie było. Lekko zdenerwowany podszedłem sam, aby zrezygnować z reszty zamówienia, po czym okazało się, że pani sobie chyba właśnie przypomniała i już grillowała tortillę.

Quesadillę z średnio ostrym sosem otrzymujemy po kilku minutach.

jalapenos 7 jalapenos 8Salsa pomidorowa, która miała być jednym z elementów Quesa Chicken, okazała się pokrojonymi w dość gruba kostkę pomidorami. Poza tym, w środku uświadczyliśmy kawałki piersi z kurczaka, kukurydzę, a właściwie ogrom kukurydzy i zwykły żółty ser. Przypraw żadnych. Quesadilla nie okazała się chrupiąca, a wręcz za miękka, co utrudniało jedzenie ręką, tym bardziej, że ze środka wyciekały ogromne ilości wody, zapewne z pomidorów. Smak ratował nieco ostro-słony sos chili z dodatkiem sosu sojowego. Taki trochę na azjatycką modłę. Podsumowując jednak, potrawa nie do zaakceptowania za prawie 15 zł.

Z trzech zamówionych dań, właściwie tylko jedno okazało się naprawdę smaczne. Pierś z kurczaka oraz quesadilla w żadnym wypadku nie skojarzyły mi się z wyrazistą kuchnią meksykańską czy Tex-mex.

Na osobną uwagę zasługuje obsługa, która prawdopodobnie pracuje w Jalapenos za karę, robiąc klientom łaskę, kiedy ci chcą coś zamówić. Niestety, taka postawa jest nie do przyjęcia, podobnie jak nieznajomość podstawowych dań z karty, co uniemożliwia doradzenie klientom w wyborze potraw.

Drugi raz do Jalapenos raczej nie trafię. Jeśli będę miał ochotę na zjedzenie czegoś w meksykańskim stylu, wybiorę się raczej do Mexico Baru lub Mexican, które może nie są wybitnymi restauracjami, ale oferują jedzenie, którego smak się pamięta. W Jalapenos zapamiętam jedynie brak wyrazistych smaków.

 

Jalapenos Mexican Grill

ul. Rynek 45/1 a

facebook.com/jalapenos.mexican.grill.wroclaw

jalapenos.pl

 

Express Pizza, czyli całkiem niezły amerykański placek

W ostatnich latach dużo rzadziej decyduję się na zamawianie pizzy z dowozem, niż miało to miejsce w czasach studenckich, kiedy to właściwie każda zakrapiana impreza musiała zostać zwieńczona pizzą, najlepiej tanią i tłustą. Od tego czasu gusta nieco się pozmieniały, jakość stała się ważniejsza od ilości. Przychodzą jednak chwile, takie jak piłkarskie mistrzostwa świata, że człowiek ma ochotę zjeść do piwa coś nieco grubszego, aniżeli np. pizza w Piecu na Szewskiej. Tak więc konsultując się ze znajomymi, doszliśmy do wniosku, że tym razem odpuścimy sobie Pizzę Station, a wybierzemy działającą głównie w obrębie Biskupina – Express Pizzę.

1017731_553105954803373_609760346_n

Decydujemy się na zamówienie dwóch dużych pizz, tak, aby na każdej znalazły się dwa rodzaje. Prosimy więc o pół Americany i Texas oraz na drugiej po połówce Super Supreme i Hot Pepperoni. Czekamy około 30 minut, po których podjeżdża nasze zamówienie.

american pizza 1

Pierwsze, pozytywne zaskoczenie – pizza nie jest okrągła, a prostokątna. Druga sprawa, ciasto jest mocno wyrośnięte, co nie powinno dziwić, kiedy spojrzymy na logo Express Pizzy, na którym widnieje podpis „American Style”.

Na pierwszy ogień poszła pizza Super Supreme, która okazała się najgorszym punktem. Super Supreme to: kawalki kurczaka, szynka, salami, papryki i czarne oliwki. Jak dla mnie jednak za dużo dodatków, smaki się mieszają, stwarzając wrażenie dziwnego misz-maszu. Szynka nie jest najwyższych lotów, a kurczak przesuszony. Salami lekko ostre i, gdyby było nieco bardziej podpieczone, byłoby mocnym punktem tej pizzy. Podsumowując, najdroższa (23.90 zł) nie okazała się najlepszą.

Była nią natomiast Hot Pepperoni. Dużo marynowanej papryczki jalapeno i kiełbasa salami. Całość dostarcza naprawdę ostrych doznań, co w sumie mnie zdziwiło, ponieważ w 90% przypadków jalapeno ze słoiczka nie ma w sobie żadnej ostrości. Tym razem miała i to ona podniosła poziom tej pizzy na wyższy.

american pizza 2

 

Jednak największym plusem pizzy z Express Pizza, przynajmniej dla mnie, okazało się ciasto. Grube, drożdżowe, mocno wyrośnięte, ale zarazem delikatne i lekkie oraz chrupiące na brzegach. Robiąc domową pizzę, korzystam z takiego samego przepisu na placek. Texas (16,90 zł) i Americana (15,90 zł) smakowały nieźle. Pieczarki był świeże, odsączone z wody, pokrojone w cieniutkie plasterki. Jak dla mnie można by się pokusić o dodanie nieco większej ilości sera, którego uświadczyliśmy śladowe ilości. Sos w każdej pizzy był ten sam, pomidorowy. Nie powalał na kolana, okazał się do bólu standardowy, ale na pewno nie przeszkadzający w jedzeniu.

american pizza 3 american pizza 4 american pizza 5

To, czego mi zabrakło, to na pewno bardzie przypieczonego salami oraz wspomnianego sera. Te dwa elementy zadecydowały, że ciężko uznać mi Pizzę Express za produkt doskonały. Na plus zdecydowanie ciasto, które kojarzy mi się z dzieciństwem i dokładnie takimi grubymi plackami przygotowywanymi przez moją babcię. Nie próbuję oczywiście porównywać tej pizzy do chociażby Pieca na Szewskiej. W skrócie – obie pizzerie serwują zupełnie inne dania, co nie oznacza, że nie można lubić obu.

Właściciele mają jeszcze nad czym popracować, ale nie jest źle. Ich pizza wzorowana jest nieco na tej z Pizzy Hut i po części, na niezwykle popularnej we Wrocławiu Pizzy Station. Obecnie to jeszcze niższa półka, ale przy wprowadzeniu kilku ulepszeń, Express Pizza ma szansę zyskać spore grono fanów.

Casa Della Pizza, czyli przyzwoicie i drogo

Skoro ostatnio było o pizzy, to teraz czas na… kolejną pizzę. Idąc za ciosem, po wizycie w Casa Italiana, tym razem spróbowałem włoskiego dania popisowego w Casa Della Pizza przy ul. Żeromskiego 60. Jest to drugi lokal właścicieli tej restauracyjki. Pierwszy znajduje się przy ul. Partyzantów i przez okres swojej działalności dorobił się bardzo dobrej renomy. Od kilku osób słyszałem, że właśnie tam podają najlepszą pizzę w mieście, lepszą nawet od niemal legendarnej w Piecu na Szewskiej. Ja jednak wybrałem opcję na Żeromskiego z czysto praktycznych względów – po prostu jest dla mnie bliżej. Liczyłem przy tym, że receptura przyrządzania potraw jest identyczna w obu miejscach.

Casa Della Pizza zlokalizowana jest w dość nietypowym miejscu, mało restauracyjnym, w Śródmieściu, pośród starych kamienic. Sam lokal jest niewielki, z pięcioma stolikami, ewidentnie nastawiony na zamówienia z dowozem. Osobiście wybrałem się jednak, żeby spróbować pizzy na miejscu.

1656295_597495643677316_1614380091_nDuże menu wywieszone na ścianie otwiera przed nami możliwość wyboru jednego z 34 rodzajów placków w dwóch rozmiarach. Możemy także zdecydować czy chcemy pizzę na cieście cieniutkim czy na grubym. Oprócz tego w karcie znajdują się także sałatki oraz mniejsze przekąski, czyli m.in. calzone.

Pierwsze co rzuca mi się w oczy, to ceny. Dość wysokie jak na lokalizację, w której się znajdujemy oraz wystrój lokalu. Podpytuję pani, która jest zarówno kelnerką jak i pizzerwomen (?), o najostrzejszą pizzę w karcie. Doradza mi pozycję numer 19, a więc chili z dodatkiem ostrego sosu chili, pikantnej kiełbasy salami, cebuli, kurczaka, mozarelli i, uwaga – alapeno! Naturalnie domyślam się, że chodzi o papryczki jalapeno, ale pani uparcie mówi, że to Alapeno. Nie wyprowadzam więc jej z błędu, aczkolwiek w takim miejscu wypadałoby posługiwać się poprawnymi nazwami dodatków.

pizza

Czas oczekiwania ok. 10 minut, więc zasiadam i czekam. Po zaledwie połowie wspomnianego wcześniej czasu otrzymuję swoje zamówienie. Zdziwienie moje nie zna granic, kiedy okazuje się pizza została podana na papierowym talerzyku i z plastikowymi sztućcami.

casa 1

Na pewno nie można powiedzieć o tej pizzy, że jest mała. Placek nie jest obłożony wielką ilością sera, ale to akurat dobrze. Zadziwiają mnie natomiast kawałeczki, kawałeńki suchego kurczaka, na moje oko jakieś 30 g na całą pizzę. Ok, próbujemy.

casa 2

 

Pierwsze co czuję, to ostrość sosu. Uwielbiam ostre potrawy, nawet bardzo ostre, a ten sosik jest bardzo przyjemnie ostry, a w dodatku smaczny. Jeszcze lepiej jest, kiedy gryzę kawałek z jalapeno i smaczną – co nie jest standardem w pizzeriach – kiełbasę salami. Jeśli chodzi o dodatki, to faktycznie ścisła wrocławska czołówka, bardzo dobre jedzenie. Niestety, jest jeszcze druga część, czyli ciasto. Cieniutkie, i owszem, wypiekane w bardzo wysokiej temperaturze w krótkim czasie, ale nie chrupkie. Ciasto – choć smaczne –  jest za miękkie, nasiąknięte sosem, co uniemożliwia zjedzenie jej samymi rękami. Co gorsze, plastikowymi sztućcami także, więc za to wielki minus.

casa 3

Płacąc 26 zł za pizzę fajnie byłoby móc zjeść ją metalowymi sztućcami. Dlatego też mam mieszane uczucia co do Casa Della Pizza. Pizza jest smaczna, ale niedopracowana, głównie jeśli chodzi o ciasto. Natomiast brak standardowej zastawy, zastąpionej papierowymi talerzykami, jest zwyczajnym nieporozumieniem.

Casa Della Pizza

ul. Żeromskiego 60

facebook.com/casadellapizzawroclaw

Droga Mleczna, czyli przepysznie ostry burger

Jakiś czas temu dowiedziałem się, że przy ul. Krasińskiego powstała kolejna mała knajpka w nowoczesnym, dość minimalistycznym stylu, mianowicie Droga Mleczna. Zaciekawiło mnie ich menu, składające się zarówno z dań dla wegan, wegetarian i bezglutenowców, a także burgery wołowe oraz mięsne dania obiadowe. W sumie dość standardowo w ostatnim czasie, modnie, ale wygląda nieźle.

Lokal z zewnątrz wygląda okazale, zdecydowanie wybijając się spośród otaczającej go szarej rzeczywistości kamienic komunalnych.

10411910_751992181487939_8597271244677057660_nJako że nie miałem zbyt wiele czasu, postanowiłem na szybko zamówić burgera, do którego zresztą od razu po wejściu namawia mnie miły człowiek stojący za ladą, zapewne właściciel. Poza burgerami do wyboru mamy sporo pozycji, m.in. makarony, kanapki z pieca, sałatki, a także menu śniadaniowe. Wszystko zapakowane w ładne dla oka menu oraz rozpisane na dużej tablicy naprzeciwko wejścia, z zaznaczeniem dań wegetariańskich i bezglutenowych.

10354176_748637711823386_7930455488025266642_n

W środku możemy usiąść przy jednym z czterech stolików lub na hokerach przy ścianie. Wnętrze jest urządzone nowocześnie, z drewnianymi stolikami i obrusami w kratę. Wygląda to naprawdę przyjemnie.

Namówiony przez obsługę na burgera, wybieram Cheese Burgera. Dodatkowo zachęca mnie informacja o tym, że bułki do burgerów wypiekane są na miejscu. Do wyboru mam trzy stopnie ostrości: lekko ostry, ostry i hot. Decyduję się na hot, prosząc jednocześnie, aby był to podwójne hot. Burger kosztuje 17 zł plus 3 zł za szklankę wody z limonką.

Właściwie wszystkie burgery w ofercie są dość standardowe oraz jeden wegetariański z kotletem warzywnym z kaszy jaglanej, słonecznika, fasoli czerwonej, sezamu i marchewki.

Czekam i przypominam sobie, że nie zostałem zapytany o stopień wysmażenia mięsa, więc… w tym względzie jestem skazany na kucharza. Po około 10 minutach na moim stoliku ląduje oto taki burger.

droga mleczna 1

Na pierwszy rzut oka wygląda jakby bułka była nieco za cienka, aczkolwiek wygląda niezwykle apetycznie. Jest świetnie wypieczona i posypana sezamem.

Tak jak prosiłem, ostre aromaty burgera jako pierwsze docierają do mojego nosa. W środku wypełniony jest papryczkami chili i jalapeno, a bułka posmarowana jest z obu stron czymś w rodzaju gęstego sosu chili.

droga mleczna 2

Samo mięso jest ładnie oblepione roztopionym serem, a poza papryczkami w bułce znajdziemy sałatę i cebulę czerwoną.

Zabieramy się za jedzenie. Pierwszy gryz i… bardzo, bardzo pozytywne zaskoczenie. Mięso wysmażone jest właściwie książkowo, z lekko różowawym mięsem, grubo zmielone, a ostrość papryczek i sosu dochodzi miarowo do kubków smakowych. Bułka jest świetna, lepszą jadłem chyba tylko w Pasibusie, lekko słodkawa i chrupiąca. Naprawdę smaczna.

droga mleczna 3

Jak dla mnie mięso mogłoby być nieco bardziej doprawione pieprzem, ale burger jako całość smakuje doskonale, jest ostry dokładnie tak jak lubię. W sumie, ciężko się do czegoś przyczepić. Cieszy to tym bardziej, że lokal działa od niedawna i od samego początku stawia na wysoki poziom jedzenia.

Spróbowałem tylko jednej potrawy, ale wiem, że na pewno odwiedzę Drogę Mleczną jeszcze nie raz. Lokal jest przyjemny, obsługa przyjazna, a co najważniejsze – dania przygotowywane są ze świeżych produktów.

Polecam, zdecydowanie! Oby więcej takich miejsc we Wrocławiu.

Droga Mleczna

ul. Krasińskiego 32

facebook.com/DMleczna

Wartburger, czyli nic specjalnego

Jakiś czas temu, przeglądając Facebooka, moim oczom ukazał się post informujący o otwieranym niebawem kolejnym miejscu, którego daniem popisowym będą burgery. Naturalnie postanowiłem się tam udać, żeby sprawdzić czy warto zapisać to miejsce na dłużej w pamięci. Sama nazwa – Wartburger, przyciąga, zwłaszcza fanów minionej epoki. Szkoda tylko, że po wejściu do lokalu, jakoś dziwnie nie widać elementów związanych z DDR-owskim pojazdem.

wartburger 1

Wartburger mieści się na tzw. wrocławskim Manhattanie, przy ulicy Curie Skłodowskiej. Miejsce raczej nie jest idealne na tego rodzaju gastronomię, nieco z dala od Rynku, zaraz przy Politechnice. Już na wejściu Wartburger mocno szokuje swoją wielkością, a właściwie brakiem przestrzeni. Bywałem już  w kilku burgerowniach z zaledwie 2-3 stolikami w środku, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Wartburger to jakieś 20 metrów kwadratowych, z czego dla klientów przewidziane jest może 25%. Ok, na zewnątrz są stoliki. Żeby jednak przy nich konsumować z przyjemnością, musi być ciepło. My trafiliśmy na chłodny dzień, więc zdecydowaliśmy się na jedzenie w środku, co chwilę ocierając się w malutkim lokaliku.

Zamawiamy. W menu mamy do wyboru siedem burgerów, od klasyka za 15 zł, do dwusuwa z podwójną wołowiną za 24 zł w zestawie z frytkami. Ceny zachęcające. Gorzej jednak z przyjmowaniem zamówień, aczkolwiek wybaczam,bo można to zwalić na karb pierwszych dni prowadzenia Wartburgera. Jeśli w lokalu są więcej niż 3 osoby, kolejne muszą czekać ze złożeniem zamówienia, do momentu, kiedy poprzednie odbiorą swoje burgery, ponieważ, uwaga – w opiekaczu jest miejsce dla tylko trzech bułek! Mocny strzał w kolano na samym początku. No nic, skoro zdecydowaliśmy się przyjść, czekamy i w końcu składamy zamówienie.

Dla mnie Hotneker, czyli wołowina, salsa, ser, roszponka, cebula, pomidor i jalapeno. Tradycyjnie rezygnuję z pomidora, za którym nie przepadam, a roszponkę zamieniam na sałatę lodową. Żona wybiera Klasyka, ale z dodatkiem papryczki jalapeno dla podkręcenia smaku.

Niestety, ktoś nie pomyślał o zapytaniu nas, podobnie zresztą jak poprzednich klientów, o stopień wysmażenia mięsa. Zdajemy się na łaskę człowieka obsługującego grill, który nie wygląda na kogoś, kto wcześniej miał cokolwiek do czynienia z gastronomią.

Czekamy, obserwując cały proces przygotowywania burgera, w międzyczasie dowiadując się, że sosy robione są na miejscu, za wyjątkiem ketchupu i majonezu. Do wyboru mamy sosy: BBQ, musztardowy, limonkowy i salsa pomidorowa. Mięso się smaży, ale nikt nie kontroluje tego czy właśnie zamienia się w suszony wiórek, więc od tego momentu mamy spore obawy o jakość tej wołowiny po zdjęciu z grilla.

Zawinięty w papier burger, podawany jest w drewnianym koszyku, z dodatkiem frytek. Ja akurat miałem szczęście, ponieważ otrzymałem całkiem sporą ich ilość. Znajomi mieli w swoim koszyku dosłownie 9 (dziewięć) frytek. Co najlepsze, frytki nie są solone, ponieważ jak usłyszeliśmy – nie każdy lubi.
wartburger 2

Zaczynamy. Po rozpakowaniu burger wygląda całkiem przyzwoicie, dobre wrażenie robi roztopiony serek. Pewne obawy związane są z bułką, która wygląda na nieco za suchą.

wartburger 3

Gryziemy i…, i nic. Smaku właściwie nie stwierdzono. Mięso prawdopodobnie nie zostało w ogóle doprawione, jest mocno wysmażone, a bułka tak sucha, że bez pół litra picia ciężko to przełknąć. Niestety, wołowina nie dość, że właściwie nie smakuje i ginie w gąszczu dodatków, to jeszcze jest jej niewiele. Chyba nie jadłem we Wrocławiu burgera z mniejszą ilością wołowiny.

wartburger 4

 

Miałem nadzieję, że smak poratuje nieco jalapeno, ale tutaj także się rozczarowałem. Papryczki nie mają w sobie ani trochę ostrości, są kwaśne, zapewne z octu. Fajnie ciągnie się ser, prawdopodobnie gouda, ale to niestety za mało. Salsa właściwie niewyczuwalna, wsiąkła bardzo szybko w bułkę, która nie została w odpowiedni sposób przypieczona.

Nie za bardzo jestem w stanie zrozumieć osób, które decydują się otwierać miejsca, w których menu jest bardzo wąskie, ale nie pracują nad szczegółami. Takim szczegółem są dla mnie frytki, które zdecydowanie powinny być robione na miejscu. Niestety, otrzymujemy suche frytki z mrożonki.

Nie ukrywam, że na liście wrocławskich burgerów Wartburger ląduje daleko z tyłu za czołówką. Rozumiem błędy początkujących, ale tutaj jest ich zdecydowanie za dużo.

Wartburger

Skłodowskiej-Curie 15

facebook.com/wartburger

Friends Bistro & Coffee Bar, czyli zaskakująco dobry burger

Przechadzając się w niedzielne, słoneczne popołudnie po wrocławskim Rynku ciężko o znalezienie wolnego stolika w jakiejkolwiek sensownej knajpce z dobrym jedzeniem. Spacerując, przypomniałem sobie jednak o niezłych opiniach zasłyszanych o miejscu, które znajduje się dosłownie w samym centrum Rynku, ale jest nieco schowane, przez co nie każdy tam dociera, więc i znalazło się wolne miejsce. Friends Bistro&Coffee Bar, czyli lokal znajdujący się w genialnej lokalizacji, pomiędzy uliczkami w Sukiennicach.

Siadamy na ogródku, który swoim położeniem zachęca do spędzania tam czasu. Cisza i spokój, z daleka od rynkowego gwaru. Świetnym pomysłem są kocyki położone na każdym krzesełku, pozwalające ogrzać się nawet największym zmarzluchom. Kelner podchodzi niemal natychmiast, wręczając krótką, ale dość treściwą kartę. Niestety zapomniałem zrobić jej zdjęcia, ale w menu znajdują się przystawki składające się z kanapek na zimno i tostów, sałatki, zupy, makarony, burgery i oczywiście napoje.

Jako że byliśmy już po jednym posiłku, żona decyduje się na tosta z ciemnym chlebem, serem gorgonzola, boczkiem i rukolą. Cena – 7,90 zł. Prosimy o wysmażenie boczku, ponieważ nie jesteśmy specjalnymi fanami jego właściwie surowej odmiany.

Ja, wahając się pomiędzy makaronem w sosie śmietanowym z łososiem i koperkiem a burgerem, decyduję się jednak na tego drugiego w opcji Diabolo za 22 zł. Diabolo to ostra wersja klasyka, z dodatkiem papryczek jalapeno i ostrego sosu.

Po ok 20 minutach oczekiwania na stoliku pojawiają się od razu oba zamówione dania. Tost wygląda apetycznie, z dobrze roztopionym serem. Niestety, przy pierwszym gryzie następuje spory zgrzyt. Boczek jest gumowaty, nie przysmażony. Sam tost jest tak suchy, że właściwie niezjadliwy, jakby poza serem w środku nie znajdował się żaden inny dodatek z  tłuszczem. Niestety, tost z surowym boczkiem i rozmokłą rukolą wypada bardzo blado.


friends tosty

Po skosztowaniu tosta, zacząłem obawiać się o jakoś drugiego dania, czyli burgera. Tutaj jednak spotyka mnie bardzo pozytywne rozczarowanie, które wygląda tak:

friends burger

Naprawdę sporej wielkości bułka, z genialnie zgrillowanym, chrupiącym boczkiem, dużą ilością jalapeno  oraz roztopionym żółtym serem, sałatą, czerwoną cebulą, ogórkiem onserwowym, no i oczywiście kawałkiem wołowiny. Fakt, samo mięso nie jest ogromne – to taka raczej porcja dziecięca, przez co smak wołowiny nieco ginie w gąszczu pozostałych, ale jednak smacznych dodatków.

Mięso jest nieco przesmażone, więc szkoda, że nikt z obsługi wcześniej nie spytał o stopień jego przygotowania, ale koniec narzekania – o dziwo, burger jest naprawdę smaczny. Jako całość, wszystkie składniki świetnie współgrają, a bułka do końca trzyma w mięso z dodatkami, przy tym pozostając chrupiąca.

O frytkach nie ma za bardzo co wspominać, bo są to typowe, mrożone łódeczki, tyle że fajnie przyprawione, prawdopodobnie ostrą papryką w proszku. Niezłe, ale standardowe.

friends burger 2Diabolo jest niesamowicie syty, w dużej mierze przez ogromną ilość dodatków do mięsa. Mimo tych wszystkich niedociągnięć, po prostu smakuje, a kubki smakowe dodatkowo podkręca jego lekka ostrość. Nie jest to burger z Winnersa czy Pasibusa, ale uważam, że warto wpaść do Friends Bistro&Coffee Bar, żeby spędzić czas w przyjemnym miejscu, z przyzwoitym jedzeniem. Przy odrobinie pracy, Bistro Friends może okazać się ciekawą alternatywą dla najlepszych burgerów we Wrocławiu.

Przy kolejnej wizycie skuszę się na jeden z makaronów, które podglądnąłem u osób siedzących przy innych stoikach. Wyglądały bardzo dobrze.

 

Friends Bistro&Coffee Bar

Sukiennice 3/4

facebook.com/pages/Friends-Bistro-Coffee-Bar

 

 

The Mexican, czyli czekamy na powrót do tego, co było

Wrocław od dawna cierpi na niedobór knajpek z dobrym, meksykańskim jedzeniem. Warte uwagi są zarówno The Mexican, jak i Mexico Bar, ale żadne z tych miejsc nie zapewni nam jednak niezapomnianych wrażeń smakowych. W obu bywam dość często, więc mam niezły ogląd na to co się w nich zmienia. Na pierwszy ogień postanowiłem wziąć Mexican, lokal znajdujący się przy ul. Szewskiej.

Mexican to sieciówka, której restauracje można odwiedzić w Łodzi, Warszawie, Poznaniu, Krakowie, Sopocie i Wrocławiu. Lokal od pierwszego momentu robi niezłe wrażenie. Na wejściu witają nas ubrani w meksykańskie stroje kelnerzy, a wystrój jest wzorowany na tamtejszych barach. Nie po to jednak przyszliśmy, żeby podziwiać widoki.

Zerkamy na menu, w którym możemy dostrzec zarówno typowe meksykańskie burrito, tortille i fajitas, ale i dania w opcji tex-mex.mexico szewska 1 menu

Ceny, jak na Wrocław, nie są najniższe, ale też nie powodują, że chcemy natychmiast wyjść.

Jako że w weekendy raczej nie zwracam uwagi na kaloryczność potraw, na przystawkę decyduję się na Palillo Quesero, czyli pałeczki serowe z sosem Costeca w cenie 12,90 zł. Będąc w większym towarzystwie zamawiamy także Peperones Jalapeno – panierowane papryczki Jalapeno faszerowane serem w cenie 16,90 zł. Przy daniu głównym nie zastanawiam się za długo, tylko wybieram to, co zazwyczaj w tym miejscu – Chimichanga de Pollo za 25,90 zł. Chimichanga to właściwie burrito, tyle że smażone w głębokim tłuszczu. Na plus dla The Mexican działa fakt, że istnieje możliwość wybrania stopnia ostrości potrawy. Jako fan mocno ostrego jedzenia, wybieram najostrzejszą wersję.

Kelnerzy w lokalu działają sprawnie, szybko podają napoje, a po kilku minutach na nasz stół wjeżdżają przystawki:

mexico szewska 7 serki

mexico szewska 6 jalapeno

Obie są bardzo smaczne, a zarazem pożywne. Pałeczki serowe dobrze komponują się z ostrawym sosem, a roztopiony ser wspaniale ciągnie się po każdym gryzie. Papryczki podane są natomiast ze śmietaną, która ma łagodzić ostrość przystawki. Chrupiące, delikatnie ostre jalapeno plus wylewający się z ich wnętrzności roztopiony ser – wszystko to co uwielbiam. Przystawki zdecydowanie są warte swojej ceny.

Kucharze nie pozwalają nam jednak zapomnieć o daniu głównym, które także dość szybko, mimo sporego obłożenia lokalu klientami, ląduje przed nami. Chimichanga, podawana tradycyjnie z trzema sosami oraz surówką z białej kapusty, została przeze mnie nieco zmodyfikowana. Poprosiłem o danie w towarzystwie samej śmietany i sałatki coleslaw, która po poprzednich wizytach w tym miejscu, pasuje mi zdecydowanie bardziej.

mexico szewska 3

Trzeba przyznać, że wygląda niezwykle smakowicie. Smakuje także nieźle. Nadziana ryżem, serem i kurczakiem smażona tortilla jest naprawdę spora. Duże kawałki piersi z kurczaka zdecydowanie wyróżniają się spośród sporej ilości ryżu.

Mexico szewska 2

Ale, ale, coś tu nie pasuje. Miało być ostro, bardzo ostro, a jest… nijak. Jestem tym bardziej zdziwiony, ponieważ ostatnim razem opcja bardzo ostra, właśnie taka była. No trudno, pozostaje się nacieszyć chrupiącym daniem i moim ukochanym dodatkiem w meksykańskiej kuchni – śmietaną.

Chimichanga zawiodła ostrością, ale utwierdziłem się w przekonaniu, że warto wydać pieniądze na to danie, zwłaszcza, jeśli lubi się wszystko co smażone w głębokim tłuszczu. Moje serce zdobyła także sałatka Coleslaw. Mocno pieprzna i nie za sucha, jak w wielu innych restauracjach.

Ogólnie jednak The Mexican obniżył w ostatnim czasie loty. Widać to na przykładzie choćby guacamole, które niegdyś bardzo mi w tym miejscu smakowało, a obecnie, mając okazję skosztować od znajomego, przypominał jakiś dziwny, wodnisty sos bez wyraźnego smaku. Jedzenie nie jest złe, ale możliwe, że zmieniły się osoby, które przygotowują dania, ponieważ największe różnice widać w sposobie ich przyprawiania oraz w konsystencji sals.

 

The Mexican

ul. Szewska 61/62, Wrocław

Facebook – THE MEXICAN WROCŁAW