najlepsza kuchnia azjatycka Wrocław

Thai-Viet, czyli chcemy więcej takich azjatyckich barów

Uwielbiamy jeść we wszelkiego rodzaju azjatyckich budkach, barach, restauracjach, stąd na blogu tak duża liczba relacji z tych miejsc. Może i zazwyczaj nikt przesadnie nie dba w nich o utrzymanie czystości i zapewnienie wygodnych warunków, ale w większości przypadków jedzenie nadrabia wszystkie braki. W Thai-Viet, ale na ul. Sztabowej już jedliśmy i byliśmy bardzo zadowoleni. Tym razem trafiliśmy na drugi bar tych samych właścicieli, tyle ze na ul. Henryka Pobożnego na Śródmieściu.

thai 3

Lokal jest mniejszy od tego na Krzykach, ale sprawia o wiele korzystniejsze wrażenie. Jest naprawdę czysto, właścicielka sprząta każdy stolik zaraz po wyjściu gości, a już naprawdę fajnie wygląda obsługa. Co prawda pani, która obsługuje nie do końca rozumie chyba po polsku, ale jest cały czas uśmiechnięta i z chęcią doradza co warto zamówić. Bardzo przyjemne pierwsze wrażenie. W jeszcze lepszy nastrój wprowadza nas menu, a właściwie ceny w nim zawarte.

thai 1 thai 2

 

Sajgonki na Sztabowej były najlepszymi, jakie dotychczas jedliśmy, więc zamawiamy je także tutaj. Bez surówki kosztują 5 zł, czyli bardzo uczciwie. Do tego domawiamy makaron z kurczakiem za 13 zł oraz żółte curry z kurczakiem za 16 zł.

Siadamy, a po niespełna pięciu minutach otrzymujemy trzy skwierczące jeszcze sajgonki.

thai 9

Standardowo na barze stoją dwa sosy – ostry i łagodny. Sajgonki polewamy ostrym, który jednak jak dla nas mógłby być jeszcze ostrzejszy.

thai 7

Sajgonki, podobnie jak w drugim barze Thai-Viet, stanowią bardzo mocną pozycję menu. Są chrupiące, ze sporą ilością mięsa i warzyw, a do tego nieźle doprawione. Dodatkowego charakteru nadaje im podkręcający smaki sos. Jeśli na sajgonki, to na pewno do Thai-Viet.

Ledwo uporaliśmy się z wcale nie małą porcją sajgonek, a już na stole wylądowały dania główne. Na pierwszy ogień – makaron po chińsku z kurczakiem.

thai 8Pierwsze co rzuciło się nam w oczy, to fakt, że w tym makaronie najmniej jest… makaronu. Co wcale nie jest problemem, ponieważ w zamian otrzymaliśmy naprawdę sporą porcję pokrojonego w paski kurczaka z dodatkiem warzyw, które zdecydowanie były świeże. Makaron miał zostać specjalnie na nasze zamówienie doprawiony do opcji bardzo ostrej, i faktycznie taki był.

Kurczak wysmażony w punkt, nie za suchy, lekko soczysty, dobrze komponował się delikatnymi warzywami, czyli głównie cebulą i papryką czerwoną oraz grzybami mun. Porcja jest spora, wzbogacona dodatkowo o naszą ulubioną surówkę z białej kapusty, która swoją słodkością doskonale równoważyła ostre smaki makaronu z kurczakiem.

Po makaronie przyszła pora na danie, o którego jakość obawialiśmy się najbardziej. Od jakiegoś roku zakochaliśmy się w curry i gdyby była taka szansa, jedlibyśmy je codziennie. Z tym większymi obawami podeszliśmy to tego zamówienia, bojąc się jak smakować będzie curry z kurczakiem w tym niepozornym barze.

thai 4 thai 5 thai 6

Kiedy tylko curry pojawiło się na stoliku, obawy odleciały gdzieś daleko. Po samym zapachu można było stwierdzić, że to będzie coś dobrego. Po całym stoliku roznosił się wyraźny aromat mleczka kokosowego, użytego do wykonania dania. To było takie curry z kurczakiem jak lubimy. Gęste, bez zbędnych dodatków, jedynie kurczak, cebula, papryka i cukinia, a wszystko pokrojone w podobnej wielkości kawałki. Curry smakowało wybornie, kurczak był mięciutki i przeszedł smakiem sosu. Na talerzyku obok dostaliśmy porcję ryżu i surówkę z białej kapusty. Musimy przyznać, że było to jedno z najlepszych curry z kurczakiem, jakie mieliśmy okazję jeść w życiu. Porcja ponownie okazała się ogromna, ciężka do przejedzenia dla jednej osoby.

Wyszliśmy z Thai-Viet bardzo zadowoleni, zawartość naszego portfela nie została zbyt mocno uszczuplona, a smak doskonałego curry na długo utrzymywał się w ustach. Obsługa w lokalu jest miła, działa niezwykle sprawnie i co najważniejsze – podaje bardzo dobre jedzenie. Thai-Viet, zarówno to przy ul. Sztabowej, jak i przy ul. Pobożnego spokojnie można zapisać na swojej liście miejsc do odwiedzenia.

Thai-Viet

ul. Henryka Pobożnego 8/1

facebook.com/BarRestauracjaThaiViet

 

Reklamy

Kim Long, czyli azjatycka przyjemność

Jakiś czas temu musiałem coś załatwić na ulicy Tęczowej, postanowiłem więc wykorzystać tę okazję, aby poszukać jakiegoś ciekawego jedzenia w okolicy. Wstukałem szybko w google swoje położenie, trochę poszukałem, a że miałem ochotę na coś azjatyckiego, trafiłem idealnie. Dosłownie zaraz obok miejsca, w którym zaparkowałem auto znajdował się bar Kim Long, z zewnątrz wyglądający tak.

kim long2

W środku zaskoczył mnie niespotykany zazwyczaj w typowych „chińczykach” porządek. Stoliki są przetarte, nie kleją się i ogólnie cała sala, choć niewielka, wygląda bardzo schludnie. Jako że czasu miałem niewiele, a żołądek już dopominał się o kolejną dawkę jedzenia, czym prędzej zerknąłem w stronę menu.

kim long1 kim long5 kim long 9 kim long 10

Nie zastanawiając się długo, składam u prowadzącej bar Azjatki zamówienie na sajgonki w cenie 5 zł oraz makaron chiński z kurczakiem za 13,90 zł. Ceny nie zadziwiają, właściwie są standardowe dla orientalnych budek we Wrocławiu.

W oczekiwaniu na podanie zamówienia, rozglądam się po lokalu w poszukiwaniu jakiegoś ostrego sosu. Do wyboru mamy dwa – jeden mocno ostry, drugi bardziej słodki. Jestem więc przygotowany, a po 4-5 minutach na mój stolik trafiają sajgonki w liczbie trzech.

kim long 3

Swoją wielkością nie porażają, można wręcz powiedzieć, że są malutkie. Smakują poprawnie, ale tylko poprawnie. Mięso zostało zbyt grubo zmielone, przez co nie jest równomiernie rozłożone w sajgonkach, a można na nie natrafić tylko w niektórych miejscach. Bez szału można by powiedzieć i bez wyrazistego smaku. Na szczęście okazało się, że to był tylko zły dobrego początek.

Zanim skończyłem jeść sajgonki, obsługująca pani przyniosła makaron z kurczakiem, właśnie tak, na jaki miałem w tym momencie ochotę.

Kim long 4Obecność tego sosu na górze wynika z tego, że poprosiłem o bardzo ostry makaron, ale nie do końca mógł w to uwierzyć kucharz, który przygotował go na średnio-ostro. Kiedy zacząłem jeść, podszedł i zapytał czy ostrość jest wystarczająca. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie do końca mnie satysfakcjonuje, więc pan kucharz postanowił dodać jeszcze pikanterii, polewając danie swoim specyfikiem. Jak się okazało, teraz ostrość faktycznie była diabelska, a pan z uznaniem patrzył, jakby nie dowierzając, że normalnie przełykam jego sos.

Ogólnie, makaron okazał się strzałem w dziesiątkę, z dużą ilością pokrojonej w paski piersi z kurczaka. Z dodatków wypatrzyłem grzybki mun, kiełki, cebulę i, niestety, kawałki fasolki i kalafiora z mrożonki. Na szczęście było ich na tyle mało, że nie zepsuły smaku, bo danie okazało się naprawdę bardzo smaczne, a charakteru nadawał mu nie tylko ostry sos, ale i jajko, z którym makaron został podsmażony.

Po w sumie udanej, poza małymi wpadkami, pierwszej wizycie w Kim Long, wybrałem się tam także na drugi dzień, z zamiarem zjedzenia krewetek, które kusiły mnie już za pierwszym razem.

Zamówiłem więc krewetki królewskie na ostro w panierce za 19,50 zł, ponownie prosząc o wersję bardzo ostrą, w co obsługujący pan znowu nie do końca mógł uwierzyć oraz na przystawkę pierożki HaCao za 5 zł.

Przystawkę otrzymałem w tempie ekspresowym, a na talerzu znalazły się cztery sztuki pierożków, których nigdy wcześniej nie miałem okazji spróbować.

kim long 8

Wyczytałem w międzyczasie, że ciasto na pierożki powstaje z mąki z ryżu i tapioki, ale po usmażeniu ich na głębokim oleju bardziej skojarzyło mi się to ze smażoną tortillą pszenną. Nie zmienia to jednak faktu, że pierożki okazały się dobrym wyborem. Były chrupiące i szczelnie wypełnione wyrazistym farszem wieprzowo-warzywnym. Bardzo przyjemna przekąska przed daniem głównym, na które musiałem poczekać około 10 minut, ale zdecydowanie było warto.

kim long 6kim long7

Krewetki otrzymałem w towarzystwie surówki z białej kapusty posypanej zmielonymi orzeszkami ziemnymi oraz ryżu. Krewetki zostały najpierw usmażone w panierce, a następnie podsmażone w woku razem z cebulą, cukinią, marchewką i pietruszką oraz chili. Na talerzyku otrzymujemy 5 sztuk dużych krewetek obłożonych wspomnianymi wyżej warzywami.

Jak smakuje? Wybornie. Krewetki są chrupiące z zewnątrz i delikatne w środku oraz doprawione na bardzo ostro. Świetnie współgrają ze słodko-kwaśną surówką oraz mięciutkim ryżem. Co ważne, ostrość, choć piekielna, nie zabija reszty smaków, a krewetki smakują pysznie, przebija się lekko rybny smak, a całość idealnie miesza się z chrupiącymi warzywami. Polecam.

Okazało się, że przypadkowo, bez polecenia, trafiłem na fajną, niedrogą i smaczną knajpkę z azjatyckim jedzeniem. Jeśli będę w pobliżu z chęcią zawitam ponownie, choćby dla samych krewetek oraz ostrości, której kucharz nie żałuje. Na miejscu właścicieli postarałbym się popracować nieco nad sajgonkami, które są zbyt mało wyraziste.

 

Kim Long

ul. Tęczowa 20

 

Mai Lan, czyli azjatycka uczta w najlepszym wydaniu

Wracając ostatnio z pracy do domu, spotkało mnie spore, pozytywne zaskoczenie. Stojąc na światłach, zerknąłem w prawo, a moim oczom ukazał się niewidziany tam wcześniej szyld: Mai Lan, Bar Orientalny, Kuchnia chińska i wietnamska. 

Mai Lan II 8

Szybkie odświeżenie pamięci, i już wiem. Tak, to Mai Lan, czyli mój ulubiony wrocławski „chińczyk”, który dotychczas znajdował się przy ul. Hallera. Od teraz wielbiciele Mai Lan, a znam ich co najmniej kilku, mogą stołować się także w barze przy ul. Św. Wincentego.

Sam lokal robi dużo lepsze wrażenie, niż budka przy Hallera, a w środku jest więcej miejsca. Poza tym bez zmian, dania przygotowuje syn kucharza z pierwszego baru, a karta jest identyczna.

Mai Lan II 2 Mai Lan II 3 Mai Lan II 4

Potraw z każdym dowolnym mięsem oraz owocami morza mamy pewnie ponad setkę. Ja tradycyjnie już wybieram sajgonki z surówka z białej kapusty (6 zł za trzy sztuki), a w ciągu kolejnych dwóch dni jako główne danie decyduję się na: kurczaka po tajlandzku (13 zł) oraz makaron chiński z kurczakiem (12 zł).

Obsługa jest miła, mimo pierwszych dni działalności, działa bardzo sprawnie, a dania z kuchni wychodzą w iście ekspresowym tempie. Nie zdążyłem na dobre usiąść przy stole, a moje sajgonki są już gotowe do odbioru. Jako dodatek do każdego dania możemy sobie dobrać – za darmo – bez ilościowych ograniczeń, jeden z dwóch sosów, z których jeden jest słodki, a drugi mocno ostry.

Mai Lan II 7

Co tu dużo mówić – sajgonki są świetne, z bardzo dużą ilością dobrze doprawionego mięsa. Chrupią smakowicie, doskonale zgrywają się z ostrym sosem i nie są sztucznie napchane warzywami. Na naszym facebookowym fanpage’u spotkałem się z opiniami, że sajgonki z Mai Lan są podawane spalone. Przyznam, że nigdy się z tym nie spotkałem, a jadałem w tym miejscu dziesiątki razy.

Nie skończyłem jeść sporej przystawki, a na ladzie, do odbioru jest już kurczak po tajlandzku.

Mai Lan II 5

Danie – podobnie jak na Hallera – jest ogromne. Surówka ta sama, co w przypadku sajgonek. Świeżutka i słodka, choć nieco brakowało mi ostrości, jakby ktoś zapomniał o dodaniu chili. Kurczak? Idealnie wysmażony w delikatnej panierce, pływający w słodko-ostrym sosie z dodatkiem warzyw, czyli kalafiora, marchewki, cebuli, groszku i grzybków mun. Co ważne, warzyw świeżych, chrupiących, bez żadnych mrożonek. Danie jest świetne, ogromne i bardzo ostre, o co dodatkowo poprosiłem. Już po pierwszym gryzie wiedziałem, że właśnie oto mam nowe ulubione danie w Mai Lan. Konsystencja sosu, który szybko wnika w panierkę kurczaka, jest bardzo gęsta.

Mai Lan II 6

Drugiego dnia równie szybko obsłużono mnie, ponownie podając pyszne sajgonki, a zaraz po nich – makaron chiński z kurczakiem.

mai lan II 9

Danie przygotowane niezwykle szybko, na bazie grubego makaronu i pokrojonej w paski piersi z kurczaka. Makaron smażony jest w woku z dużą ilością sosu sojowego, a do całości wbijane jest jajko, które po ścięciu, miesza się z resztą. To właśnie jajko wraz z aromatycznym kurczakiem odgrywa w tym daniu dominującą rolę. Makaron jest tylko dodatkiem, ale bardzo smacznym, lekko podsmażonym, nie twardym. Kolejne pyszne danie, którego wielkość nieco mnie przeraża. Także tym razem nie dałem rady zjeść wszystkiego.

Moja radość jest niezmierna, ponieważ w niedalekiej odległości od mojej pracy powstał bar, który ubóstwiam. Mai Lan polecam każdemu, kto lubuje się w kuchni azjatyckiej. Dania są oryginalne, każde smakuje inaczej, co nie jest niestety standardem w każdym „chińskim” barze. Dodatkowo jest to raj dla głodomorów – porcje są ogromne, a ceny niewysokie.

 

Bar Mai Lan

ul. Św. Wincentego 45

 

Ha Long, czyli nieźle, ale do ideału daleko.

Ostatnimi czasy niemal zakochałem się w azjatyckim jedzeniu, i dopiero teraz dostrzegam niektóre knajpki we Wrocławiu, oferujące właśnie takie specjały. Do moich ulubionych zdecydowanie należą Mai Lan z Hallera i  Thai-Viet ze Sztabowej. Długo czaiłem się także, aby odwiedzić zachwalane przez czytelników naszego bloga Ha Long przy ul. Ostrowskiego, aż w końcu udało mi się trafić do tego miejsca.

Bar jest nieco schowany, mieści się naprzeciwko FAT-u, i niestety – sporym problemem jest znalezienie miejsca parkingowego w pobliżu, zwłaszcza w godzinach największego natężenia ruchu. Kiedy jednak już zaparkujemy, mamy możliwość wyboru tego czy chcemy usiąść w niewielkim lokalu, czy przy stoliku na zewnętrznym ogródku.

Od wejścia wita nas uśmiechnięta azjatka, która bardzo sprawnie radzi sobie z obsługa klientów. Menu, jak to w orientalnych barach, poraża swoją rozległością, pozwalając nam na zamówienie dań zarówno z kurczaka, wołowiny, wieprzowiny, jak i owoców morza.

Menu

Ceny są niskie, a w barze – dość kiczowatym – jest o dziwo stosunkowo czysto, przynajmniej jak na standardy azjatyckich barów we Wrocławiu. Na przystawkę decydują się oczywiście na uwielbiane przeze mnie sajgonki w cenie 6 zł za trzy sztuki. Przy wyborze dania głównego swój wzrok kieruję w stronę opcji drobiowych. Decyduję się ostatecznie na kurczaka w sosie curry za 12 zł, natomiast żona wybiera kurczaka w cieście za tą samą kwotę. Do każdego dania, w cenie, dodawana jest surówka oraz ryż.

Niemal nie zdążyliśmy jeszcze usiąść, a zostaję wezwany po odbiór sajgonek. Trochę mnie to niepokoi, ponieważ minęło naprawdę niewiele czasu od złożenia zamówienia. Do przystawki wybieram najostrzejszy z sosów, które stoją na barze i można się nimi częstować do woli.


chińczyk ostrowskiego 2Niestety, moje obawy się potwierdzają. Sajgonki co prawda są chrupiące, ale chłodne w środku. O czym może to świadczyć? Zapewne o tym, że przystawka przygotowana jest dużo wcześniej, wstępnie obsmażona, a przed wydaniem klientowi tylko „podgrzana” we frytkownicy.

Sajgonki z Ha Long nie równają się z tymi z Thai-Viet, nabitymi mięsem i świetnie usmażonymi. Te na Ostrowskiego to w dużej mierze papier ryżowy z delikatnym, bardzo delikatnym dodatkiem mięsa i marchewki. Świetny za to jest sos, niesamowicie ostry, gęsty,zdecydowanie górujący nad niewyraźnymi sajgonkami. Pyszna jest także surówka z białej kapusty. Lekko ostra, chrupiąca, z przebijającą się słodyczą, świetna.

Nie udaje mi się skończyć pierwszej potrawy, kiedy otrzymujemy dania główne.

chińczyk ostrowskiego 3

Kurczak w cieście, czyli najbardziej przewidywalne danie w azjatyckich barach, ale niezmiennie je uwielbiam. Ta potrawa, w przeciwieństwie do sajgonek, na pewno jest przygotowywana na bieżąco.

Spore kawałki soczystej piersi z kurczaka otoczone są grubą warstwą chrupiącego ciasta, które jednak nie dominuje smaku mięsa. Danie jest banalne, ale bardzo smaczne, nieco fast-foodowe. Do zjedzenia niezbędny jest sosik, tym razem słodko-ostry, ponieważ bez niego danie mogłoby być za suche.

chińczyk ostrowskiego 1

Równolegle do kurczaka w cieście, otrzymuję mojego kurczaka w sosie curry z warzywami. Poprosiłem o jak najostrzejszą wersję tego dania i, jak się okazuje po pierwszym kęsie, kucharz faktycznie nie skąpił pikantnych przypraw.

Płynne danie jest smaczne, szkoda tylko, że „wzbogacone” o warzywa z mrożonki. Można to jednak przeżyć, zwłaszcza, że kurczak jest pyszny, ostry i mięciutki, z przebijającym się smakiem curry. Świetnie komponuje się ze słodko-kwaśną surówką i idealnie ugotowanym ryżem. Szkoda tej mrożonej marchewki, która jest gumowata, ale już pieczarki i por smakują jak świeże.

Ogólnie, za tę kwotę otrzymujemy bardzo duże, dość smaczne porcje, które jednak nie wyróżniają się za bardzo. Oczywiście, trzy dania nie są zbyt wielką próbą, więc widzę potencjał w tej knajpce, tym bardziej, że mimo mrożonki, mój kurczak bardzo mi smakował. Sajgonki zdecydowanie do poprawki, zwłaszcza jeśli chodzi o ilość mięsa w środku.

Potrawy z Ha Long nie zapadają mocno w pamięci, ale są poprawne i smaczne, zwłaszcza na szybki obiad w przerwie podczas pracy. Jest to kolejny azjatycki bar, który warto odwiedzić, aczkolwiek według mnie daleko mu do jakości Thai-Viet i Mai-Lan.

 

Ha Long

ul. Ostrowskiego 1

www.halong.net.pl

facebook.com/Bar-Orientalny-Ha-Long

Thai-Viet, czyli dobra azjatycka kuchnia

W ostatnim czasie odwiedziłem kilka azjatyckich knajpek we Wrocławiu, w poszukiwaniu najlepszej z nich. Trafiłem zarówno na świetne jedzenie w Mai Lan, jak i na dramat w Ha-Noi. Na naszym Facebookowym fanpage’u zapytałem was gdzie jeszcze warto się udać. Jedna z odpowiedzi zaprowadziła mnie na ulicę Sztabową, do Baru Thai Viet.

thai viet z zewnątrz

Lokal już od wejścia – przez swoje zdobienia – wygląda na nieco kiczowaty. W środku wystrój nie różni się za wiele, ale są klienci, nawet nie mało, a to dobry znak. Zresztą nie od dziś wiadomo, że chcąc zjeść przyzwoite azjatyckie jedzenie w przyzwoitej cenie, nie możemy spodziewać się przesadnej czystości takiego miejsca. Mnie to jednak nie przeszkadza, bo zwracam uwagę na smak dań.

Menu jest niezwykle obszerne, zawiera wszelkiego rodzaju dania mięsne oraz z owocami morza i tofu. Moją uwagę przykuwa na początek Pad-Thai i kurczak Curry. Mam jednak pewne obawy, więc decyduję się na coś bezpiecznego, i co lubię.

Na przystawkę oczywiście zamawiam sajgonki z surówką w cenie 7 zł. Dobieram także dwa dania główne – kurczaka w cieście za 13 zł oraz kurczak z trawą cytrynową na ostro za 15 zł. Proszę kelnera, aby to drugie danie było faktycznie bardzo ostre, nie tylko z nazwy.

Kelnerzy to także osobna historia Thai-Viet. Z kuchni słychać bliżej nieznany azjatycki język, a na sali obsługują nas dwaj dość swobodnie podchodzący do swojej pracy Polacy, którzy jednak są bardzo mili, informując zawczasu, że podanie zamówienia może nieco się opóźnić z powodu dużej ilości klientów. Ok, nie ma problemu, 20 minut nikogo nie zbawi, zwłaszcza jeśli ma być dobrze.


thai viet menu 1 thai viet menu 2

 

Nie mija jednak 10 minut, a mimo faktycznie dużej ilości gości w restauracji, na moim stole pojawiają się trzy sajgonki z surówką z białej kapusty. Do sajgonek możemy wybrać jeden z dwóch sosów, niemal tradycyjnie w każdej chińskiej knajpce stojących na barze. Decyduję się na ten bardziej czerwony, ostry.

thai viet ajgonkiUwielbiam sajgonki, jadłem je już w wielu miejscach, ale tak dobrych – jeszcze nigdzie. Chrupiące, z naprawdę niespotykanie dużą porcją mocno przyprawionego mięsa i grzybków mun w środku, doskonale zgrały się z palącym w przełyku sosikiem i świeżą surówką. Pochłonąłem je w sprinterskim tempie, i gdyby nie fakt, że zamówiłem jeszcze inne dania, domówiłbym kolejną porcję sajgonek. Genialne!

Cóż jednak, pora zjeść kolejne danie, które zostało podane zanim jeszcze skończyłem jeść przystawkę. Tak więc obawy o długi czas oczekiwania można odłożyć między bajki.

thai viet kurczak w cieście

Kurczak w cieście, danie jakże banalne, a zarazem smaczne. Próbuję tej pozycji w menu właściwie w każdym „”chińczyku”. Porcja jest spora, choć nie tak duża jak w Mai-Lan. Numer 20 z karty podany jest – podobnie jak sajgonki – z surówką z białej kapusty oraz ryżem. Dokładam do tego ponownie ostry sosik i… odpływam.

Pyszne, chrupiące ciasto, delikatny i idealnie usmażony, a nie przesmażony kurczak, no i ta świetna surówka. Dobre jedzenie, za niewielkie pieniądze.

Jak tu coś jeszcze w siebie wcisnąć po takich dwóch daniach? Jakoś trzeba, więc otrzymujemy kolejną porcję tym razem Kurczak z trawą cytrynową na ostro, standardowo, z ryżem i surówką.

thai viet kurczak z trawą

To danie podeszło mi najmniej, głównie przez ogromną ilość sosu rybnego, którym doprawiony był kurczak. Danie w sumie dość przewidywalne, z sosem o podobnie konsystencji do większości tego typu pozycji. Kurczak obtoczony w sezamie, z dodatkiem, papryki, kiełków i chili. Prosiłem o bardzo ostre danie, i je otrzymałem. Moja odporność na ostrość jest naprawdę spora, ale przy jedzeniu tego kurczaka musiałem kilka razy sięgnąć po wodę.

Pokrojony w paski kurczak był dobrze wysmażony, ostry, a przez potrawę, po przebiciu się przez nielubiany przeze mnie sos rybny, przewija się fajny, cytrynowy posmak. Nie zdołałem już zjeść całej porcji, tego byłoby za dużo.

Ogólnie, mimo tego sosu rybnego, kurczak jest smaczny, a „przedawkowanie” z sosem – mam nadzieję – jest tylko wpadką.

Przy kolejnej wizycie postaram się już skusić na kurczaka curry i Pad Thai, do czego przekonały mnie poprzednie dania. Widać, że kucharz ma pojęcie o tym co robi i przyrządza ciekawe potrawy. Sajgonki zdecydowanie przebijają wszystkie inne, które jadłem we Wrocławiu.

Z czystym sumieniem mogę polecić Thai-Viet, bo wielu lokali z tak dobrym azjatyckim jedzeniem we Wrocławiu raczej nie spotkacie.

 

Thai-Viet

ul. Sztabowa 78 A

facebook.com/BarRestauracjaThaiViet

Mai Lan, czyli pyszne azjatyckie jedzenie

Od dłuższego czasu poszukiwałem naprawdę dobrego „chińczyka” we Wrocławiu, ale przychodziło to z ogromnym trudem. Owszem, jest kilka miejsc z niezłym jedzeniem, ale brakowało czegoś ekstra. Za namową znajomych udałem się na ulicę Hallera, do baru Mai Lan, do miejsca, w którym wcześniej mieściło się kilka mniej udanych gastronomicznych pomysłów, jak m.in. wcześniej kebab.

Z zewnątrz budka nie prezentuje się zbyt okazale, a jeszcze słabiej jest w środku, gdzie – co dość typowe dla Azjatów – nie dba się przesadnie o porządek. Nieco klejące się stoły, brak serwetek to jednak jedyne utrudnienia w tym miejscu. Jego zaletą jest jedzenie.
chinczyk 4

 

Coś, do czego już się przyzwyczaiłem, to tradycyjne kolejki w Mai Lan. Jeśli jest kolejka, to wygląda na to, że musi być nieźle. Obsługujący Azjata mówi w tylko sobie zrozumiałym języku, co wywołuje nieco komiczne sytuacje, a zarazem nadaje barowi fajnego klimatu. Przyjmowanie zamówień różni się nieco od tego, co znamy z innych miejsc. Najpierw przyjmowane są zazwyczaj 2-3 zamówienia, wydawane, i dopiero później przyjmowane kolejne. W tym czasie można zastanowić się nad wyborem jednej z pewnie około 100 różnych potraw. Możemy przebierać pomiędzy zupami, daniami z drobiu, wołowiny, wieprzowiny, owoców morza i kilku innych. Ceny za danie głównie wahają się od 13 do ok 20 zł.

Na początek decyduję się tradycyjnie, na sajgonki w cenie 6 zł za 3 sztuki. Istnieje możliwość zamówienia także jednej sztuki za 2 zł. Do tego wybieram dwa dania – kurczaka w cieście kokosowym z ryżem i surówką oraz kurczaka na ostro z tymi samymi dodatkami. Siadam przy zwolnionym akurat stoliku i czekam.

Nie mija 5 minut, a już jestem wywołany, aby odebrać dobrze wyglądające sajgonki z wieprzowiną. Jako dodatek, bez opłaty możemy poczęstować się stojącymi w dzbankach na barze sosami – słodkim i ostrym.

chińczyk 1

 

Sajgonki są chrupiące, z wyczuwalnym mięsem, marchewką i grzybami mun. Świetnie współgrają ze słodkim sosem i przede wszystkim – są smażone na bieżąco, pod zamówienie, a nie odgrzewane.

Trzy sajgonki tylko rozochociły mnie przed kolejnymi daniami. Najpierw próbuję kurczaka w cieście kokosowym, który – jak każde danie z kurczaka – kosztuje 13 zł. Całość polewam tym samym sosem co sajgonki i pałaszuję. Kurczak jest delikatny, dobrze wysmażony i świetnie chrupie. No i ta porcja, a właściwie jej wielkość – zabija. Ciężko zjeść to samemu. Porcja ryżu jest może nieco zbyt sucha, ale po polaniu sosem, świetnie dopasowuje się do kurczaka.

Osobną historią jest surówka z białej kapusty. Z lepszą się jeszcze nie spotkałem. Nie za twarda, bez goryczy, lekko kwaskowa z dodatkiem słodkości. Gdyby kucharz dodał więcej chili, byłaby wzorowa.

Całe danie jest niezwykle sycące, i uzależniające. Ciężko mi go nie zamówić przy każdej kolejnej wizycie w Mai Lan.

 

chińczyk 2

Cóż jednak zrobić, na deser czeka jeszcze jedno danie. Kurczak na ostro. Pocięta w paski pierś kurczaka tym razem nie jest w panierce, a przygotowana w woku razem z warzywami i sosem. Sosem, który jednak jak na ostry nie jest aż tak ostry. Aczkolwiek to może wina moich mocno przyzwyczajonych do ostrości kubków smakowych.

Smakuje jednak świetnie, tym bardziej, że całość polewam dostępnym na barze ostrym sosem. Warzywa pocięte w dość spore kawałki nie są rozmiękłe i fajnie chrupią pomiędzy zębami. Co ważne, warzywa nie są wrzucone na woka wprost z mrożonki, a przygotowywane na miejscu i dostarczane na bar w ogromnych miskach. Nie ma mowy o gotowych półproduktach, za co jeszcze bardziej cenię to miejsce.

Kurczak, którego jest sporo, ale nie aż tyle co w kurczaku w cieście kokosowym, nie jest przesmażony i gumowaty, co dość często można spotkać w innych azjatyckich knajpkach.

chinczyk 5Mai Lan to według mnie najlepsze miejsce z azjatycką kuchnią we Wrocławiu. Właściwie każde danie jest udane, choć przy tym wyborze, nie miałem jeszcze okazji spróbować wszystkich. Kucharzy pochwalić można za powtarzalność, ponieważ za każdym razem dania smakują tak samo. Wielkość porcji także przemawia zdecydowanie na ich korzyść. Jeśli pominiemy momentami długi okres oczekiwania i lekki nieporządek w środku, otrzymamy świetną miejscówkę z doskonałym jedzeniem za niewielkie pieniądze.

Mai Lan

ul. Hallera 41