najlepsze burgery we Wrocławiu

Strefa kibica, czyli sprawdzamy burgery i naleśniki

Siatkarskie Mistrzostwa Świata odbywające się w naszym kraju straciły nieco uroku przez stację Polsat, która postanowiła zakodować nam obraz z meczów, więc spora część kibiców tego sportu chętnie ogląda zmagania naszych zawodników w strefach kibica. We Wrocławiu została ona ustawiona zaraz przy Hali Stulecia. Oczywiście przy tłumach, jakie wizytowały strefę kibica w niedzielę, musiało pojawić się piwo, a jeśli pojawiło się piwo, musiało być także jedzenie. No właśnie, możliwość przegryzienia czegoś przy strefie kibica zapewniają foodtrucki stojące tam przez cały okres trwania mistrzostw, czyli Bratwursty, Byczy Burger oraz coś nowego, a więc Foodszak.

strefa 2 strefa 3
strefa 11

Menu chłopaków z Bratwurstów znam na wylot, smakuje mi od samego początku, więc – zważając na ogromną kolejkę do nich – postanowiłem tym razem spróbować czego innego. Co prawda Byczy Burger także został przeze mnie już wcześniej opisany, ale nie byłem wtedy do końca zadowolony. Słyszałem jednak ostatnio, że chłopaki się wyrobili i można u nich zjeść coraz lepiej. Nie zastanawiając się zbyt długo, wybieram z ich menu Byczego Hot, płacę 17 zł i czekam, ale zaledwie około 6 minut.

strefa 5 strefa 6 strefa 7

Byczy Hot, czyli wołowina, jalapeno, sałata, nachos, cebula i salsa. W standardowej wersji jest jeszcze majonez, ale jakoś nigdy sam majonez nie pasował mi do burgera, więc z niego zrezygnowałem. Próbujemy. Po zdjęciu górnej części bułki uderzyły we mnie świetnie współgrające ze sobą kolory dodatków, przyznacie, że wyglądają znakomicie.

Mięso okazało się średnio wysmażone, soczyste, lekko różowe i, co dla mnie bardzo ważne – świetnie doprawione. Właściciele wykonali dobrą robotę i rozwinęli się od początku swojej działalności. Doskonale do ostrych papryczek jalapeno dopasowana jest delikatnie kwaśna salsa pomidorowa, a całość podkręcają chrupiąca cebula i nachos. Na koniec główny bohater, bułka. Niezmiennie, od początku uważam, że jedna z najlepszych burgerowych we Wrocławiu. Miękka w środku i wspaniale chrupiąca z zewnątrz. Do końca bez żadnych problemów trzyma w ryzach wszystkie składniki. Duże brawa dla Byczego Burgera, bo o ile za pierwszym razem mogłem się do czegoś przyczepić, tak tym razem było pysznie, za dobrą cenę i szybko.

Drugim punktem, który udało się odwiedzić, oczywiście poza tym z piwem, okazał się różowy foodtruck, przyciągający klientów samym wyglądem.

strefa 4

Tutaj mała uwaga do właścicieli. Proponowałbym w jakiś sposób wyeksponować nazwę trucka, ponieważ znalazłem jąw google, dopiero po powrocie do domu. Na aucie nie widnieje żadne logo. Podeszliśmy więc porażeni wszechobecnym różem i wszystko stało się jasne. Foodszak to mobilny bar specjalizujący się w serwowaniu naleśników. Na słodko i słono.


strefa 9 strefa 10

Po sporym burgerze nie mieliśmy specjalnie ochoty na zbyt wiele, więc wybraliśmy stworzoną przez siebie, deserową kompozycję, składającą się z serka waniliowego i banana. Cena – 15 zł. Jak rzekł mój znajomy, ceny warszawskie i faktycznie. Właściwie tyle samo płacimy obok za smacznego, treściwego burgera.

Foodszak to młody projekt i widać to na pierwszy rzut oka. Szybkość działania obsługi nie jest jeszcze na pewno atutem, wystarczy powiedzieć, że na swojego naleśnika czekaliśmy ponad 10 minut, choć przed nami wydawany był tylko jeden, a w środku auta znajdują się dwa blaty do smażenia.

W końcu otrzymujemy zamówienie na papierowym talerzyku.

strefa8 strefa 8

Słabym rozwiązaniem są widoczne na pierwszym zdjęciu siedziska rozstawione obok foodtrucka. Siedzenia są, ale stolików brak. Przy tej wielkości naleśnika nijak nie da się go chwycić w rękę, trzeba go kroić, więc rozstawienie samych siedzonek nie jest najlepszym pomysłem. Sam naleśnik jest smaczny, zapieczony na sam koniec już z dodatkami w środku. Serek słodki, kremowy, typowo naleśnikowy. Ogólnie smaczna rzecz, ale raczej nie warta 15 zł. Za dobre naleśniki tyle płaci się w lokalach, gdzie można usiąść i zjeść w spokoju. Tym bardziej przeraża cena 19 zł za naleśniki słone, w których składniki także nie są specjalnie wyszukane.

Podsumowując, jeśli jeszcze uświadczymy ładnej pogody, polecam przejść się do strefy kibica pod Halę Stulecia. Jeśli nie lubicie siatkówki, to na pewno znajdziecie coś ciekawego do jedzenia. Na koniec ciekawostka. Ostatnio na naszym facebookowym fanpage’u wspominaliśmy o Przysmaku Świętokrzyskim, którym zajadaliśmy się w dzieciństwie. Jak się okazuje, można go dostać także pod Halą Stulecia, wprost z frytkownicy.

strefa 1

 

Reklamy

Mobile Burgers Wrocław, czyli czekanie się nie opłaciło

Ostatnio mieliśmy na blogu relację z miejsca serwującego burgery idealne, tym razem zaprosimy was na spotkanie z czymś mniej przyjemnym. Przyznam, że powstające co i rusz nowe burgerownie zaczynają być nieco irytujące. Istnieje tak wiele ciekawych opcji, kiedy myśli się o rozpoczęciu przygody z gastronomią, że aż ciężko uwierzyć widząc kolejne nowe miejsca z burgerami. Mniejsza o to, jeśli ktoś o przygotowywaniu tego specyficznego jedzenia ma pojęcie. Zazwyczaj jednak za burgery zabierają się ludzie kompletnie bez kompetencji, i wtedy zaczyna się problem. Właśnie z taką sytuacją spotkaliśmy się podczas WrocLove FoodLove, czyli wrocławskiego zlotu foodtrucków, który odbył się 16. sierpnia na terenach przy Hali Stulecia. Owszem, trafiliśmy na pozycje świetne, jak choćby pyszne kanapki z wołowiną z foodtrucka Chyży Wół. Tradycyjnie nie zawiódł Pasibus, ale jak wszędzie, można było natrafić na słabsze ogniwa. Takim okazał się nowy na wrocławskiej scenie – Mobile Burgers Wrocław.

wroclove burger mobile 5

Podczas dotychczasowych dwóch foodtruckowych świąt we Wrocławiu, dominującym tematem były kolejki przy każdym z aut. Nie ukrywam, lekko irytujące, ale do przeskoczenia, zwłaszcza jeśli ktoś nie zjawił się, aby skonsumować tylko jedną potrawę. Wystarczy sposób, zamówienie w kilku miejscach i spokojne czekanie. Kiedy byliśmy już po zjedzeniu trzech różnych dań, naszła nas ochota na kolejnego – po Pasibusie – burgera. Kroki skierowaliśmy do tego przy, którym teoretycznie panował najmniejszy ścisk, co spowodowane było zapewne niezbyt długą historią i popularnością Mobile Burgers Wrocław.

Rzeczywiście, udało nam się zamówić dość szybko, ale już czas oczekiwania miał wynieść 40 minut. Trudno, przeżyjemy. Menu dość standardowe, bez specjalnych udziwnień. Co ciekawe, schowane w taki sposób, że ciężko cokolwiek dostrzec, zwłaszcza przy większej kolejce.

wroclove burger mobile 6

Zamawiamy dwa razy Farmera, prosząc o dobrze zgrillowany boczek. Otrzymaliśmy swój numerek, mianowicie 16 i na spokojnie udaliśmy się spożywać inne pyszności. W momencie składania zamówienia wydawany był numerek drugi, więc przed nami znajdowało się jeszcze kilkanaście osób, co nie wydawało się być specjalnym dramatem.

W międzyczasie zdążyliśmy zjeść jeszcze pyszny krem z pomidorów na stanowisku Zupy i wróciliśmy pod foodtrucka z burgerami.

wroclove zupa 1

Po rzeczonych 40 minutach podeszliśmy spytać jak wygląda sytuacja z naszym zamówieniem i, nieco nas zamurowało, kiedy dowiedzieliśmy się, że obecnie wychodzą burgery z numerem… 10. Skoro jednak już zamówiliśmy, czekaliśmy dalej, przyglądając się ciekawym scenom dziejącym się pod Mobile Burgers Wrocław. Do auta co chwilę podchodzili klienci chcący zamówić burgery, niestety w odpowiedzi słyszeli, że zamówienia nie są póki co przyjmowane. Jak dla nas, marketingowy strzał w stopę.

Swoją drogą, skoro podczas zlotów foodtrucków i tak kolejki są spore, i oczekiwanie na zamówienia się przedłuża się dość mocno, może niezłym pomysłem byłoby np. informowanie klientów o stanie ich zamówienia smsem?

Przyglądając się z boku na to co dzieje, nasze obawy o to czy otrzymamy swoje burgery, nieco przybrały na sile, ponieważ tempo wydawania zamówień spadało drastycznie z każdą chwilą, a obsługa w liczbie trzech osób chyba nie do końca ogarniała co się dzieje dookoła. Kiedy od naszego pierwszego podejścia do kasy Mobile Burgers Wrocław minęła godzina i czterdzieści minut, w nasze ręce w końcu trafiły burgery. Wcześniej jednak chowając się przed deszczem pod daszkiem foodtrucka, zerkaliśmy jak idą przygotowania.

wroclove burger mobile 4

Pominę już nieład panujący na grillu, ale tego co działo się podczas przygotowywania mięsa, już nie. Po uformowaniu wołowiny i włożeniu jej na grill, człowiek obsługujący to stanowisko tak żarliwie przyciskał burgery łopatką, że traciły one wszelkie soki, dodatkowo potwornie brudząc grill, który nie był później czyszczony przez nałożeniem kolejnej porcji mięsa. Już wtedy można było domyślać się, że burgery będą suche. Na sam koniec mięso jest pieprzone oraz obficie posypywane papryką w proszku. Ostatecznie otrzymujemy zawiniętego w papier śniadaniowy a’la burgera.

wroclove burger mobile 1 wroclove burger mobile 2 wroclove burger mobile 3Farmer, czyli 160 g wołowiny, ser, ogórek, sałata, pomidor, cebula, smażony boczek i na naszą prośbę jeszcze jalapeno. Za całość zapłaciliśmy 15,50 zł.

Ciężko opisać to co otrzymaliśmy, zwłaszcza po zjedzeniu nieco wcześniej świetnego burgera z Pasibusa. Bułka jak z Lidla, podobna do tych serwowanych w barach, gdzie hamburgera możemy kupić za 4,5 zł. Pomimo podpiekania jej w piecyku, dalej była miękką i gumowata, o chrupkości można zapomnieć. Przechodząc dalej, pierwszy w oczy rzuca się ser typu gouda w plasterku, surowy, nieroztopiony. Do boczku przyczepić się nie mam prawa. Był dokładnie taki, jak sobie zażyczyliśmy. Upieczony właściwie na skwarek, chrupiący i nadający nieco życia temu mdłemu burgerowi.

Mięso właściwie powinienem przemilczeć, ponieważ okazało się suchym wiórkiem, przypominającym w smaku kotleta mielonego. Nie żebym nie lubił mielonych, ale nie o to chodziło podczas zamawiania burgera.

Sos? Jaki sos? W środku odnalazła się tylko jakaś ciapka majonezu, ale kompletnie zgubiła się w całości. Warzywa świeże, owszem, ale na tle ogólnej beznadziei, nie miały szansy zaistnieć. Papryczki jalapeno o swojej ostrości słyszały chyba ostatni raz będąc jeszcze na krzaczku, natomiast straciły ją kompletnie w octowej zalewie, z której zostały wyjęte przed podaniem. Całość okazała się tak sucha, że po trzech gryzach ciężko było przełknąć kolejne.

Nie przedłużając, burger w Mobile Burgers Wrocław okazał się katastrofą, drugą była długość oczekiwania, a trzecią podejście do klienta. Załoga MBW nie zrozumiała jeszcze chyba, że warto uśmiechnąć się do klienta, zagadać, może opowiedzieć o swoim produkcie. I jeszcze na koniec. Nie próbuję się czepiać na siłę. Większość foodtruckowych ekip będących na zlocie potrafiło sobie poradzić z długimi kolejkami, serwując przy tym smaczne jedzenie. Jeśli ktoś wykonuje swoja pracę za karę, to niestety, ciężko o sukcesy.

Mobile Burgers Wrocław

ul. Hubska 102/118

facebook.com/MobileBurgers

 

Soczewka, czyli burger genialny

Do tej pory, kiedy chciałem zjeść naprawdę świetnego burgera na spokojnie, czyli nie stojąc przy foodtrucku, udawałem się do Winnersa. Burgery w tym miejscu w połączeniu ze świetnym klimatem pubu stanowiły doskonałe połączenie. Przez długi czas nie spodziewałem się, że trafię we Wrocławiu na miejsce, które skutecznie pobije jakość z Winnersa. Dużo dobrego słyszałem o powstałej niedawno restauracji Soczewka, choć idąc tam nie nastawiałem się na cuda, ponieważ w ostatnich czasach przeżyłem już sporo rozczarowań w miejscach, które rzekomo miały być świetne.

Foto - wroclaw.pl

Foto – wroclaw.pl

Restauracja, czy właściwie bar, którego przewodnim motywem w menu jest wołowina, powstała na miejscu, gdzie przez poprzednie 24 lata znajdował się zakład optyczny właśnie o nazwie Soczewka. Wołowina jest tu obecna w burgerach, jak i w postaci steków, a cały proces przygotowywania, jeśli mamy na to ochotę, możemy obserwować siadając w ostatniej sali dość sporego lokalu. Ja wybieram opcję wakacyjną, czyli konsumpcję na ogródku znajdującego się w samym sercu Wrocławia.

Menu ułożone jest na stolikach w postaci podkładki pod talerz, więc od razu możemy zerknąć na propozycje dań.

soczewka 1 soczewka 2

Długo się nie zastanawiając, mimo że wybór jest spory, wybieram pierwszą pozycję, która jednak nie jest typowym standardem dostępnym w innych barach. Cheddar Burger za 27 zł to połączenie sera cheddar, surówki coleslaw, krążków cebulowych i majonezu.

Przy zamówieniu mam jedną prośbę, mianowicie chciałbym zamienić majonez na sos BBQ. Niezwykle miła pani kelnerka, która od pierwszego momentu sprawia wrażenie znającej się na swoim zawodzie, informuje, że ogólnie takie zmiany raczej nie są mile widziane na kuchni z racji sporego wyboru w karcie, ale na moje specjalne życzenie postara się zrobić wszystko, aby sos barbeque znalazł się w moim burgerze. Jak się później okaże, był to doskonały ruch z mojej strony. Na koniec z ust kelnerki pada pytanie o stopień wysmażenia burgera. Decyduję się na medium. Dodatkowo mamy możliwość wyboru pomiędzy aż czterema różnymi bułkami, a mój strzał pada na tą tymiankowo-cytrynową.

Buki do wyboru: sezamowa/ pełnoziarnista/ tymiankowo- cytrynowa/ z sepią. Foto - facebook Soczewka

Buki do wyboru: sezamowa/ pełnoziarnista/ tymiankowo- cytrynowa/ z sepią. Foto – facebook Soczewka

Słoneczna pogoda sprawiła, że nie zapytałem nawet o czas oczekiwania, skupiając się na możliwości rozkoszowania się przebywaniem w najbardziej urokliwym miejscu we Wrocławiu, czyli na Rynku. Jak się jednak okazało, czekać nie musiałem za długo, ponieważ po niespełna 15 minutach kelnerka obsługująca mój stolik przyniosła burgera. Chwilę wcześniej trafił na niego zamówiony napój w kojarzącym się z PRL-owskimi stołówkami kubeczku, co – jako fanowi tych czasów – niezwykle przypadło mi do gustu.

soczewka 3

soczewka 4

Mój burger wygląda niesamowicie, został podany z frytkami oraz krążkami cebulowymi i sosem pomidorowym.

soczewka 5

Na początek próbuję frytek i krążków. Maczam je w sosiku pomidorowym, który jest niezwykle delikatny, lekko ziołowy, zdecydowanie górujący nad wszelkimi kupnymi ketchupami. Co ważne, wszystkie sosy są wykonywane na miejscu o czym jeszcze za chwilę wspomnę. Krążki otoczone są delikatną panierką i smakują wybornie. Z kolei frytki są co prawda z mrożonki, ale takie jak lubię, grube, dodatkowo posypane ziołami, co doskonale podkręca smaki w połączeniu z sosem.

Najważniejszym bohaterem okazał się jednak Cheddar Burger.

soczewka 6Już na pierwszy rzut oka i węch można było stwierdzić, że będzie to coś świetnego. Nie spodziewałem się jednak aż takiego WOW. Bułka tymiankowo-cytrynowa została doskonale zgrillowana z obu stron, dzięki czemu nawet po wypłynięciu soków z burgera pozostała chrupiąca. Wspaniałym doznaniem okazały się dochodzące z niej cytrynowe smaki.

soczewka 7 soczewka 8

Co tu dużo mówić, ten burger okazał się wybitny. Mięso zdjęte z grilla w idealnym momencie, podane zgodnie z zamówieniem, lekko różowawe w środku. Sam smak wołowiny to już w ogóle inny wymiar, a także kamyczek do ogródka tych, którzy na naszym facebookowym fanpage’u w komentarzach próbują przekonywać cały świat, że wołowina najlepiej smakuje sama, bez przypraw. Przykro mi, kucharze w Soczewce właśnie udowadniają jak należy doprawić mięso do burgera, żeby pozostało soczyste, a do tego świetnie smakowało. Arcydzieło.

Jeśli dodam do tego dodatki, czyli chrupiące krążki cebulowe oraz surówkę coleslaw w połączeniu z aksamitnym, robionym na miejscu sosem BBQ, okaże się, że trafiłem na burgera idealnego. Po kilku gryzach utwierdziłem się w przekonaniu, że ludzie na kuchni maja pojęcie na temat tego co robią. Sos BBQ w Soczewce jest idealny, lekko słodkawy, z dymnym posmakiem oraz wyczuwalnymi kawałkami śliwek, a co najważniejsze, stanowi dopełnienie burgera, a nie jego dominujący element. Ogólnie całość jest tak skomponowana, że wszystkie składniki doskonale ze sobą współgrają. Zaskakująca, ale pozytywnie jest surówka coleslaw, roztopiony cheddar świetnie podtrzymuje mięso, a delikatna bułka do samego końca utrzymuje wszystko w jednym kawałku.

Lepszego burgera we Wrocławiu nie jadłem i wiem, że kucharze w Soczewce postawili całej reszcie poprzeczkę bardzo wysoko. Wielkim plusem jest przemiła i sprawnie działająca obsługa, która umiejętnie doradza i zna kartę bez zająknięcia, a o poszczególnych pozycjach z menu opowiada barwnie i ze znajomością. Polecam z pełnym przekonaniem o jakości mięsa, dodatków, całego burgera i kompetencji pracowników. Wrocław ma bar z burgerami na najwyższym poziomie, bezsprzecznie.

Soczewka

ul. Rynek 20/21

facebook.com/soczewkawroclaw

 

Le Chef, czyli pyszne przekąski wieczorową porą

Jakiś czas temu natknęliśmy się ze znajomymi na dopiero otwarty lokal zaraz przy Burger Love, który od początku wzbudził nasze zainteresowanie, głównie ze względu na menu oraz lokalizację. Wtedy jednak nie za bardzo mogliśmy usiąść z powodu braku czasu, ale obiecaliśmy sobie, że w najbliższym czasie na pewno się tam udamy. W kolejnych dniach niestety także dość ciężko było nam trafić do Le Chef, a o tym, że w końcu spróbowaliśmy czegokolwiek z ich menu zadecydował przypadek, ponieważ wybraliśmy się do Rynku w innym celu, ale przechodząc obok, nie mogliśmy nie wstąpić.

le chef 1

Le Chef to malutka knajpka, położona w jednym z najbardziej klimatycznych miejsc we Wrocławiu, przy ulicy Więziennej. Gwarną atmosferę, znaną choćby z hiszpańskich uliczek, doskonale obrazują wystawione przed lokalami stoliki wraz z leżakami, przy których właściwie zawsze zasiada komplet klientów. Jak dla mnie, jedno z fajniejszych miejsc w naszym mieście.

10593163_254716871383712_3230131019787966851_n

Przejdźmy jednak do menu, ponieważ przyszliśmy w końcu spróbować czegoś do jedzenia.

le chef 2 le chef 3

Już po pierwszym zerknięciu w kartę, wiedziałem, że moim wyborem będzie jedna z bardzo ciekawych kanapek. Mój wybór padł na Philly Cheese Steak z wolno pieczonym rostbefem, ale jak się okazało, przyszliśmy za późno. Sandwiche wydawane są tylko w godzinach od 8 do 16 czego nie doczytaliśmy. Jako że nie byliśmy nastawieni na duży obiad, postanowiliśmy wybrać trzy przystawki. Pierwszym wyborem okazały się placuszki kukurydziane za 8 zł. Poza tym domówiliśmy kalmary w cieście i prosciutto crudo po 10 zł. Ceny bardzo przystępne, zwłaszcza w tak klimatycznym miejscu.

Dobrym rozwiązaniem jest także możliwość zamówienia do stolika z Le Chef burgerów z Burger Love. Dzięki temu, przychodząc w kilka osób, każdy może popróbować potraw z totalnie innych kulinarnych światów.

Obsługa jest przyjaźnie nastawiona do klientów, działa bardzo sprawnie, za co wielkie brawa mając na uwadze niewielki jeszcze staż Le Chef na wrocławskim rynku gastronomicznym. Nasze tapas zostały podane w przeciągu kilku minut, napoje trafiły na stolik jeszcze szybciej, więc pozostało nam tylko przystąpić do jedzenia.

le chef 4 le chef 7

Placuszki kukurydziane w liczbie trzech zostały podane na drewnianej desce oblane śmietaną oraz z egzotyczna salsą, w której wyczuliśmy mango, szalotkę, pietruszkę, czerwoną cebulę i prawdopodobnie miętę. Salsa okazała się genialna, doskonale orzeźwiająca podczas upałów panujących w stolicy Dolnego Śląska. Słodkość świetnie komponowała się lekką ostrością cebulki oraz kwaskowatą śmietaną. Niestety, nieco gorzej było z placuszkami. Okazały się zbyt twarde. Gdyby były bardzie delikatne, z chęcią skusiłbym się na to danie kolejny raz. Na szczęście to była ostatnia wpadka w Le Chef.

le chef 6

Kalmary podane zostały na identycznej desce jak poprzednia przystawka. Owoce morza nie okazały się typowymi krążkami, a zostały pokrojone w paski, które otoczono delikatną panierką. Obok, jako dodatki, zaserwowano ćwiartkę cytryny do skropienia oraz miseczkę dipu miętowo-ogórkowego. Otrzymaliśmy sześć sztuk soczystych kalmarów z doskonale chrupiącą panierką i naprawdę pysznym sosem. Kalmary nie były twarde ani gumowe, i to one był głównym bohaterem, a nie nadmiernie gruba panierka, której nieco się obawialiśmy. 10 złotych za taką przystawkę to naprawde promocja.

le cheff 5

Kolega zamawiający Prosciutto Crudo okazał się największym wygranym wieczora. Danie tak jak doskonale wyglądało, tak też smakowało. Spora porcja cieniutko pokrojonej szynki, skropionej sosem balsamicznym oraz obsypanej serem Grana Padano oraz rukolą. Właśnie dodatki wyciągnęły jeszcze więcej walorów smakowych z i tak niezwykle aromatycznej i lekko słonawej szynki. Można powtórzyć raz jeszcze – 10 zł za to cudo, to zwyczajnie promocja.

Nie udało nam się w Le Chef zjeść kanapek ani obiadu, ale wyszliśmy bardzo zadowoleni. Tapas okazały się idealnym pomysłem na spędzenie miłego wieczoru w centrum miasta przy pysznym jedzeniu oraz – do wyboru – piwie lub Prosecco. Za taki klimat można oddać wiele, a jeśli w dodatku jest on połączony z dobrym jedzeniem, naprawdę niewiele potrzeba więcej do szczęścia. Wyczekujcie kolejnych relacji z Le Chef, ponieważ na pewno nie odpuścimy sobie okazji do spróbowania kanapek i ryb z menu.

 

Le Chef

ul. Więzienna 31

facebook.com/chefwroclaw

Wrocławski Festiwal Foodtrucków

Wielokrotnie zazdrościłem chłopakom ze Streetfoodpolska.pl ilości odwiedzonych zlotów foodtrucków. W Warszawie imprezy z cyklu choćby Żarcia na Kółkach odbywają się cyklicznie, a podczas wakacji właściwie regularnie co dwa tygodnie. Wrocław do tej pory był niestety kompletnie niezagospodarowany na tym polu. Na całe jednak szczęście dla  nas, czyli osób kochających dobre jedzenie, właściciele trzech wrocławskich foodtrucków skrzyknęli się, dzięki czemu już w sobotę i niedzielę (9 i 10.08.2014) zorganizowany zostanie pierwszy Wrocławski Festiwal Foodtrucków.

984173_1435392233415977_4451870716203128081_n

Wspomnianymi wyżej organizatorami Festiwalu są: 66 American Burger, Happy Little Truck oraz Taho Cafe. To właśnie dzięki nim będziemy mieli okazję przez cały weekend rozkoszować się przepysznym jedzeniem z mobilnych restauracji. Niezwykle cieszymy się także, ponieważ nasz blog został jednym z patronów medialnych imprezy.

Festiwal potrwa dwa dni, a nowych dań będziemy mogli spróbować w dwóch lokalizacjach. Najpierw w sobotę od godziny 14 festiwalowa karawana rozstawi się na Kafe Plaża tuż przy moście Grunwaldzkim, natomiast w niedzielę wszyscy przeniosą się solidarnie na Wrocławski Tor Wyścigów Konnych na Partynicach. Tam z kolei Festiwal rozpocznie się już o 13.

Kogo zobaczymy podczas festiwalu foodtrucków?

66 American Burger, czyli specjalizujący się w serwowaniu burgerów wrocławski foodtruck, który najczęściej stacjonuje przy Wyspie Słodowej.

10548272_1436995256589008_4406656849011980212_o

Sezonowo Zdrowo, czyli coś dla tych, którzy wolą nieco zdrowsze jedzenie.

10592910_1436470246641509_8373033359055387888_n

Happy Little Truck, czyli wrocławska mobilna pizzeria z piecem opalanym drewnem, wbudowanym w środku.

1901378_756455867727810_9022564824715186468_n

 

Taho Cafe zapewni nam w te gorące dni genialną domową lemoniadę, a także kawę na rozbudzenie.

10269374_1435403766748157_8199149745686861070_n

Wurst Kiosk, czyli ekipa przyjezdna, z Warszawy, serwująca niemieckie specjały, m.in. bratwursty, currywursty i belgijskie frytki.

10583998_677824475644401_3578587705576485922_n

Co ja Ciacham zapewni nam odpowiedni deser po obfitym obiedzie.

10520651_1434341483521052_719741165521911891_n

Pasta Mobile, czyli kolejny foodtruck z Warszawy, zaspokoi każdego miłośnika makaronów.

10584041_1433960623559138_5179671309436611406_n

Pan Japan to jeszcze jedna ekipa ze stolicy, tym razem trafiająca w gusta osób lubiących kuchnię japońską.

10525683_1433526803602520_5333627756546023498_n

Zapieksy Wyborowe, czyli pyszne i chrupiące zapiekanki w kilku odsłonach prosto z Gliwic.

10514641_494182170713276_662894231718112958_n

 Gastromachina z Łodzi, w której zjecie burgery, ciabatty i quesadille.

10409675_317301821760106_741365155818948338_n

Dziesięć aut z oryginalnym jedzeniem, uczta dla kochający jedzenie oraz dla osób lubiących poznawać nowe smaki. Wpadajcie w weekend na Kafe Plażę oraz Partynice, odłóżcie na bok gotowanie obiadu, tym bardziej, że zapowiada się nam fantastyczna pogoda.

 

Street Burger, czyli pewnego poziomu nie da się przeskoczyć

Czasami, kiedy jeżdżę sporo po mieście, staram się zatrzymać choć na chwilę, na małą przekąskę w miejscu, w którym jeszcze nie jadłem. Kilka dni temu udało mi się zakręcić w okolicach Arkad, więc szybko przypomniałem sobie, że kiedyś widziałem tam malutką burgerownię pod nasypem. Szybkie zerknięcie w Google i mogłem się udać do baru Street Burger, mieszczącego się pod nasypem przy ul. Bogusławskiego, zaraz za Teatrem Polskim.

Foto - Facebook Street Burger

Foto – Facebook Street Burger

Sam lokal urządzony jest w dość typowym dla knajpek pod nasypami stylu. Kilka stolików z wysokimi krzesłami, bar wzdłuż jednej ze ścian, i tyle. Zaraz po wejściu, na ścianie po lewej stronie natrafiamy na menu.

street burger 1

W menu uderza w nas dość dziwna opcja, a mianowicie: „Burger w bułce lub z frytkami”. Rozwiązanie dość kontrowersyjne, przyznacie. Poza tym, możemy wybierać pomiędzy bułkami XL lub XXL, które obsługujący nas właściciel Street Burgera z wielką chęcią przedstawia. Z opcji bez bułki jednak zrezygnuję, zamawiam więc Cheeseburgera XL oraz dodatkowe frytki, a za całość płacę 21 zł. Siadam przy stoliku, zerkając ukradkiem jak smaży się mój burger. Mięso zostało wyciągnięte z lodówki  już uformowane i natychmiast trafiło na rozgrzanego grilla. W tym czasie przyrządzano resztę składników. Cała operacja trwała jakieś 8-10 minut, po czym na moim stole najpierw znalazły się frytki.

street burger 2

Grube, usmażone na chrupko, oczywiście z mrożonki, ale przyzwoite. Szkoda tylko, że ktoś postanowił je zasypać solą. Tacka od razu skojarzyła mi się z frytkami podawanymi na dworcu we Wrocławiu jakieś 15 lat temu.

Ważniejszym puntem okazał się jednak sam burger, dość monstrualnie wyglądający na pierwszy rzut oka.

street burger 3 street burger 4

W Cheeseburgerze, poza bułką i wołowiną, znalazło się miejsce dla stopionego cheddara, czerwonej cebuli, sałaty lodowej i ogórka kiszonego. Można powiedzieć, klasyk.

street burger 5

Całość została dosłownie zalana majonezem, pomieszanym prawdopodobnie z ketchupem. Nie sos okazał się jednak największym problemem, a wysokość burgera. Po złapaniu całości i lekkim zgnieceniu, okazało się, że nie jestem w stanie ugryźć burgera, ponieważ jest zwyczajnie zbyt duży. Zrobiłem więc jedyną rozsądną rzecz, która przyszła mi do głowy, i wyjąłem nadmiar sałaty, której w środku było faktycznie bardzo dużo.

Pierwszym wyczuwalnym elementem, po premierowym gryzie, była bułka. Zaskakująco dobra, nie napompowana, lekko przypieczona na grillu, nie chłonąca majonezu. Właściwie tylko dzięki jej dość zbitej strukturze jakoś udało się utrzymać wszystko do końca w jednym kawałku, choć łatwo nie było.

street burger 6

Choć nikt wcześniej mnie o to nie pytał, wołowina została usmażona na różowo, na co narzekać nie mogłem. Mięso przywoite, ale zdecydowanie zdominowane przez zbyt dużą ilość dodatków. Nawet po usunięciu nadmiaru sałaty, mięso nie mogło się przebić przez smak majonezu, kwaskowatośc ogórka, no i wspomnianej już sałaty. Wołowinie zabrakło wyrazistości także dlatego, że nie zostało w żaden sposób doprawione. Czysta wołowina, która nie została potraktowana ani pieprzem, ani solą. Trochę to za mało, tym bardziej w połączeniu z fatalną mieszanką majonezowo-ketchupową.

Cheddar, który miał nadawać charakterystycznego smaku także zaginął w gąszczu innych dodatków, z których jeszcze jeden otrzymałem na papierowej tacce obok burgera. Wystarczyła jedna próba, żeby zorientować się, że mam do czynienia z kupną, dostępną w marketach surówką z białej kapusty. Było to coś pomiędzy białą kapustą z marchewką, a kapustą kiszoną. W każdym razie – niejadalne, kompletnie niepasujące do burgera.

Byłem, zjadłem, szybko zapomniałem, tyle. Street Burger okazał się kolejnym miejscem bez wyrazu, które powstało na fali mody burgerowej w Polsce. Niestety, nie wszyscy mogą i potrafią wybić się ponad przeciętność.

 

Street Burger

ul. Bogusławskiego 46

facebook.pl/streetburger

Byczy Burger – konkurs

Dawno nie było żadnego konkursu, więc zapraszamy na kolejny.  Tym razem mamy dla was zaproszenie dla dwóch osób na burgera do Byczego Burgera, czyli jednego z najnowszych wrocławskich foodtrucków.

10440214_673031829435044_7320954142739315531_n

Co zrobić, aby wygrać zaproszenie na dwa burgery? Wystarczy polubić facebookowy fanpage   Byczego Burgera oraz w komentarzu na naszym facebookowym fanpage’u (tutaj) wpisać lub wysłać w mailu (wroclawskiejedzenie@wp.pl) opis swojego wymarzonego WegeByczego Burgera, czyli burgera wegetariańskiego wraz z jej nazwą. Swoje głosy wpisujemy tak:

[NAZWA BURGERA] – składnik 1, składnik 2, składnik 3, składnik 4 itd.  czyli np. Wege Burger – kotlet z cieciorki, pomidor, pikle, majonez.

Konkurs trwa do godziny 23.59 w sobotę 9. sierpnia.

Zwycięzcę wyłoni komisja w skład której wchodzą właściciele Byczego Burgera. Zwycięski burger ma szansę na stałe wejść do karty Byczego.

Zapraszamy do udziału!

Naszą recenzję z Byczego Burgera możecie znaleźć tutaj.

Byczy Burger, czyli burgery z muzyką Dżemu w tle

Liczba food trucków we Wrocławiu rośnie w imponującym tempie, a jednym z najnowszych jest kolejny specjalizujący się w serwowaniu burgerów – Byczy Burger. Chłopaki, którzy prowadzą tę burgerownię na kółkach stacjonują na stałe na terenie Dworca PKS, ale mi udało się ich złapać podczas odbywającego się pierwszy raz w sobotę Wrocławskiego Bazaru Smakoszy przy Hali Stulecia.

10590511_263374857185858_2774446287765914416_n

Kiedy przyszliśmy było jeszcze zamknięte, więc skorzystaliśmy ze świetnej pogody, rozkładając się nieopodal Byczego Burgera, czekając na otwarcie. Właściciele już się przygotowywali, a w międzyczasie napiliśmy się pysznej lemoniady od Taho Cafe.

bazar1

Wypiliśmy, i akurat można było podchodzić do food trucka, aby zerknąć na to, co znajdziemy w menu.

byczy burger 9Ceny przyjazne, a ceny napojów – świetne. Mało co irytuje mnie tak bardzo, jak nabijanie rachunków cenami napojów. W Byczym Burgerze wszystko jest ok. Woda za 2 zł, Cola za 4 zł. Jeśli chodzi o burgery, to wybierać możemy pomiędzy standardami oraz – dla osób, które nie przepadają za mięsem – opcją burgera ze smażonym serem. Moja żona decyduje się tradycyjnie na Klasyka za 15 zł, ja złotówkę droższego Byczego Hot, prosząc jednocześnie o naprawdę ostrą wersję dodatków i dobrze wysmażone mięso dla żony, która nie może spożywać surowego.

Na swoje zamówienie czekaliśmy przy stoliku rozłożonym przez właścicieli obok auta jakieś 10 minut, po czym otrzymaliśmy jako pierwszego Klasyka.

byczy burger 1 byczy burger 2

Klasyk, czyli wołowina, sałata, majonez, cebula, pomidor, ogórek i ketchup. Burger zostaje podany na plastikowym talerzyku i, po pierwszym rzucie oka na mięso, przewidywałem, że dobrze wysmażone to ono nie jest. I faktycznie, wołowina w Klasyku została zgrillowana idealnie, na różowo w środku, tyle że nie w tym burgerze. Jak się później okazało, mój burger został wysmażony, a więc o ile został popełniony błąd, to szukając pozytywów – chłopaki znają się na swojej robocie i wiedzą jak wysmażyć mięso w sposób  jaki życzy sobie klient. Pomylone zostały natomiast burgery.

byczy burger 4

Jakoś to przeżyliśmy, przechodząc do próbowania smaków. Na pierwszy strzał – bułka. Jak dla mnie świetna, niemal tak samo dobra jak ta z Pasibusa. Posypana sezamem, idealnie chrupiąca na zewnątrz, podpieczona na grillu i mięciutka w środku. Nie jest za gruba, dzięki czemu nie dominuje i nie wysusza burgera. Do ostatniego momentu trzymała w ryzach wszystkie składniki.

Mięso jest dość grubo zmielone, soczyste. Czuć, że to dobrej jakości, smaczna wołowina, ale na pewno do dopracowania pozostało jej doprawienie. W mięsie brakuje czegoś, co sprawiłoby, że będzie się wyróżniało spośród natłoku nijakich ostatnio burgerowni. Niewątpliwie jednak jest smaczne. Gorszym elementem są niestety dodatki. Zwyczajny, kupny ketchup i majonez to jednak za mało. Aż prosiłoby się o dodanie jakiegoś ciekawego sosiku, który urozmaiciłby smaki.

Drugim zamówionym burgerem był Byczy Hot, czyli wołowina, sałata, papryczka jalapeno, cebula, majonez i salsa.


byczy burger 5

byczy burger 3

byczy burger 6 byczy burger 8

Mięso, mimo że wysmażone, nie okazało się za suche i smakowało – podobnie jak w poprzednim burgerze – nieźle. O bułce było wyżej, jest świetna. Problemem okazują się jednak dodatki, a właściwie sosy. Majonez, poprzez swoja ilość, stłumił właściwie wszystkie smaki, a salsa w sumie niewiele różniła się od ketchupu. Faktem jednak jest, że to trochę nasza wina, ponieważ mogliśmy poprosić o burgera z dodatkiem dostępnego sosu BBQ.

Coś, gdzieś dzwoni, ale jeszcze nie wiadomo, w którym kościele. Uważam, że potencjał w Byczym Burgerze jest spory, ale zdecydowanie zastanowiłbym się nad zastąpieniem zwykłego majonezu i ketchupu fajnymi salsami oraz może nieco doprawił mięso. Daję jednak chłopakom spory kredyt zaufania, ponieważ oczekiwanie na jedzenie umila nam głośno grająca muzyka Dżemu, który kocham miłością podobną do jedzenia. Dla Dżemu i bardzo fajnej bułki, a także – mam nadzieję – poprawiających się niebawem dodatków, będę śledził rozwój tego baru na kółkach.

Byczy Burger

ul. Sucha/Joannitów przy Dworcu PKS

facebook.pl/byczyburgerwro

Pasibus – konkurs

Konkursowy sezon na naszym blogu w pełni. Tym razem mamy dla was zaproszenie dla dwóch osób na burgery do Pasibusa, czyli miejsca, którego fanom burgerów specjalnie przedstawiać nie trzeba. Zresztą zerknijcie sami na naszą recenzję: PASIBUS

konkurs na wlasnego buksa

Co zrobić, aby wygrać zaproszenie na burgera dla dwóch osób? Wystarczy polubić facebookowy fanpage  Pasibusa oraz w komentarzu na naszym facebookowym fanpage’u (tutaj) wpisać lub wysłać w mailu (wroclawskiejedzenie@wp.pl) opis swojego wymarzonego burgera. Aby wszystko miało ręce i nogi, prosimy o korzystanie z takiego szablonu:

[NAZWA BURGERA] – 100% wołowiny, składnik 1, składnik 2… , czyli np. Włoski Pastuch – 100% wołowiny, rucola, sos pomidorowy, parmezan, boczek 

Konkurs trwa do godziny 23.59 w piątek 1. sierpnia. Wśród osób, które poprawnie odpowiedzą na pytanie, wylosujemy podwójne zaproszenie na burgera do Pasibusa.

Zwycięzcę wyłoni komisja w skład której wchodzą właściciele Pasibusa. Zwycięski burger na 2-3 dni zagości w menu Pasibusa, a jeśli się sprawdzi, wejdzie do niego na stałe.

Zapraszamy do udziału!

 

Patelnia, czyli smaczne jedzenie z pomysłem

Czas typowych fast foodów sprzed lat z hamburgerami „z Biedronki”, minął już chyba – na szczęście – bezpowrotnie. Nadszedł natomiast okres, w którym budki z szybkim jedzeniem prowadzone są przez ludzi nie idących na łatwiznę, mających konkretny pomysł na swój biznes. Takim barem okazuje się Patelnia, czyli malutka budka, w której możemy zjeść kilka naprawdę fajnych, i co ważne, smacznych dań pochodzących z całego świata.

patelnia 8Patelnia to właściwie kioskowe okienko, z którego wydawane są zamówione dania. Póki co nie ma jeszcze gdzie usiąść z jedzeniem, ale jak poinformowała mnie właścicielka, wszystko jest na dobrej drodze, aby w niedalekiej przyszłości przed Patelnią stanęły stoliki. Do Patelni trafiłem przez przypadek, przechodząc ulicą Kuźniczą. Szybko zerknąłem na menu, a za pierwszym razem postanowiłem zamówić tylko małą przekąskę, obiecując sobie, że wrócę tam jeszcze na pewno.

10366078_1513698585520361_5198435481758582648_n

Moim pierwszym strzałem okazała się Quesadilla z kurczakiem, ponieważ nie miałem za wiele czasu, więc chciałem wziąć coś naprawdę na szybko. Zamówiłem, a po 3-4 minutach otrzymałem bardzo ciekawe opakowanie.

patelnia 9

Opakowanie faktycznie świetnie wpisujące się w reguły fast foodów, które można bez problemu wziąć do ręki i zjeść podczas spaceru.

patelnia 10

W pudełeczku znajdziemy cztery kawałeczki quesadili, sporą porcję nachosów oraz pojemniczek dipu z jogurtu naturalnego z dodatkiem szczypiorku. Na pierwszy rzut oka porcja za 10 zł wydaje się być niewielka, po chwili jednak smak quesadili pozwala nam zapomnieć o cenie, ponieważ wgryzamy się w coś niezwykle smacznego.

 

patelnia 11

Pomiędzy kukurydzianymi tortillami natrafiamy na małe kawałki piersi z kurczaka, roztopiona mozarella, szczypiorek oraz świetny słodko-ostry sos, spotykany w barach z azjatyckim jedzeniem. Bardzo dobrym pomysłem jest dołączenie szczypiorku, a całość idealnie komponuje się z delikatnym dipem jogurtowym. Buzia mocno mi się uśmiechała podczas jedzenia od początku do końca.

Z tym większą ochotą udałem się do Patelni na drugi dzień z jasnym założeniem – zjeść burgera wołowego. Do wyboru mamy także burgera wieprzowego, z kurczakiem oraz z kozim serem. Zamawiam, prosząc o burgera bez pomidora, ale z mocno wysmażonym boczkiem. Czekam kilka minutek, po których w moje ręce trafia kolejna przesyłka.

patelnia 1

Jak widać na zdjęciu, z pudełeczkiem udałem się na ławkę w pobliżu Rynku, gdzie zjadłem kolejną świetną rzecz.

patelnia 2

Burger jest słusznych rozmiarów, z dobrze trzymającą całość do końca bułką własnego wypieku oraz dodatkiem wspomnianego wyżej apetycznie przysmażonego boczku,  chrupiącej czerwonej cebuli, słonego ogórka kiszonego, świeżej sałaty oraz relishu pomidorowego i aioli. Dodatkowo zamówiłem frytki, które, jak zapewniła mnie właścicielka, są ręcznie krojone. Do frytek otrzymałem jeszcze malutki kubełek aioli cytrynowego.

patelnia 3

Liczba dodatków nie jest przesadzona, podobnie jak sosu, który nie wsiąka nadmiernie w idealnie zgrillowaną bułkę, będącą bardzo mocnym punktem burgera z Patelni. Nie za sucha, lekko maślana, ale nie dominująca nad mięsem. Mięsem, które z automatu wysmażone jest w stopniu medium, z lekko zaróżowionymi fragmentami wewnątrz, dzięki czemu jest bardzo jędrne i soczyste.

patelnia 4

patelnia 5Wołowina jest dość drobno zmielona i mocno doprawiona, co pozwala jej zdecydowanie wybijać się spośród wszystkich dodatków, jako najważniejszy punkt burgera. Świetną robotę robi także pieczony wolno w świeżych ziołach boczek. Delikatnie słonawy i chrupki, nadający charakter całości. Sosy pozostawiają delikatne smaki, z jednej strony pomidorów, z drugiej majonezu.

Frytki faktycznie okazały się typowo domowe, grubo krojone. Mogłyby być nieco bardziej chrupiące, ale już za sam fakt przygotowywania ich na miejscu, warto je zamówić. Jednak tym, co kupiło mnie zupełnie, to cytrynowe aioli, które zamówiłem jako dodatek do frytek. Krótko mówiąc – lepszego sosu nie próbowałem w życiu. Mocno cytrynowy, kremowy sosik z lekkim dodatkiem czosnku. Fenomenalnie komponuje się zarówno z burgerem, jak i frytkami.

Z całą stanowczością mogę polecić Patelnię, nie tylko za świetnego burgera, nie tylko za ciekawą quesadillę, ale i ciekawy pomysł oraz przyjazne nastawienie do klienta. Obsługa z chęcią opowie wam choćby dlaczego jako dodatek wybrać sól himalajską, a nie zwykłą, w jaki sposób przygotowywane jest mięso, i skąd pochodzi.

Patelnia to zupełnie nowy wymiar myślenia o przygotowywaniu fast foodów. Właściwie wszystkie produkty przygotowywane są własnoręcznie, łącznie z bułkami oraz sosami. Mięsa są marynowane i pieczone długo w niskiej temperaturze. Zresztą niech za komentarz wystarczy hasło przewodnie właścicieli Patelni: „Jedzenie na poziomie restauracyjnym w cenach street food’u”.

Świetne miejsce, do którego chcę wracać jak najczęściej, a przy najbliższej okazji z chęcią zamówię uznawane za specjalność lokalu rilletes, czyli ciabatty do wyboru z: indykiem, wieprzowiną lub dziczyzną, której w barach z fast foodami jeszcze nie spotkałem.

Patelnia Fine Food Fast

ul. Kuźnicza 29 B

facebook.com/patelnia/