pierogi

Le Gyros, czyli wyrobom kurczakopodobnym mówimy stanowcze NIE

Kiedy nie mam czasu wyskoczyć z pracy nawet na chwilę, żeby coś zjeść, decyduję się w ostateczności na zamówienie czegoś z dowozem. Niestety, mieszkając we Wrocławiu dysponujemy ograniczonym wyborem, ponieważ większość jedzenia w opcji z dostawą do pracy/mieszkania, jest zwyczajnie bardzo niskich lotów. Przekonałem się o tym kolejny raz, zamawiając coś, co w menu Le Gyros nosiło nazwę Gyros drobiowy.

Zdecydowałem się na Le Gyros ze względu na bliskość lokalu przy ul. Jaracza. Le Gyros posiada trzy miejscówki we Wrocławiu, poza wspomnianą, także na ulicy Igielnej i Sądowej. W menu znajdziemy zarówno pizzę, gyrosa oraz dania kuchni polskiej z pierogami na czele. Miałem ochotę na jakieś mięsko, więc jako się rzekło – wybieram gyros drobiowy z frytkami i surówką oraz sosem czosnkowym w cenie 20,99 zł za cały zestaw plus 5 zł za dowóz. Dzwonię, zamawiam i otrzymuję informację o ok. 40 minutach oczekiwania.

Po około pół godzinie przyjeżdża moje zamówienie.

20140517_133947

 

Surówka miała być z białej kapusty, jest jednak i biała i czerwona, za którą specjalnie nie przepadam. Całość spakowana jest w standardowy pojemnik styropianowy, natomiast sosik nalany osobno do mniejszego.

Na pierwszy rzut oka coś mi nie pasowało, ale postanowiłem spróbować. Po premierowym gryzie już wiedziałem co jest nie tak – pokrojony drobno kurczak jest wysuszony, a momentami spalony, z potwornie twardą skórką, której nie da się w żaden sposób przegryźć. W porcji widocznej na zdjęciu znalazło się ledwie kilka kawałeczków zdatnych do przełknięcia, niestety kompletnie bez smaku. Kurczak nie dość, że był wysuszony na wiór, to jeszcze ktoś chyba zapomniał użyć podstawowych przypraw. Próbowałem ratować sytuację sosem czosnkowym, ale zanim jeszcze to zrobiłem, odpuściłem sobie. Sos kupny, w smaku podobny do wszystkiego, tylko nie do czosnku.

20140517_133954

Miałem nadzieję, że chociaż frytki nieco zaspokoją mój głód. Niestety, one okazały się dramatem totalnym. Zbyt szybko wyjęte z frytkownicy, gumiaste i nieposolone. Efekt – 90% dania wylądowało w koszu na śmieci, ponieważ nie było możliwości zjedzenia do końca.

Jeśli za takie danie, razem z dowozem, trzeba zapłacić 25,99 zł, to ja dziękuję. W każdym dobrym barze mlecznym zjem za tę kwotę przez dwa dni, smacznie. Le Gyros okazał się totalną klapą, miejscem, w którym o klienta raczej niespecjalnie się dba. Podanie tego, co widzicie na zdjęciu, jest zwyczajnym brakiem szacunku do człowieka, który zamawia.

W tym miejscu więcej zamawiać nie będziemy, mimo że spróbowaliśmy zaledwie jednej pozycji z menu.

Le Gyros

ul. Jaracza 75 a

www.gyros-wroclaw.pl/

facebook.com/legyros.wroclaw

Reklamy

„Domowe obiady”, czyli naprawdę jak u mamy.

Jadając dość często potrawy kuchni meksykańskiej, chińskiej, amerykańskiej, organizm co jakiś czas buntuje się, chcąc otrzymać dawkę dobrego, polskiego jedzenia. Jeśli nie w domu, to gdzie indziej, jak nie w barach mlecznych?

W najbliższym czasie postaram się przedstawić kilka wrocławskich barów z domowym jedzeniem. Na pierwszy rzut idzie miejsce, do którego z racji bliskości pracy, zaglądam regularnie, kilka razy w  tygodniu. Chodzi mianowicie o bar „Domowe obiady” przy ul. Sępa Szarzyńskiego. Typowy osiedlowy bar, z możliwością zjedzenia potraw przy jednym z kilku stolików na miejscu lub zabrania na wynos.

Gdzie leży przepis na sukces barów mlecznych? Nawet nie tyle w cenie dań, a w jakości ich przygotowania. Pewnie nie raz i nie dwa natknęliście się sami na fatalnej jakości jedzenie w barach, oferujących świeże potrawy tylko z nazwy. Siłą „Domowych obiadów” jest świeżość i smak, przenoszący nas pamięcią do dzieciństwa.

Jako że bywam na Sępa często, mogę wam przedstawić kilka dań z menu. Menu, które oferuje zarówno dania mięsne, jak i jarskie. Szokująco niskie – biorąc pod uwagę smak – są ceny. Za zestaw kotleta schabowego lub pierś z kurczaka z ziemniakami, surówką i domowym kompotem zapłacimy 13 zł. Zupa to 3,5 zł, natomiast jeden naleśnik – 2,5 zł. Pierogi ruskie z kolei uszczuplą nasz portfel o 6,5 zł.

Spożywanie wypadałoby rozpocząć od zupki, która każdego dnia jest inna, gotowana na świeżo. Codziennie mamy inną zupę, a w menu przewijają się pomidorowa z ryżem, krupnik, ogórkowa, pieczarkowa, sobotni rosół i mój faworyt – barszcz ukraiński.

obiady domowe krupnikobiady domowe rosół

obiady domowe barszcz czerwony

Zupki są naprawdę przepyszne, z dodatkiem dużej ilości warzyw, przez co są nie tylko sycące, ale i zdrowe.

Kolejną potrawą, która podbija moje serce w tym miejscu są pierogi ruskie. Nie są to ruskie typowe dla barów mlecznych, z samymi ziemniakami. Pierogi niejednokrotnie wyrabiane są na bieżąco i wrzucane na wodę ledwo po ulepieniu. Smakują wybornie, są pieprzne, a w zestawie z zeszkloną cebulką, przypominają te najlepsze domowe.

obiady domowe pierogi

Jeśli po sporej porcji zupy chcę najeść się jeszcze bardziej, zamawiam pierś z kurczaka z ziemniakami i kiszoną kapustą. Delikatny kurczak, jak widać na zdjęciu, jest słusznych rozmiarów, wspaniale komponuje się z kiszona kapustą, która zawsze jest świeża i chrupiąca. Do wyboru mamy oczywiście inne surówki, czyli marchewkę, buraczki, białą kapustę i marchewkę z groszkiem na ciepło.

obiady domowe pierś

 

Na koniec dwa deserowe dania. Naleśniki, do wyboru z: nutellą, serem i dżemem, kosztują 2,50 zł za sztukę. Osobiście do gustu przypadają mi te z serem, polane śmietaną, której akurat na zdjęciu nie ma. obiady domowe naleśniki

I na koniec coś, co w dzieciństwie było moją ukochana potrawą – placki ziemniaczane. Serwowane tylko w soboty, w cenie 6 zł za pięć sztuk. Z wyraźnym dodatkiem cebulki, dobrze wysmażone, chrupiące. Palce lizać.obiady domowe placki

Patrząc na innych klientów, sporym powodzeniem cieszy się wątróbka oraz kotlet schabowy, którego wielkość poraża. Właściwie przykrywa cały talerz. W „Domowych obiadach” możemy zamówić jeszcze m.in. kotlety mielone, pierogi ze szpinakiem, gulasz wieprzowy i zamiennie dla ziemniaków, frytki.

Jedzenie jest pyszne, choć pewnie przez to, że oddalone od ścisłego centrum, niezbyt dobrze znane. Polecam jednak z całego serca, bo niewiele jest miejsc we Wrocławiu, w których można zjeść, jak u mamy. I nie chodzi wcale o wielce wykwintne dania, a tradycyjne i genialnie smakujące.

Domowe obiady

Sępa Szarzyńskiego 67 B