remont wrocław

Remont, czyli studentów też powinno się szanować

Odkąd pamiętam, okolice Placu Grunwaldzkiego kojarzyły mi się z studentami, studenckimi klubikami, tanimi barami i kebabami. W ostatnich czasach coś ruszyło w kierunku polepszenia jakości oferowanych w tym rejonie usług gastronomicznych, chociaż dalej w większości lokali panuje chyba przekonanie, że student zbyt wiele nie wymaga, więc można mu podać byle co, byle jak, oby tylko było tanio i dużo, a najlepiej z niedrogim piwem. O barze Remont usłyszałem stosunkowo niedawno, podczas dyskusji na naszym facebookowym fanpage’u. Opinie były dość zróżnicowane, więc postanowiłem na chwilę cofnąć się o kilka dobrych lat, wracając do studenckich klimatów.

remont 2 remont 9

Remont znajduje się na grunwaldzkim Manhattanie, wygląda dość surowo, ale jest sporo miejsca, całkiem nieźle zaopatrzony bar, no i istnieje szansa na zjedzenie czegoś w przystępnej cenie. Karta jest dość obszerna, zamówić możemy zarówno pizzę, jedno z kilku dań głównych, zupy i dania mączne.

Remont 1

Tutaj możecie spojrzeć na całe menu. W lokalu zjawiłem się dwukrotnie i, jeśli chodzi o obsługę, to raz byłem w niebie, drugi raz w piekle. Za pierwszym razem z chęcią zostawiłem napiwek, za drugim powinienem domagać się zwrotu pieniędzy.

W obu przypadkach w Remoncie byłem w porze obiadowej, ale ruch nie był wybitnie duży, powiedziałbym wręcz, że niewielki. Pierwszym razem przyszedłem, zasiadłem na miękkiej kanapie, a po kilku sekundach doskoczyła do mnie kelnerka, proponując od raz zupę dnia, którą była ogórkowa w cenie 5 zł. Zdecydowałem się na nią, a do tego domówiłem makaron Penne z kurczakiem w sosie śmietanowym za 15 zł. Obsługą byłem zaskoczony bardzo pozytywnie, zwłaszcza kiedy po 2-3 minutach moim oczom ukazał się nieźle pachnący talerz z zupą.

remont 3

Ogórkowa była pyszna, z mnóstwem warzyw, bardzo aromatyczna. Po prostu domowa. Porcja tak dobrej zupy za pięć złotych to skarb, nie tylko dla studentów. Do tego momentu byłem pod wrażeniem, i to niemałym. Po drugim daniu pojawiła się jednak pierwsza rysa na wizerunku lokalu.

remont 4 remont 5 remont 6Co tu dużo pisać, makaron z podsmażonym kurczakiem, zalany niedoprawioną śmietaną z dodatkiem pietruszki i – dosłownie – dwóch kawałków żółtej papryki. Całość smakowała tak, jak smakować może niedoprawiony, suchy makaron z piersią z kurczaka, czyli nie smakuje. Owszem, porcja jest spora, można się nią spokojnie zapchać na cały dzień, ale drugi raz 15 zł na to danie na pewno nie wydam. Gdyby jeszcze sos był bardziej gęsty, mogłoby nie być aż takiego dramatu, ale niestety, całość spłynęła na dno talerza.

Po pierwszym razie miałem mieszane uczucia, ale w pamięci pozostała pyszna zupa ogórkowa, która sprawiła, że wybrałem się raz jeszcze.

Niestety, druga wizyta okazała się klapą w całej okazałości. Przyszedłem o podobnej porze jak ostatnio, zasiadłem i czekałem. I czekałem, i czekałem. 5 minut, 10 minut, 15 i nic. Żadna z kelnerek, chociaż na zmianie były dwie, nie pokusiła się o podejście i zapytanie czy może chciałbym coś zamówić. Pewnie dlatego, że prowadziły bardzo ożywioną dyskusję z kucharzem. Ruszyłem więc do baru, podpytać czy obowiązuje samoobsługa, bo nigdzie nic na ten temat nie jest napisane, a ostatnio zostałem obsłużony wzorowo. W odpowiedzi usłyszałem, że dzisiaj zamówienia przyjmowane są przy barze, nie wiadomo dlaczego. Chciałem zamówić żurek, niestety okazało się, że go nie. Zrezygnowałem więc z zupy, prosząc o fileta z kurczaka w panierce, z kluskami śląskimi oraz surówkami. Grzecznie poprosiłem, aby na moim talerzu wylądowała surówka z białej kapusty lub marchewka, co sprawiło bardzo duży problem, ponieważ kelnerka nie wiedziała czy może zamienić standardowy bukiet surówek na jedną z nich. Po konsultacjach z kucharzem wyszło na to, że ogólnie jest taka możliwość, ale nie dzisiaj, ponieważ marchewki nie ma, a kapusta jest… nieświeża. Zapytałem więc, co wchodzi w skład bukietu surówek, na co mocno poirytowana pani odpowiedziała, że… nie wie. Udała się więc na ponowną konsultację z kucharzem, po czym poinformowała, że: „to co jest akurat na kuchni”… Z ciekawości więc poprosiłem o tę niespodziankę, jednocześnie licząc się ze stratą 3,50 zł.

Jako że zajęte były może dwa inne stoliki, spodziewałem się szybkiego podania. Nic bardziej mylnego, moje dania trafiły do mnie po dobrych 25 minutach.

remont 7

Moją uwagę przykuł głównie bukiet surówek. Buraczki, ogórki konserwowe i czerwona kapusta, jak leci, wszystko w komplecie ze słoików. Wybaczcie, ale o walorach smakowych nie będę pisał. Spróbowałem tylko i odłożyłem na bok.

remont 8

Pięknie przystrojone danie, nieprawdaż? Pierś spora, ale usmażona w frytkownicy, co raczej nijak się ma do informacji z fanpage’a Remontu: „Tradycyjna kuchnia polska”. Jeśli myślę o tradycyjnie polskiej panierowanej piersi z kurczaka, to na pewno nie przychodzi mi do głowy danie z frytkownicy. Danie mogło smakować tak, jak smakują dania z frytkownicy, ale na pewno nie było w tym wszystkim czuć kurczaka. Gdzieś przewijały się aromaty smażonych wcześniej frytek i camemberta, tragedia. Jeszcze większym hitem okazały się kluski śląskie, wcześniej zamrożone i podgrzane w mikrofali. Niestety, ktoś nastawił chyba zły program, bo w środku były jeszcze twarde i ogólnie gumowe. Za tej wątpliwej jakości jedzenie zapłaciłem 16,50 zł.

Będąc pracownikiem Remontu wstydziłbym się podawać klientom takie dania. Zupa ogórkowa zamazała na początku fatalny obraz tego miejsca, ale szybko okazało się, że w tym lokalu ludzi się zwyczajnie nie szanuje. Jeśli nawet to typowo studencka knajpka, to wypada swojego potencjalnego klienta szanować. Czasy się zmieniły, student też wymaga odpowiedniej jakości jedzenia. Tanie czeskie piwo to chyba jedyna rzecz, która może zachęcić do przyjścia do Remontu, bo jedzenie zdecydowanie odradzam.

Bar Remont

Pl. Grunwaldzki

facebook.com/Bar.Remont

 

 

Reklamy