sos czosnkowy

Plackarnia przy PKP, czyli tanie i smaczne placki

Od kilku miesięcy nie ma już we Wrocławiu kultowej plackarni przy Jana Pawła II, ale – na szczęście – natura nie znosi próżni, więc miłośnicy placków ziemniaczanych mają szansę odnaleźć ulubione smaki gdzie indziej. Wcześniej jedliśmy już w Plackarni Arena, gdzie trafiliśmy na pyszne, domowe placki, a ostatnio, dość przypadkowo, skierowaliśmy swoje kroki do plackarni mieszczącej się przy ul. Dworcowej, nieopodal dworca PKP.

placki 1 placki 2

Plackarnia, a właściwie przyczepa, w której owe placki są przygotowywane, znajduje się w pobliżu dwóch innych „foodtrucków” serwujących znane z PRL-u fast foody, w tym m.in. hamburgera za 6 zł. Takie przyjemności sobie odpuściłem, zdecydowałem się na placki z przyczepy, którą dostrzegłem przejeżdżając obok dworca.

Otoczenie nie jest specjalnie zachęcające, ale czego się nie robi żeby zjeść swoją ukochaną od dziecka potrawę. Podchodzę, zerkam do środka, gdzie na tablicy wypisane jest kredą menu. Szokujące menu, a najbardziej szokują ceny.

placki 3

Krótko mówiąc – 1 sztuka to 1 zł, ewentualny sos lub śmietana to koszt rzędu 50 groszy. Placki są smażone na bieżąco na dużej patelni, jednak dużo mniejszej od tej w Plackarni Arena. Zamawiam dwie sztuki, dobieram śmietanę i, swoją porcję otrzymuję od ręki na papierowym talerzyku. Wybrałem śmietanę i cukier, bo tak jadam placki od dziecka, ale jeśli macie inne gusta kulinarne, możecie jeszcze wybierać pomiędzy sosem szczypiorkowo-twarożkowym, czosnkowym, chrzanowo-musztardowym i ketchupem.

Płacę całe 2,50 zł, posypuję słusznie cukrem i zabieram się za jedzenie.

placki 6Placki są spore i jeszcze gorące, ale na pierwszy rzut oka różnią się od tych znanych mi z Plackarni przy Arenie czy z domu. Wyglądają na bardziej pulchne, jakby zostały nieco wzmocnione proszkiem do pieczenia. Są także drobniej starte, przez co wydają się dość delikatne. Oczywiście stwierdzenie „delikatne” w połączeniu z plackami smażonymi w głębokim oleju to spore nadużycie, ale właśnie to przyszło mi na myśl patrząc na te placki.

placki 4 placki 5

Mimo że są bardzo tłuste, do samego końca utrzymują swoją chrupkość. Co tu dużo mówić – są dobre. Co nie znaczy jednak, że idealne. Te z Plackarni Arena smakowały mi bardziej, głównie dlatego, że wyglądały właściwie dokładnie tak jak jadało się tę potrawę w moim domu, z wyczuwalnymi, grubiej startymi ziemniakami. W tych przy PKP zabrakło mi mocniejszego doprawienia i wyczuwalnego smaku cebulki. Na pewno jednak warto podejść i spróbować, zwłaszcza za tę cenę.

Ogólnie jestem fanem wszelkiego rodzaju plackarni, które są raczej wymierającym gatunkiem. Placki kocham niezmiennie, zarówno te domowe, jak i z Plackarni Arena, a teraz także z tej przy Dworcu PKP. Jestem natomiast uczulony na podawanie „placków” z mrożonki z czym spotkałem się m.in. w jednym z wrocławskich barów mlecznych.

Jeśli znacie jakieś inne wrocławskie plackarnie godne odwiedzenia, wrzucajcie informację w komentarzach.

Plackarnia

ul. Dworcowa, przy PKP

 

 

Reklamy

Sevi Kebab, czyli średnio, nic więcej

Mało która potrawa wzbudza tak wielkie emocje jak kebab. Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, aby spośród dziesięciu spytanych osób wszystkim smakował ten sam. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że mięso jest za suche, innemu nie będzie pasować surówka, a jeszcze komuś sos. Podobne emocje we Wrocławiu wywołuje Sevi Kebab, czyli miejscowa sieciówka, która w samej stolicy Dolnego Śląska posiada sześć lokali, a spotkać ja można także w Poznaniu, Rzeszowie, Krakowie, Katowicach, Opolu, Świdnicy, Nowym Sączu i Lubinie. Osobiście odwiedziłem trzy wrocławskie miejscówki, znajdujące się w Pasażu Grunwaldzkim, Galerii Dominikańskiej oraz na ulicy Kuźniczej. Ogólnie Sevi Kebab skupia się na umiejscawianiu swoich barów głównie w galeriach handlowych, gdzie przewija się mnóstwo ludzi.

sevi_pasaz2

Co mamy do wyboru? M.in. takie pozycje:

chicken

durumCeny są bardzo umiarkowane, typowe dla sieciówek, w dużej mierze nastawione na studentów, którzy mają zdaje się 20% rabat na wszystkie dania. Możliwe, że właśnie tymi rabatami, a może smacznym jedzeniem Sevi Kebab przyciąga sporą ilość klientów, ponieważ nie zdarzyło mi się, aby przy ich restauracji/barze nie stała spora kolejka.

Na początek, będąc przelotem w Galerii Dominikańskiej, skusiłem się na mały Durum Chicken za 6,90 zł, czyli świeżo ścinane mięso z kurczaka, warzywa i sos, a to wszystko zawinięte w tortillę. Kolejność jest taka: czekamy w kolejce, zamawiamy, bierzemy rachunek, który przekazujemy człowiekowi przygotowującemu potrawy, a ten zajmuje się naszym zamówieniem. Całość idzie dość sprawnie, więc ciężko tu narzekać, nawet przy dużych kolejkach. Kiedy nadchodzi moja kolej proszę o nałożenie samego kurczaka, sałaty lodowej, sosu czosnkowego oraz kilku zielonych papryczek pepperoni. Poza tym, do wyboru mamy jeszcze czerwoną kapustę oraz mieszankę pomidorów i ogórków. Za kapustą i pomidorami specjalnie nie przepadam, więc dziękuję za nie, choć wyglądają bardzo świeżo.

sevi kebab 1 sevi kebab 2 sevi kebab 3 sevi kebab 4

Całość została bardzo szczelnie zrolowana i zawinięta w folię aluminiową. Wrzucona wcześniej na grilla tortilla jest ciepła i mięciutka, ale z podpieczonymi śladami od grilla. Porcja nie jest największa, ale uważam, że 6,90 zł to naprawdę bardzo przyzwoita cena za tortillę, którą spokojnie można zaspokoić mały głód.

Pierwszym pozytywnym aspektem okazała się właśnie ilość nakładanego mięsa. Do niewielkiej tortilli obsługujący nas Turek dwukrotnie nabierał mięso szczypcami, do tego dorzucił garść pociętej w drobne paski sałaty oraz sporą chochelkę gęstego sosu czosnkowego, a także pięć papryczek.

Zabieramy się do jedzenia. Po pierwszym kontakcie z delikatną tortillą, za chwilę przychodzi zetknięcie z mięsem. Soczystym, bardzo dobrze doprawionym. Sałata bardzo fajnie chrupie i łagodzi mocno piekący smak papryczek. Sos został dodany w ilości idealnej, nie zalał całości, nie zdominował smaku, a jedynie doskonale nawilżył tortillę, nadając kebabowi świeżości. Durum Chicken wypadł bardzo okazale, zaprzeczając złym opiniom na temat Sevi. Niestety, te po części potwierdziły się, kiedy wybrałem się do innego lokalu tej sieci, a dokładniej na ulicę Kuźniczą, tuż przy Rynku.

Menu oczywiście dokładnie to samo, a tym razem zdecydowałem się na duży Chicken Doner za 19,50 zł, czyli kurczaka na talerzu z frytkami, sałatką i sosem. Obsługa, podobnie jak w Galerii, działa bardzo sprawnie, więc już po 3-4 minutach otrzymuję zamówienie, co do którego jednak od początku miałem pewne obawy, ponieważ mięso nie było skrojone na bieżąco, a na talerz nałożono mi ścięte już skrawki, znajdujące się na tacy poniżej kręcącego się kebabu.

sevi kebab 5

Jak się okazało, obawy okazały się słuszne. Mięso było bardzo nierówne. Jedna część była wysuszona, wręcz twarda, co sprawiało, że stała się niezjadliwa, druga natomiast niedostatecznie upieczona, z surową skórą. Zjadłem tyle, ile się dało, zagryzając niedosmażonymi frytami z mrożonki. Całość uratował tylko aromatyczny czosnkowy sos, który miał o wiele bardziej wyrazisty smak, niż ten w poprzednim lokalu. Jako całość, niestety danie okazało się klapą, ponieważ ponad połowa kurczaka była niezjadliwa.

Żeby jednak móc w pełni wypowiedzieć się na temat Sevi, kolejnego dnia swoje kroki skierowałem do Pasażu Grunwaldzkiego, gdzie także znajduje się następny lokal opisywanej sieci. Decyzja mogła być tylko jedna – wybór padł na Durum Kebab, ponownie mały, czyli tortillę z wołowiną i warzywami. Właśnie, wołowinę, a nie mieszankę wołowiny z baraniną jak widnieje w menu. Procedura zamawiania wygląda dokładnie tak samo i przebiega równie sprawnie, więc po około 5 minutach trzymam w ręce swoje zawiniątko.

Sevi e=kebab 6 wołowina sevi kebab 7 zołowina

Tortilla ponownie jest przyjemnie zgrillowana, ale w środku jest jakby nieco mniej mięsa. Wołowina została ścięta bezpośrednio do tortilli, do której ponownie dodano sałatę, papryczki i sos czosnkowy. O mięsie można powiedzieć wszystko, poza tym, że jest wysuszone. Wołowina okazuje się doskonała, aromatyczna, dobrze doprawiona -prawdopodobnie papryką i soczysta. Można śmiało stwierdzić, że mięso miało tylko jedną wadę – było go za mało, aczkolwiek za 6,90 zł nie możemy też oczekiwać cudów. Innym razem spróbowałem większej porcji, i ta faktycznie okazała się spora. Świetną robotę robią także ostre przyprawy. Jeśli kochacie ostrość podobnie jak ja, polecam przy każdej wizycie w Sevi dobrać sobie jako bezpłatny dodatek kilka papryczek pepperoni oraz posypać całość suszonymi ziarnami chili.

Sevi Kebab nie okazał się wybitnym miejscem, ale ogólnie – poza jedną wpadką na Kuźniczej – utrzymał równy, średni poziom. Osobiście z chęcią kolejny raz wpadnę do Sevi, kiedy będę musiał zjeść coś na szybko. Mała porcja spokojnie zaspokaja delikatny głód, a i smakowo nie wypada źle. Plusem Sevi jest duży przemiał, przez co rzadko zdarza się tam spotkać przesuszone mięso. Najgorzej wypada chyba lokal na Kuźniczej, który cieszy się stosunkowo najmniejszą popularnością w związku z dużą konkurencją wokół Rynku.

Sevi Kebab

Pasaż Grunwaldzki, Galeria Dominikańska, ul. Kuźnicza 60/62

sevikebab.pl

facebook.pl/sevi-kebab-oriental

 

Pizza Station, czyli placek idealny na imprezę

Osoby, które miały okazję skosztować pizzy w Pizzy Station, dzielą się na dwie grupy: tych, którzy te placki uwielbiają oraz drugich, uważających tamtejszą pizzę za profanację narodowej włoskiej potrawy. We Wrocławiu Pizzę Station zna chyba każdy. Jest to mała sieciówka, która rozpoczęła od malutkiego lokalu przy stacji benzynowej, a obecnie posiada już sześć podobnych miejsc we Wrocławiu i jedno w Poznaniu. Pizzeria bardzo szybko zyskała popularność, głównie dzięki niewygórowanym cenom oraz wielkości pizzy, a dokładnie ciasta. Placek jest typowo amerykański, na grubym cieście z ogromną ilością sera.

file_big

Swoje zamówienie złożyłem telefonicznie, dzwoniąc do lokalu Pizzy Station w Długołęce. Zamówiłem dużą pizzę podzieloną na pół. Na jednej części poprosiłem o Oregon, czyli typową Margheritę, a na drugiej Texas z pieczarkami i kiełbasą salami. Cena za całość – 18,50 zł, dostawa darmowa.

Różnie już bywało z długością oczekiwania na pizzę ze Station, ale akurat tym razem dostawca podjechał pod drzwi po niespełna 25 minutach. Od razu jednak zaznaczę, że miał pizzę tylko dla mnie, stąd ekspresowe tempo. W  kilku innych przypadkach, kiedy dostawca miał do rozwiezienia zamówienia w kilka miejsc, okazywało się, że dostarczony placek jest już gumowy i niedobry. To spowodowało, że przez ostatni rok zrobiłem sobie mały detox na Pizzę Station. Tym razem, po dłuższej przerwie, wszystko było ok.

pizza station 1

Całość wręcz zalana jest jest serem. Co ważne – serem gorącym, ciągnącym się, jakby ledwo wyjętym z pieca.

pizza station 2

Kiedy jadam tę pizzę? Tylko i wyłącznie na kacu lub przed imprezą, kiedy chcę zrobić odpowiednio tłusty „podkład”. Jak dla mnie jest to idealne danie na te dwie okazje. Jeśli miałbym pójść do restauracji i zjeść taki placek, raczej bym sobie odpuścił. Przeciwników Pizzy Station na pewno nie przekonam, ale uważam, że ma ona w sobie coś fajnego, zwłaszcza dla wielbicieli fast foodów.

pizza station 3

Ciasto jest grube, pulchne, mocno wyrośnięte, może się wydawać, że przytłumione ogromną ilością dodatków, ale dobrze się trzyma, więc spokojnie można je jeść rękami. Dodatków, które są naprawdę dobrej jakości. Salami świetnie przypieczone, chrupiące i lekko ostre. Ciągnący się ser i delikatny sos pomidorowy, którego jest akuratnie, bez przesady, dzięki czemu nie dominuje smakiem nad dodatkami. Pieczarki świeże, ale odsączone, nie powodują, że placek jest mokry.

Hitem jest także sos czosnkowy. Majonezowy, z dużą ilością papryki w proszku. Sos jest kremowy, co pozwala nam idealnie rozprowadzić go po całej pizzy, bez obawy, że za chwilę spłynie.

Na pewno nie jest to pizza z Pieca na Szewskiej, ale chyba każdy, kto zamawia pizzę w Pizza Station zdaje sobie z tego sprawę. Pizza Statnio kieruje swoje menu w stronę innej klienteli, głównie studentów, którzy chcą zjeść dużo i za niewielkie pieniądze. Dużą pizzą spokojnie najeść, a właściwie napchać mogą się dwie osoby.

Pizza Station

Długołęka, ul. Wrocławska 52 (stacja Shell)

www.pizzastation.pl/dlugoleka/lokal

Casa Italiana, czyli poprawnie, ale bez fajerwerków

Wrocław pizzeriami stoi, ale na naszym blogu trochę zaniedbaliśmy tę kategorię. Czym prędzej więc spróbujemy to naprawić, a na pierwszy ogień postanowiliśmy wziąć restaurację Casa Italiana przy ul. Więziennej. Pierwszy raz w tym miejscu zjawiliśmy się z żoną już ponad rok temu i pizza nam zasmakowała, a jeszcze bardziej tiramisu, które jest obłędne. Tym razem w wyborze Casa Italiana pomógł nam nieco kupon z Groupona, który kupiliśmy już jakiś czas temu, a właśnie kończył się jego termin. Zarezerwowaliśmy więc miejsce i udaliśmy się na pizzę.

Foto - pitupitu.pl

Foto – pitupitu.pl

Casa Italiana mieści się w lokalu, który widział już sporo restauracji, o ile dobrze pamiętam z brazylijską na czele, ale żadnej nie udało się na dłużej utrzymać na rynku. Wystrój w środku jest pozostałością właśnie po poprzednim najemcy, z dużymi czerwonymi kanapami i dość mrocznymi ciemnościami panującymi w środku. Oczywiście w lecie można zjeść zamówione dania także w ogródku na zewnątrz.

Kupiony przez nas groupon upoważniał nas do zamówienia dwóch pizz za 34,99 zł zamiast 64 zł. Zerkam w menu, a w nim pizze od 13 do 30 zł. Skąd więc 64 zł,ciężko powiedzieć, ale to akurat mogę zwalić na siebie i swoją nieuwagę przy zamawianiu kuponu. Poza pizzą w menu znajdziemy także zupy, makarony oraz dania mięsne ze stekami na czele.

Drugim, niestety większym problemem okazała się obsługa. Owszem, w lokalu zajętych było kilka stolików, ale od momentu wejścia do restauracji, do podania nam kart minęło jakieś 10 minut. Na przyjęcie zamówienia również czekaliśmy kolejnych dziesięć. Zamawiamy w końcu dwie pizze, ja decyduję się na Ognistą, wymieniając w niej salami na pieczarki, natomiast żona wybiera Toscanę.

Fajnym akcentem w dniu, w którym byliśmy okazała się przystawka podawana każdemu z klientów w ramach zamówienia. Otrzymujemy więc na stolik carpaccio z buraków z czosnkiem. Mała rzecz, ale dobrze świadczy o restauracji. Swoją drogą, całkiem fajny starterek, słodkawy z mocno wyczuwalnym aromatem czosnku oraz kaparami.

u wlocha 1

W przeciwieństwie do początkowej obsługi, swoje pizze otrzymujemy w iście ekspresowym tempie. Toscana żony to sosik pomidorowy, ser, pieczarki i szynka.

u wlocha 2

Jak dla mnie ser jest za mocno przypieczony, przez co ciężko powiedzieć, aby był ciągnący. Ciasto cieniutkie, ale chrupiące, bez problemu można jeść – jeśli ktoś lubi – pizzę ręką, bez obawy, że wszystko z niej spadnie. Ciasto jest zdecydowanie największą zaletą pizzy w Casa Italiana. Dodatki do bólu standardowe, niestety bez wyraźnie przebijających się smaków, tak, jakby ktoś zapomniał, że pizzę można posypać choćby ziołami.

Pizza Ognista w moim wydaniu to sosik, ser, pieczarki i papryczka jalapeno.

u wlocha 3Jedna rzecz, dzięki której Casa Italiana kupiła mnie w całości – świeża papryczka Jalapeno. Nie jakieś dziwne ścinki z puszki, tylko świeża, bardzo ostra Jalapeno, która nadaje tej pizzy bardzo wyrazistego smaku. Także u mnie ser wydaje się nieco za bardzo przypieczony, czego nie można powiedzieć o pieczarkach, które delikatnie nawilżają ciasto. O placku wspominałem już wyżej.

u wlocha 4

Momentami pizza jest za sucha, prawdopodobnie przez zbyt małą ilość sosu pod serem, więc zamówiliśmy dodatkowo sos czosnkowy. Całkiem smaczny, mocno aromatyczny z dodatkiem koperku.

Ogólnie jednak, za bardzo dobre ciasto i ostrość świeżej Jalapeno, uważam, że raz na jakiś czas warto wybrać się do Casa Italiana, aczkolwiek na pewno nie jest to poziom Pieca na Szewskiej.

Casa Italiana

ul. Więzienna 5 B

www.pizzauwlocha.pl

facebook.com/CasaItalianaWroc

Le Gyros, czyli wyrobom kurczakopodobnym mówimy stanowcze NIE

Kiedy nie mam czasu wyskoczyć z pracy nawet na chwilę, żeby coś zjeść, decyduję się w ostateczności na zamówienie czegoś z dowozem. Niestety, mieszkając we Wrocławiu dysponujemy ograniczonym wyborem, ponieważ większość jedzenia w opcji z dostawą do pracy/mieszkania, jest zwyczajnie bardzo niskich lotów. Przekonałem się o tym kolejny raz, zamawiając coś, co w menu Le Gyros nosiło nazwę Gyros drobiowy.

Zdecydowałem się na Le Gyros ze względu na bliskość lokalu przy ul. Jaracza. Le Gyros posiada trzy miejscówki we Wrocławiu, poza wspomnianą, także na ulicy Igielnej i Sądowej. W menu znajdziemy zarówno pizzę, gyrosa oraz dania kuchni polskiej z pierogami na czele. Miałem ochotę na jakieś mięsko, więc jako się rzekło – wybieram gyros drobiowy z frytkami i surówką oraz sosem czosnkowym w cenie 20,99 zł za cały zestaw plus 5 zł za dowóz. Dzwonię, zamawiam i otrzymuję informację o ok. 40 minutach oczekiwania.

Po około pół godzinie przyjeżdża moje zamówienie.

20140517_133947

 

Surówka miała być z białej kapusty, jest jednak i biała i czerwona, za którą specjalnie nie przepadam. Całość spakowana jest w standardowy pojemnik styropianowy, natomiast sosik nalany osobno do mniejszego.

Na pierwszy rzut oka coś mi nie pasowało, ale postanowiłem spróbować. Po premierowym gryzie już wiedziałem co jest nie tak – pokrojony drobno kurczak jest wysuszony, a momentami spalony, z potwornie twardą skórką, której nie da się w żaden sposób przegryźć. W porcji widocznej na zdjęciu znalazło się ledwie kilka kawałeczków zdatnych do przełknięcia, niestety kompletnie bez smaku. Kurczak nie dość, że był wysuszony na wiór, to jeszcze ktoś chyba zapomniał użyć podstawowych przypraw. Próbowałem ratować sytuację sosem czosnkowym, ale zanim jeszcze to zrobiłem, odpuściłem sobie. Sos kupny, w smaku podobny do wszystkiego, tylko nie do czosnku.

20140517_133954

Miałem nadzieję, że chociaż frytki nieco zaspokoją mój głód. Niestety, one okazały się dramatem totalnym. Zbyt szybko wyjęte z frytkownicy, gumiaste i nieposolone. Efekt – 90% dania wylądowało w koszu na śmieci, ponieważ nie było możliwości zjedzenia do końca.

Jeśli za takie danie, razem z dowozem, trzeba zapłacić 25,99 zł, to ja dziękuję. W każdym dobrym barze mlecznym zjem za tę kwotę przez dwa dni, smacznie. Le Gyros okazał się totalną klapą, miejscem, w którym o klienta raczej niespecjalnie się dba. Podanie tego, co widzicie na zdjęciu, jest zwyczajnym brakiem szacunku do człowieka, który zamawia.

W tym miejscu więcej zamawiać nie będziemy, mimo że spróbowaliśmy zaledwie jednej pozycji z menu.

Le Gyros

ul. Jaracza 75 a

www.gyros-wroclaw.pl/

facebook.com/legyros.wroclaw

Tortilla z kurczakiem na zimno

Kiedy zbliża się sobota, a nam nie chce się specjalnie pichcić wykwintnych potraw, warto spróbować zrobić coś na szybko, co idealnie będzie pasowało na wieczorną imprezę. Dobrym pomysłem są roladki z tortilli na zimno. Roladki lub koreczki, nazwa jest nieważna. Ważny jest atrakcyjny wygląd i świetny smak. Tak naprawdę to od każdego z nas oraz naszych upodobań kulinarnych zależy, co wrzucimy do środka tortilli i czym ugościmy znajomych.

domowe tortille 2

 

Osobiście, w takich daniach lubię prostotę. Tak więc w moich tortillach użyłem następujących składników:

  • tortille pszenne
  • usmażone wcześniej, panierowane piersi z kurczaka
  • sałatę lodową
  • czerwoną fasolę
  • kukurydzę
  • czerwoną paprykę

Przygotowanie całości zajmuje góra kilkanaście minut, a efekt jest wyborny. Na początek najlepiej zając się usmażeniem piersi z kurczaka, która obtaczamy w panierce z bułki tartej, przyprawionej solą, pieprzem i ostrą papryka. Po usmażeniu, kroimy piersi w paseczki i pozwalamy im ostygnąć, a my przygotowujemy resztę.

Na rozłożonej tortilli nie rozsmarowuję sosu, ponieważ wolę go podać w miseczce, aby każdy z gości mógł sam sobie wybrać jego ilość. Do tortilli wrzucam pokrojoną w paseczki sałatę i paprykę oraz fasolę, kukurydzę i kilka kawałków chrupiącego kurczaka. Całość zwijam bardzo mocno, aby każdy element w środku do siebie przylegał i nie wyleciał podczas krojenia. Po zrolowaniu tortilli, wbijam trzy wykałaczki w równych odstępach i, kroję pod kątem.

domowe tortille 1Całość układamy na tacy, w towarzystwie guacamole i sosu czosnkowego. W taki sposób każdy może sam sobie wybrać ulubiony sos lub salsę.

Guacamolę robię w najprostszy możliwy sposób, rozgniatając dwa awokado, dodając drobno posiekaną czerwoną cebulkę i papryczkę chili. Całość skrapiam sokiem z całej limonki i mieszam. Szybka salsa, której smak jest sprawdzony od dawna.

Do sosu czosnkowego potrzebujemy jogurt naturalny, dwie łyżki majonezu, papryczkę chili, dwa ząbki czosnku oraz sól i pieprz. Wszystko blendujemy i wlewamy do miseczki. Milutki, czosnkowy zapach z buzi – gwarantowany.

Takie tortille, jako przystawkę, można podawać od razu, na ciepło lub na zimno, jako świetny dodatek do alkoholu.