wrocławskie burgery

Wrocławski Festiwal Foodtrucków

Wielokrotnie zazdrościłem chłopakom ze Streetfoodpolska.pl ilości odwiedzonych zlotów foodtrucków. W Warszawie imprezy z cyklu choćby Żarcia na Kółkach odbywają się cyklicznie, a podczas wakacji właściwie regularnie co dwa tygodnie. Wrocław do tej pory był niestety kompletnie niezagospodarowany na tym polu. Na całe jednak szczęście dla  nas, czyli osób kochających dobre jedzenie, właściciele trzech wrocławskich foodtrucków skrzyknęli się, dzięki czemu już w sobotę i niedzielę (9 i 10.08.2014) zorganizowany zostanie pierwszy Wrocławski Festiwal Foodtrucków.

984173_1435392233415977_4451870716203128081_n

Wspomnianymi wyżej organizatorami Festiwalu są: 66 American Burger, Happy Little Truck oraz Taho Cafe. To właśnie dzięki nim będziemy mieli okazję przez cały weekend rozkoszować się przepysznym jedzeniem z mobilnych restauracji. Niezwykle cieszymy się także, ponieważ nasz blog został jednym z patronów medialnych imprezy.

Festiwal potrwa dwa dni, a nowych dań będziemy mogli spróbować w dwóch lokalizacjach. Najpierw w sobotę od godziny 14 festiwalowa karawana rozstawi się na Kafe Plaża tuż przy moście Grunwaldzkim, natomiast w niedzielę wszyscy przeniosą się solidarnie na Wrocławski Tor Wyścigów Konnych na Partynicach. Tam z kolei Festiwal rozpocznie się już o 13.

Kogo zobaczymy podczas festiwalu foodtrucków?

66 American Burger, czyli specjalizujący się w serwowaniu burgerów wrocławski foodtruck, który najczęściej stacjonuje przy Wyspie Słodowej.

10548272_1436995256589008_4406656849011980212_o

Sezonowo Zdrowo, czyli coś dla tych, którzy wolą nieco zdrowsze jedzenie.

10592910_1436470246641509_8373033359055387888_n

Happy Little Truck, czyli wrocławska mobilna pizzeria z piecem opalanym drewnem, wbudowanym w środku.

1901378_756455867727810_9022564824715186468_n

 

Taho Cafe zapewni nam w te gorące dni genialną domową lemoniadę, a także kawę na rozbudzenie.

10269374_1435403766748157_8199149745686861070_n

Wurst Kiosk, czyli ekipa przyjezdna, z Warszawy, serwująca niemieckie specjały, m.in. bratwursty, currywursty i belgijskie frytki.

10583998_677824475644401_3578587705576485922_n

Co ja Ciacham zapewni nam odpowiedni deser po obfitym obiedzie.

10520651_1434341483521052_719741165521911891_n

Pasta Mobile, czyli kolejny foodtruck z Warszawy, zaspokoi każdego miłośnika makaronów.

10584041_1433960623559138_5179671309436611406_n

Pan Japan to jeszcze jedna ekipa ze stolicy, tym razem trafiająca w gusta osób lubiących kuchnię japońską.

10525683_1433526803602520_5333627756546023498_n

Zapieksy Wyborowe, czyli pyszne i chrupiące zapiekanki w kilku odsłonach prosto z Gliwic.

10514641_494182170713276_662894231718112958_n

 Gastromachina z Łodzi, w której zjecie burgery, ciabatty i quesadille.

10409675_317301821760106_741365155818948338_n

Dziesięć aut z oryginalnym jedzeniem, uczta dla kochający jedzenie oraz dla osób lubiących poznawać nowe smaki. Wpadajcie w weekend na Kafe Plażę oraz Partynice, odłóżcie na bok gotowanie obiadu, tym bardziej, że zapowiada się nam fantastyczna pogoda.

 

Reklamy

Street Burger, czyli pewnego poziomu nie da się przeskoczyć

Czasami, kiedy jeżdżę sporo po mieście, staram się zatrzymać choć na chwilę, na małą przekąskę w miejscu, w którym jeszcze nie jadłem. Kilka dni temu udało mi się zakręcić w okolicach Arkad, więc szybko przypomniałem sobie, że kiedyś widziałem tam malutką burgerownię pod nasypem. Szybkie zerknięcie w Google i mogłem się udać do baru Street Burger, mieszczącego się pod nasypem przy ul. Bogusławskiego, zaraz za Teatrem Polskim.

Foto - Facebook Street Burger

Foto – Facebook Street Burger

Sam lokal urządzony jest w dość typowym dla knajpek pod nasypami stylu. Kilka stolików z wysokimi krzesłami, bar wzdłuż jednej ze ścian, i tyle. Zaraz po wejściu, na ścianie po lewej stronie natrafiamy na menu.

street burger 1

W menu uderza w nas dość dziwna opcja, a mianowicie: „Burger w bułce lub z frytkami”. Rozwiązanie dość kontrowersyjne, przyznacie. Poza tym, możemy wybierać pomiędzy bułkami XL lub XXL, które obsługujący nas właściciel Street Burgera z wielką chęcią przedstawia. Z opcji bez bułki jednak zrezygnuję, zamawiam więc Cheeseburgera XL oraz dodatkowe frytki, a za całość płacę 21 zł. Siadam przy stoliku, zerkając ukradkiem jak smaży się mój burger. Mięso zostało wyciągnięte z lodówki  już uformowane i natychmiast trafiło na rozgrzanego grilla. W tym czasie przyrządzano resztę składników. Cała operacja trwała jakieś 8-10 minut, po czym na moim stole najpierw znalazły się frytki.

street burger 2

Grube, usmażone na chrupko, oczywiście z mrożonki, ale przyzwoite. Szkoda tylko, że ktoś postanowił je zasypać solą. Tacka od razu skojarzyła mi się z frytkami podawanymi na dworcu we Wrocławiu jakieś 15 lat temu.

Ważniejszym puntem okazał się jednak sam burger, dość monstrualnie wyglądający na pierwszy rzut oka.

street burger 3 street burger 4

W Cheeseburgerze, poza bułką i wołowiną, znalazło się miejsce dla stopionego cheddara, czerwonej cebuli, sałaty lodowej i ogórka kiszonego. Można powiedzieć, klasyk.

street burger 5

Całość została dosłownie zalana majonezem, pomieszanym prawdopodobnie z ketchupem. Nie sos okazał się jednak największym problemem, a wysokość burgera. Po złapaniu całości i lekkim zgnieceniu, okazało się, że nie jestem w stanie ugryźć burgera, ponieważ jest zwyczajnie zbyt duży. Zrobiłem więc jedyną rozsądną rzecz, która przyszła mi do głowy, i wyjąłem nadmiar sałaty, której w środku było faktycznie bardzo dużo.

Pierwszym wyczuwalnym elementem, po premierowym gryzie, była bułka. Zaskakująco dobra, nie napompowana, lekko przypieczona na grillu, nie chłonąca majonezu. Właściwie tylko dzięki jej dość zbitej strukturze jakoś udało się utrzymać wszystko do końca w jednym kawałku, choć łatwo nie było.

street burger 6

Choć nikt wcześniej mnie o to nie pytał, wołowina została usmażona na różowo, na co narzekać nie mogłem. Mięso przywoite, ale zdecydowanie zdominowane przez zbyt dużą ilość dodatków. Nawet po usunięciu nadmiaru sałaty, mięso nie mogło się przebić przez smak majonezu, kwaskowatośc ogórka, no i wspomnianej już sałaty. Wołowinie zabrakło wyrazistości także dlatego, że nie zostało w żaden sposób doprawione. Czysta wołowina, która nie została potraktowana ani pieprzem, ani solą. Trochę to za mało, tym bardziej w połączeniu z fatalną mieszanką majonezowo-ketchupową.

Cheddar, który miał nadawać charakterystycznego smaku także zaginął w gąszczu innych dodatków, z których jeszcze jeden otrzymałem na papierowej tacce obok burgera. Wystarczyła jedna próba, żeby zorientować się, że mam do czynienia z kupną, dostępną w marketach surówką z białej kapusty. Było to coś pomiędzy białą kapustą z marchewką, a kapustą kiszoną. W każdym razie – niejadalne, kompletnie niepasujące do burgera.

Byłem, zjadłem, szybko zapomniałem, tyle. Street Burger okazał się kolejnym miejscem bez wyrazu, które powstało na fali mody burgerowej w Polsce. Niestety, nie wszyscy mogą i potrafią wybić się ponad przeciętność.

 

Street Burger

ul. Bogusławskiego 46

facebook.pl/streetburger

Byczy Burger – konkurs

Dawno nie było żadnego konkursu, więc zapraszamy na kolejny.  Tym razem mamy dla was zaproszenie dla dwóch osób na burgera do Byczego Burgera, czyli jednego z najnowszych wrocławskich foodtrucków.

10440214_673031829435044_7320954142739315531_n

Co zrobić, aby wygrać zaproszenie na dwa burgery? Wystarczy polubić facebookowy fanpage   Byczego Burgera oraz w komentarzu na naszym facebookowym fanpage’u (tutaj) wpisać lub wysłać w mailu (wroclawskiejedzenie@wp.pl) opis swojego wymarzonego WegeByczego Burgera, czyli burgera wegetariańskiego wraz z jej nazwą. Swoje głosy wpisujemy tak:

[NAZWA BURGERA] – składnik 1, składnik 2, składnik 3, składnik 4 itd.  czyli np. Wege Burger – kotlet z cieciorki, pomidor, pikle, majonez.

Konkurs trwa do godziny 23.59 w sobotę 9. sierpnia.

Zwycięzcę wyłoni komisja w skład której wchodzą właściciele Byczego Burgera. Zwycięski burger ma szansę na stałe wejść do karty Byczego.

Zapraszamy do udziału!

Naszą recenzję z Byczego Burgera możecie znaleźć tutaj.

Byczy Burger, czyli burgery z muzyką Dżemu w tle

Liczba food trucków we Wrocławiu rośnie w imponującym tempie, a jednym z najnowszych jest kolejny specjalizujący się w serwowaniu burgerów – Byczy Burger. Chłopaki, którzy prowadzą tę burgerownię na kółkach stacjonują na stałe na terenie Dworca PKS, ale mi udało się ich złapać podczas odbywającego się pierwszy raz w sobotę Wrocławskiego Bazaru Smakoszy przy Hali Stulecia.

10590511_263374857185858_2774446287765914416_n

Kiedy przyszliśmy było jeszcze zamknięte, więc skorzystaliśmy ze świetnej pogody, rozkładając się nieopodal Byczego Burgera, czekając na otwarcie. Właściciele już się przygotowywali, a w międzyczasie napiliśmy się pysznej lemoniady od Taho Cafe.

bazar1

Wypiliśmy, i akurat można było podchodzić do food trucka, aby zerknąć na to, co znajdziemy w menu.

byczy burger 9Ceny przyjazne, a ceny napojów – świetne. Mało co irytuje mnie tak bardzo, jak nabijanie rachunków cenami napojów. W Byczym Burgerze wszystko jest ok. Woda za 2 zł, Cola za 4 zł. Jeśli chodzi o burgery, to wybierać możemy pomiędzy standardami oraz – dla osób, które nie przepadają za mięsem – opcją burgera ze smażonym serem. Moja żona decyduje się tradycyjnie na Klasyka za 15 zł, ja złotówkę droższego Byczego Hot, prosząc jednocześnie o naprawdę ostrą wersję dodatków i dobrze wysmażone mięso dla żony, która nie może spożywać surowego.

Na swoje zamówienie czekaliśmy przy stoliku rozłożonym przez właścicieli obok auta jakieś 10 minut, po czym otrzymaliśmy jako pierwszego Klasyka.

byczy burger 1 byczy burger 2

Klasyk, czyli wołowina, sałata, majonez, cebula, pomidor, ogórek i ketchup. Burger zostaje podany na plastikowym talerzyku i, po pierwszym rzucie oka na mięso, przewidywałem, że dobrze wysmażone to ono nie jest. I faktycznie, wołowina w Klasyku została zgrillowana idealnie, na różowo w środku, tyle że nie w tym burgerze. Jak się później okazało, mój burger został wysmażony, a więc o ile został popełniony błąd, to szukając pozytywów – chłopaki znają się na swojej robocie i wiedzą jak wysmażyć mięso w sposób  jaki życzy sobie klient. Pomylone zostały natomiast burgery.

byczy burger 4

Jakoś to przeżyliśmy, przechodząc do próbowania smaków. Na pierwszy strzał – bułka. Jak dla mnie świetna, niemal tak samo dobra jak ta z Pasibusa. Posypana sezamem, idealnie chrupiąca na zewnątrz, podpieczona na grillu i mięciutka w środku. Nie jest za gruba, dzięki czemu nie dominuje i nie wysusza burgera. Do ostatniego momentu trzymała w ryzach wszystkie składniki.

Mięso jest dość grubo zmielone, soczyste. Czuć, że to dobrej jakości, smaczna wołowina, ale na pewno do dopracowania pozostało jej doprawienie. W mięsie brakuje czegoś, co sprawiłoby, że będzie się wyróżniało spośród natłoku nijakich ostatnio burgerowni. Niewątpliwie jednak jest smaczne. Gorszym elementem są niestety dodatki. Zwyczajny, kupny ketchup i majonez to jednak za mało. Aż prosiłoby się o dodanie jakiegoś ciekawego sosiku, który urozmaiciłby smaki.

Drugim zamówionym burgerem był Byczy Hot, czyli wołowina, sałata, papryczka jalapeno, cebula, majonez i salsa.


byczy burger 5

byczy burger 3

byczy burger 6 byczy burger 8

Mięso, mimo że wysmażone, nie okazało się za suche i smakowało – podobnie jak w poprzednim burgerze – nieźle. O bułce było wyżej, jest świetna. Problemem okazują się jednak dodatki, a właściwie sosy. Majonez, poprzez swoja ilość, stłumił właściwie wszystkie smaki, a salsa w sumie niewiele różniła się od ketchupu. Faktem jednak jest, że to trochę nasza wina, ponieważ mogliśmy poprosić o burgera z dodatkiem dostępnego sosu BBQ.

Coś, gdzieś dzwoni, ale jeszcze nie wiadomo, w którym kościele. Uważam, że potencjał w Byczym Burgerze jest spory, ale zdecydowanie zastanowiłbym się nad zastąpieniem zwykłego majonezu i ketchupu fajnymi salsami oraz może nieco doprawił mięso. Daję jednak chłopakom spory kredyt zaufania, ponieważ oczekiwanie na jedzenie umila nam głośno grająca muzyka Dżemu, który kocham miłością podobną do jedzenia. Dla Dżemu i bardzo fajnej bułki, a także – mam nadzieję – poprawiających się niebawem dodatków, będę śledził rozwój tego baru na kółkach.

Byczy Burger

ul. Sucha/Joannitów przy Dworcu PKS

facebook.pl/byczyburgerwro

Patelnia, czyli smaczne jedzenie z pomysłem

Czas typowych fast foodów sprzed lat z hamburgerami „z Biedronki”, minął już chyba – na szczęście – bezpowrotnie. Nadszedł natomiast okres, w którym budki z szybkim jedzeniem prowadzone są przez ludzi nie idących na łatwiznę, mających konkretny pomysł na swój biznes. Takim barem okazuje się Patelnia, czyli malutka budka, w której możemy zjeść kilka naprawdę fajnych, i co ważne, smacznych dań pochodzących z całego świata.

patelnia 8Patelnia to właściwie kioskowe okienko, z którego wydawane są zamówione dania. Póki co nie ma jeszcze gdzie usiąść z jedzeniem, ale jak poinformowała mnie właścicielka, wszystko jest na dobrej drodze, aby w niedalekiej przyszłości przed Patelnią stanęły stoliki. Do Patelni trafiłem przez przypadek, przechodząc ulicą Kuźniczą. Szybko zerknąłem na menu, a za pierwszym razem postanowiłem zamówić tylko małą przekąskę, obiecując sobie, że wrócę tam jeszcze na pewno.

10366078_1513698585520361_5198435481758582648_n

Moim pierwszym strzałem okazała się Quesadilla z kurczakiem, ponieważ nie miałem za wiele czasu, więc chciałem wziąć coś naprawdę na szybko. Zamówiłem, a po 3-4 minutach otrzymałem bardzo ciekawe opakowanie.

patelnia 9

Opakowanie faktycznie świetnie wpisujące się w reguły fast foodów, które można bez problemu wziąć do ręki i zjeść podczas spaceru.

patelnia 10

W pudełeczku znajdziemy cztery kawałeczki quesadili, sporą porcję nachosów oraz pojemniczek dipu z jogurtu naturalnego z dodatkiem szczypiorku. Na pierwszy rzut oka porcja za 10 zł wydaje się być niewielka, po chwili jednak smak quesadili pozwala nam zapomnieć o cenie, ponieważ wgryzamy się w coś niezwykle smacznego.

 

patelnia 11

Pomiędzy kukurydzianymi tortillami natrafiamy na małe kawałki piersi z kurczaka, roztopiona mozarella, szczypiorek oraz świetny słodko-ostry sos, spotykany w barach z azjatyckim jedzeniem. Bardzo dobrym pomysłem jest dołączenie szczypiorku, a całość idealnie komponuje się z delikatnym dipem jogurtowym. Buzia mocno mi się uśmiechała podczas jedzenia od początku do końca.

Z tym większą ochotą udałem się do Patelni na drugi dzień z jasnym założeniem – zjeść burgera wołowego. Do wyboru mamy także burgera wieprzowego, z kurczakiem oraz z kozim serem. Zamawiam, prosząc o burgera bez pomidora, ale z mocno wysmażonym boczkiem. Czekam kilka minutek, po których w moje ręce trafia kolejna przesyłka.

patelnia 1

Jak widać na zdjęciu, z pudełeczkiem udałem się na ławkę w pobliżu Rynku, gdzie zjadłem kolejną świetną rzecz.

patelnia 2

Burger jest słusznych rozmiarów, z dobrze trzymającą całość do końca bułką własnego wypieku oraz dodatkiem wspomnianego wyżej apetycznie przysmażonego boczku,  chrupiącej czerwonej cebuli, słonego ogórka kiszonego, świeżej sałaty oraz relishu pomidorowego i aioli. Dodatkowo zamówiłem frytki, które, jak zapewniła mnie właścicielka, są ręcznie krojone. Do frytek otrzymałem jeszcze malutki kubełek aioli cytrynowego.

patelnia 3

Liczba dodatków nie jest przesadzona, podobnie jak sosu, który nie wsiąka nadmiernie w idealnie zgrillowaną bułkę, będącą bardzo mocnym punktem burgera z Patelni. Nie za sucha, lekko maślana, ale nie dominująca nad mięsem. Mięsem, które z automatu wysmażone jest w stopniu medium, z lekko zaróżowionymi fragmentami wewnątrz, dzięki czemu jest bardzo jędrne i soczyste.

patelnia 4

patelnia 5Wołowina jest dość drobno zmielona i mocno doprawiona, co pozwala jej zdecydowanie wybijać się spośród wszystkich dodatków, jako najważniejszy punkt burgera. Świetną robotę robi także pieczony wolno w świeżych ziołach boczek. Delikatnie słonawy i chrupki, nadający charakter całości. Sosy pozostawiają delikatne smaki, z jednej strony pomidorów, z drugiej majonezu.

Frytki faktycznie okazały się typowo domowe, grubo krojone. Mogłyby być nieco bardziej chrupiące, ale już za sam fakt przygotowywania ich na miejscu, warto je zamówić. Jednak tym, co kupiło mnie zupełnie, to cytrynowe aioli, które zamówiłem jako dodatek do frytek. Krótko mówiąc – lepszego sosu nie próbowałem w życiu. Mocno cytrynowy, kremowy sosik z lekkim dodatkiem czosnku. Fenomenalnie komponuje się zarówno z burgerem, jak i frytkami.

Z całą stanowczością mogę polecić Patelnię, nie tylko za świetnego burgera, nie tylko za ciekawą quesadillę, ale i ciekawy pomysł oraz przyjazne nastawienie do klienta. Obsługa z chęcią opowie wam choćby dlaczego jako dodatek wybrać sól himalajską, a nie zwykłą, w jaki sposób przygotowywane jest mięso, i skąd pochodzi.

Patelnia to zupełnie nowy wymiar myślenia o przygotowywaniu fast foodów. Właściwie wszystkie produkty przygotowywane są własnoręcznie, łącznie z bułkami oraz sosami. Mięsa są marynowane i pieczone długo w niskiej temperaturze. Zresztą niech za komentarz wystarczy hasło przewodnie właścicieli Patelni: „Jedzenie na poziomie restauracyjnym w cenach street food’u”.

Świetne miejsce, do którego chcę wracać jak najczęściej, a przy najbliższej okazji z chęcią zamówię uznawane za specjalność lokalu rilletes, czyli ciabatty do wyboru z: indykiem, wieprzowiną lub dziczyzną, której w barach z fast foodami jeszcze nie spotkałem.

Patelnia Fine Food Fast

ul. Kuźnicza 29 B

facebook.com/patelnia/

 

 

Nigdy Nie Zapomnę, surowego mięsa

Odkąd tylko usłyszałem o Nigdy Nie Zapomnę, postanowiłem się wybrać w to miejsce, a dobre opinie znajomych i fajne, sezonowe menu tylko mnie w tym postanowieniu utwierdziły. Dość długo jednak wstrzymywałem się z wycieczką na ul. Zwycięską, gdzie znajduje się lokal, głównie ze względu na korki w tym rejonie miasta. Traf chciał, że jednego dnia wracając z trasy, przypomniałem sobie o tej klimatycznej restauracyjce. Jeszcze bardziej ucieszył mnie fakt, że jest czwartek, czyli dzień burgerów, ponieważ w Nigdy Nie Zapomnę każdego dnia mamy możliwość zamówienia jednego, przygotowanego tylko wtedy, dania spoza standardowej karty. O tym, co akurat jest specjałem możemy się dowiedzieć m.in.  z bardzo fajnie prowadzonego fanpage’u na Facebooku.

Foto - Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Foto – Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Niewielki, ale bardzo przyjemny, urządzony z wyczuciem lokalik umiejscowiony jest pomiędzy blokami na ciągle rozrastającym się osiedlu przy ul. Zwycięskiej. Zamówione dania możemy zjeść zarówno w środku, jak i przy jednym z czterech stolików na zewnątrz.

Foto - Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Foto – Facebook Nigdy Nie Zapomnę

Nie ukrywam, że trochę się spieszyłem, więc z góry nastawiłem się na zjedzenia burgera, a na pozostałem pozycje w menu tylko zerknąłem.

nigdy nie 1 nigdy nie 2

Ceny nie są może bardzo wygórowane, ale jeśli weźmiemy pod uwagę lokalizację, dość wysokie. Na pewno jednak należy docenić, że kuchnia jest sezonowa, a menu zmieniane co jakiś czas, tak, aby dostosować je do dostępnych akurat najlepszych składników. Po samym menu widać, że kucharz wraz z właścicielami są ludźmi ambitnymi, nie idącymi na skróty. W NNZ nie znajdziemy banalnych potraw, choć akurat moda na burgery nie ominęła także i tego miejsca. Zamawiam więc właśnie burgera oraz lemoniadę do popicia.

Od początku jesteśmy obsługiwani przez profesjonalnego kelnera, który ma pojęcie o tym, o czym mówi, co stanowi wielki plus tej restauracji. Lemoniada trafia na mój stół po około 5 minutach i muszę przyznać, że jest to najlepsza lemoniada jaką miałem okazję pić w życiu.

nigdy nie 3

Napój podawany jest w nieco hipsterskim wazoniku, ale jest świetny. Genialne połączenie cytryny i pomarańczy z miętą. Fenomenalnie gasi pragnienie w upalne dni.

Na swojego burgera musiałem poczekać jednak nieco dłużej, mimo niewielu osób, które w tamtym momencie przebywały w lokalu. Po niemal 20 minutach otrzymuję zamówienie. Muszę przyznać, że pierwsze wrażenie było doskonałe.

nigdy nie 4

Z góry przepraszam za jakość zdjęcia, ale spieszyłem się i niestety efekty widać powyżej. Burger włożony jest pomiędzy maślaną bułkę wypiekaną na miejscu, a na talerzyku obok – niejako zamiast frytek, których w Nigdy Nie Zapomnę nie ma – otrzymujemy surówkę coleslaw. Wygląda niesamowicie zachęcająco.

nigdy nie 5 nigdy nie 6

Porcja mięsa wydaje się być ogromna. Tfu, nie wydaje się – ona jest wielka, o rozmiarach niespotykanych nigdzie indziej. Burger podawany jest z sosem remoulade, do którego byłem nastawiony nieco sceptycznie, ale okazał się bardzo smakowitym dodatkiem. Właśnie, dodatki. Nie ma ich za wiele, co uważam za dobry wybór. Poza sosem w środku mamy jeszcze boczek, o którego maksymalne przypieczenie poprosiłem oraz sałatę.

Do tego momentu wszystko było idealnie, wokół burgera unosił się cudowny aromat, ale..

nigdy nie 7 nigdy nie 8

Pierwsze gryzy potwierdziły moje przypuszczenia i, faktycznie, mięso nie dość, że bardzo aromatyczne, to jest jeszcze dobrze doprawione i smaczne. Niestety, ktoś chyba zapomniał, że wołowinę wypadałoby smażyć nieco dłużej niż 30 sekund, a tak właśnie wyglądało mięso po ugryzieniu. Jak gdyby zostało tylko położone na grill i od razu zdjęte. Oczywiście, rozumiem, że mięso nie powinno być przesmażone, wręcz różowawe w środku, pewnie. Szkoda tylko, że zamawiając burgera, otrzymałem właściwie tatara. Zjadłem ile mogłem, ale resztę sobie odpuściłem, co i tak nie ustrzegło mnie przed ostrym bólem brzucha.

nigdy nie 9Maślana bułka jest prawdopodobnie najlepszą dodawaną do burgera, jaką miałem kiedykolwiek okazję próbować. Doprawdy idealna, fajnie podpieczona, przez co nie namokła sosem, delikatna w środku i lekko słodkawa. Nie było mi jednak dane zjeść jej do końca, ponieważ nie jestem specjalnym fanem tatara.

Za całość zapłaciłem 31 zł, 23 za burgera i 8 za lemoniadę. Wyszedłem z wielkim niedosytem, wręcz zdenerwowany. Kiedy zwróciłem uwagę kelnerowi, że jeśli mięso w burgerach w takiej postaci podawane jest w standardzie, wypadałoby informować o tym klientów, ponieważ nie wszyscy lubią surowe. W odpowiedzi usłyszałem tylko odburknięcie, które nie wiadomo co miało oznaczać.

Szkoda, bo do momentu podania wszystko wyglądało bardzo fajnie. Oczywiście rozumiem, że lokal specjalizuje się w innych daniach, a burger jest tylko jednodniowym dodatkiem do menu, ale jeśli już decydujemy się na ich podawanie klientom, wypadałoby robić to rzetelnie.

 

Nigdy Nie Zapomnę

ul. Zwycięska 14 F

facebook.com/nigdy.nie.zapomne

 

Droga Mleczna, czyli przepysznie ostry burger

Jakiś czas temu dowiedziałem się, że przy ul. Krasińskiego powstała kolejna mała knajpka w nowoczesnym, dość minimalistycznym stylu, mianowicie Droga Mleczna. Zaciekawiło mnie ich menu, składające się zarówno z dań dla wegan, wegetarian i bezglutenowców, a także burgery wołowe oraz mięsne dania obiadowe. W sumie dość standardowo w ostatnim czasie, modnie, ale wygląda nieźle.

Lokal z zewnątrz wygląda okazale, zdecydowanie wybijając się spośród otaczającej go szarej rzeczywistości kamienic komunalnych.

10411910_751992181487939_8597271244677057660_nJako że nie miałem zbyt wiele czasu, postanowiłem na szybko zamówić burgera, do którego zresztą od razu po wejściu namawia mnie miły człowiek stojący za ladą, zapewne właściciel. Poza burgerami do wyboru mamy sporo pozycji, m.in. makarony, kanapki z pieca, sałatki, a także menu śniadaniowe. Wszystko zapakowane w ładne dla oka menu oraz rozpisane na dużej tablicy naprzeciwko wejścia, z zaznaczeniem dań wegetariańskich i bezglutenowych.

10354176_748637711823386_7930455488025266642_n

W środku możemy usiąść przy jednym z czterech stolików lub na hokerach przy ścianie. Wnętrze jest urządzone nowocześnie, z drewnianymi stolikami i obrusami w kratę. Wygląda to naprawdę przyjemnie.

Namówiony przez obsługę na burgera, wybieram Cheese Burgera. Dodatkowo zachęca mnie informacja o tym, że bułki do burgerów wypiekane są na miejscu. Do wyboru mam trzy stopnie ostrości: lekko ostry, ostry i hot. Decyduję się na hot, prosząc jednocześnie, aby był to podwójne hot. Burger kosztuje 17 zł plus 3 zł za szklankę wody z limonką.

Właściwie wszystkie burgery w ofercie są dość standardowe oraz jeden wegetariański z kotletem warzywnym z kaszy jaglanej, słonecznika, fasoli czerwonej, sezamu i marchewki.

Czekam i przypominam sobie, że nie zostałem zapytany o stopień wysmażenia mięsa, więc… w tym względzie jestem skazany na kucharza. Po około 10 minutach na moim stoliku ląduje oto taki burger.

droga mleczna 1

Na pierwszy rzut oka wygląda jakby bułka była nieco za cienka, aczkolwiek wygląda niezwykle apetycznie. Jest świetnie wypieczona i posypana sezamem.

Tak jak prosiłem, ostre aromaty burgera jako pierwsze docierają do mojego nosa. W środku wypełniony jest papryczkami chili i jalapeno, a bułka posmarowana jest z obu stron czymś w rodzaju gęstego sosu chili.

droga mleczna 2

Samo mięso jest ładnie oblepione roztopionym serem, a poza papryczkami w bułce znajdziemy sałatę i cebulę czerwoną.

Zabieramy się za jedzenie. Pierwszy gryz i… bardzo, bardzo pozytywne zaskoczenie. Mięso wysmażone jest właściwie książkowo, z lekko różowawym mięsem, grubo zmielone, a ostrość papryczek i sosu dochodzi miarowo do kubków smakowych. Bułka jest świetna, lepszą jadłem chyba tylko w Pasibusie, lekko słodkawa i chrupiąca. Naprawdę smaczna.

droga mleczna 3

Jak dla mnie mięso mogłoby być nieco bardziej doprawione pieprzem, ale burger jako całość smakuje doskonale, jest ostry dokładnie tak jak lubię. W sumie, ciężko się do czegoś przyczepić. Cieszy to tym bardziej, że lokal działa od niedawna i od samego początku stawia na wysoki poziom jedzenia.

Spróbowałem tylko jednej potrawy, ale wiem, że na pewno odwiedzę Drogę Mleczną jeszcze nie raz. Lokal jest przyjemny, obsługa przyjazna, a co najważniejsze – dania przygotowywane są ze świeżych produktów.

Polecam, zdecydowanie! Oby więcej takich miejsc we Wrocławiu.

Droga Mleczna

ul. Krasińskiego 32

facebook.com/DMleczna

Wartburger, czyli nic specjalnego

Jakiś czas temu, przeglądając Facebooka, moim oczom ukazał się post informujący o otwieranym niebawem kolejnym miejscu, którego daniem popisowym będą burgery. Naturalnie postanowiłem się tam udać, żeby sprawdzić czy warto zapisać to miejsce na dłużej w pamięci. Sama nazwa – Wartburger, przyciąga, zwłaszcza fanów minionej epoki. Szkoda tylko, że po wejściu do lokalu, jakoś dziwnie nie widać elementów związanych z DDR-owskim pojazdem.

wartburger 1

Wartburger mieści się na tzw. wrocławskim Manhattanie, przy ulicy Curie Skłodowskiej. Miejsce raczej nie jest idealne na tego rodzaju gastronomię, nieco z dala od Rynku, zaraz przy Politechnice. Już na wejściu Wartburger mocno szokuje swoją wielkością, a właściwie brakiem przestrzeni. Bywałem już  w kilku burgerowniach z zaledwie 2-3 stolikami w środku, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Wartburger to jakieś 20 metrów kwadratowych, z czego dla klientów przewidziane jest może 25%. Ok, na zewnątrz są stoliki. Żeby jednak przy nich konsumować z przyjemnością, musi być ciepło. My trafiliśmy na chłodny dzień, więc zdecydowaliśmy się na jedzenie w środku, co chwilę ocierając się w malutkim lokaliku.

Zamawiamy. W menu mamy do wyboru siedem burgerów, od klasyka za 15 zł, do dwusuwa z podwójną wołowiną za 24 zł w zestawie z frytkami. Ceny zachęcające. Gorzej jednak z przyjmowaniem zamówień, aczkolwiek wybaczam,bo można to zwalić na karb pierwszych dni prowadzenia Wartburgera. Jeśli w lokalu są więcej niż 3 osoby, kolejne muszą czekać ze złożeniem zamówienia, do momentu, kiedy poprzednie odbiorą swoje burgery, ponieważ, uwaga – w opiekaczu jest miejsce dla tylko trzech bułek! Mocny strzał w kolano na samym początku. No nic, skoro zdecydowaliśmy się przyjść, czekamy i w końcu składamy zamówienie.

Dla mnie Hotneker, czyli wołowina, salsa, ser, roszponka, cebula, pomidor i jalapeno. Tradycyjnie rezygnuję z pomidora, za którym nie przepadam, a roszponkę zamieniam na sałatę lodową. Żona wybiera Klasyka, ale z dodatkiem papryczki jalapeno dla podkręcenia smaku.

Niestety, ktoś nie pomyślał o zapytaniu nas, podobnie zresztą jak poprzednich klientów, o stopień wysmażenia mięsa. Zdajemy się na łaskę człowieka obsługującego grill, który nie wygląda na kogoś, kto wcześniej miał cokolwiek do czynienia z gastronomią.

Czekamy, obserwując cały proces przygotowywania burgera, w międzyczasie dowiadując się, że sosy robione są na miejscu, za wyjątkiem ketchupu i majonezu. Do wyboru mamy sosy: BBQ, musztardowy, limonkowy i salsa pomidorowa. Mięso się smaży, ale nikt nie kontroluje tego czy właśnie zamienia się w suszony wiórek, więc od tego momentu mamy spore obawy o jakość tej wołowiny po zdjęciu z grilla.

Zawinięty w papier burger, podawany jest w drewnianym koszyku, z dodatkiem frytek. Ja akurat miałem szczęście, ponieważ otrzymałem całkiem sporą ich ilość. Znajomi mieli w swoim koszyku dosłownie 9 (dziewięć) frytek. Co najlepsze, frytki nie są solone, ponieważ jak usłyszeliśmy – nie każdy lubi.
wartburger 2

Zaczynamy. Po rozpakowaniu burger wygląda całkiem przyzwoicie, dobre wrażenie robi roztopiony serek. Pewne obawy związane są z bułką, która wygląda na nieco za suchą.

wartburger 3

Gryziemy i…, i nic. Smaku właściwie nie stwierdzono. Mięso prawdopodobnie nie zostało w ogóle doprawione, jest mocno wysmażone, a bułka tak sucha, że bez pół litra picia ciężko to przełknąć. Niestety, wołowina nie dość, że właściwie nie smakuje i ginie w gąszczu dodatków, to jeszcze jest jej niewiele. Chyba nie jadłem we Wrocławiu burgera z mniejszą ilością wołowiny.

wartburger 4

 

Miałem nadzieję, że smak poratuje nieco jalapeno, ale tutaj także się rozczarowałem. Papryczki nie mają w sobie ani trochę ostrości, są kwaśne, zapewne z octu. Fajnie ciągnie się ser, prawdopodobnie gouda, ale to niestety za mało. Salsa właściwie niewyczuwalna, wsiąkła bardzo szybko w bułkę, która nie została w odpowiedni sposób przypieczona.

Nie za bardzo jestem w stanie zrozumieć osób, które decydują się otwierać miejsca, w których menu jest bardzo wąskie, ale nie pracują nad szczegółami. Takim szczegółem są dla mnie frytki, które zdecydowanie powinny być robione na miejscu. Niestety, otrzymujemy suche frytki z mrożonki.

Nie ukrywam, że na liście wrocławskich burgerów Wartburger ląduje daleko z tyłu za czołówką. Rozumiem błędy początkujących, ale tutaj jest ich zdecydowanie za dużo.

Wartburger

Skłodowskiej-Curie 15

facebook.com/wartburger

Friends Bistro & Coffee Bar, czyli zaskakująco dobry burger

Przechadzając się w niedzielne, słoneczne popołudnie po wrocławskim Rynku ciężko o znalezienie wolnego stolika w jakiejkolwiek sensownej knajpce z dobrym jedzeniem. Spacerując, przypomniałem sobie jednak o niezłych opiniach zasłyszanych o miejscu, które znajduje się dosłownie w samym centrum Rynku, ale jest nieco schowane, przez co nie każdy tam dociera, więc i znalazło się wolne miejsce. Friends Bistro&Coffee Bar, czyli lokal znajdujący się w genialnej lokalizacji, pomiędzy uliczkami w Sukiennicach.

Siadamy na ogródku, który swoim położeniem zachęca do spędzania tam czasu. Cisza i spokój, z daleka od rynkowego gwaru. Świetnym pomysłem są kocyki położone na każdym krzesełku, pozwalające ogrzać się nawet największym zmarzluchom. Kelner podchodzi niemal natychmiast, wręczając krótką, ale dość treściwą kartę. Niestety zapomniałem zrobić jej zdjęcia, ale w menu znajdują się przystawki składające się z kanapek na zimno i tostów, sałatki, zupy, makarony, burgery i oczywiście napoje.

Jako że byliśmy już po jednym posiłku, żona decyduje się na tosta z ciemnym chlebem, serem gorgonzola, boczkiem i rukolą. Cena – 7,90 zł. Prosimy o wysmażenie boczku, ponieważ nie jesteśmy specjalnymi fanami jego właściwie surowej odmiany.

Ja, wahając się pomiędzy makaronem w sosie śmietanowym z łososiem i koperkiem a burgerem, decyduję się jednak na tego drugiego w opcji Diabolo za 22 zł. Diabolo to ostra wersja klasyka, z dodatkiem papryczek jalapeno i ostrego sosu.

Po ok 20 minutach oczekiwania na stoliku pojawiają się od razu oba zamówione dania. Tost wygląda apetycznie, z dobrze roztopionym serem. Niestety, przy pierwszym gryzie następuje spory zgrzyt. Boczek jest gumowaty, nie przysmażony. Sam tost jest tak suchy, że właściwie niezjadliwy, jakby poza serem w środku nie znajdował się żaden inny dodatek z  tłuszczem. Niestety, tost z surowym boczkiem i rozmokłą rukolą wypada bardzo blado.


friends tosty

Po skosztowaniu tosta, zacząłem obawiać się o jakoś drugiego dania, czyli burgera. Tutaj jednak spotyka mnie bardzo pozytywne rozczarowanie, które wygląda tak:

friends burger

Naprawdę sporej wielkości bułka, z genialnie zgrillowanym, chrupiącym boczkiem, dużą ilością jalapeno  oraz roztopionym żółtym serem, sałatą, czerwoną cebulą, ogórkiem onserwowym, no i oczywiście kawałkiem wołowiny. Fakt, samo mięso nie jest ogromne – to taka raczej porcja dziecięca, przez co smak wołowiny nieco ginie w gąszczu pozostałych, ale jednak smacznych dodatków.

Mięso jest nieco przesmażone, więc szkoda, że nikt z obsługi wcześniej nie spytał o stopień jego przygotowania, ale koniec narzekania – o dziwo, burger jest naprawdę smaczny. Jako całość, wszystkie składniki świetnie współgrają, a bułka do końca trzyma w mięso z dodatkami, przy tym pozostając chrupiąca.

O frytkach nie ma za bardzo co wspominać, bo są to typowe, mrożone łódeczki, tyle że fajnie przyprawione, prawdopodobnie ostrą papryką w proszku. Niezłe, ale standardowe.

friends burger 2Diabolo jest niesamowicie syty, w dużej mierze przez ogromną ilość dodatków do mięsa. Mimo tych wszystkich niedociągnięć, po prostu smakuje, a kubki smakowe dodatkowo podkręca jego lekka ostrość. Nie jest to burger z Winnersa czy Pasibusa, ale uważam, że warto wpaść do Friends Bistro&Coffee Bar, żeby spędzić czas w przyjemnym miejscu, z przyzwoitym jedzeniem. Przy odrobinie pracy, Bistro Friends może okazać się ciekawą alternatywą dla najlepszych burgerów we Wrocławiu.

Przy kolejnej wizycie skuszę się na jeden z makaronów, które podglądnąłem u osób siedzących przy innych stoikach. Wyglądały bardzo dobrze.

 

Friends Bistro&Coffee Bar

Sukiennice 3/4

facebook.com/pages/Friends-Bistro-Coffee-Bar

 

 

Burger Ltd – daleko do ideału

Niemal tradycją stało się, że niedługo po otwarciu kolejnych barów z burgerami, staram się w nich zjawić, żeby spróbować czy oto we Wrocławiu pojawiło się kolejne miejsce, w którym warto bywać. Tym razem padło na Burger Ltd, który idealnie wpisuje się w ostatni trend otwierania burgerowni w malutkich lokalach z 2-3 stolikami. Burger Ltd mieści się właśnie w takich dość ciasnych czterech ścianach przy ul. Ruskiej.

Wystrój lokalu jest nowoczesny, już na wejściu rzuca się w oczy wypisane na ścianie menu oraz standardowe ostatnio napoje w typie Fritz Coli. W ofercie znajdujemy burgerowe standardy oraz limitowane jak np. Burger Polski z oscypkiem czy Włoski z rukolą i suszonymi pomidorami. Ja decyduję się na Cheeseburgera za 17 zł, prosząc o dobrze wysmażone mięso oraz usunięcie pomidora, którego nie lubię i dodanie czegoś ostrego. Obsługa jest otwarta na doradzanie i uśmiechnięta, co dobrze rokuje. Proces przygotowywania burgera możemy śledzić siedząc przy stoliku.

Niestety, mimo obecności poza nami zaledwie czterech innych osób, oczekiwanie na podanie burgerów mocno się wydłuża, drugi zgrzyt. Drugi, bo pierwszym jest brak frytek, które, jak dumnie informuje menu: „frytki są chrupkie, długie i grube. Tajemnicą jest specjalnie wyselekcjonowany gatunek ziemniaków, z którego przyrządzamy frytki w domowy sposób”. Szkoda, bo zrobiliśmy sobie tylko smaka.

Po około 40 minutach na stół wjeżdża bardzo fajnie podany i smakowicie wyglądający burger.

burger ltd2

Otwieramy i wygląda dalej nieźle. Ser mimolette, ostry sos BBQ, czerwona cebulka, jalapeno i ogórek konserwowy.

burger ltd 3

Niestety, po chwili zauważam, że na burgerze leży pomidor, którego nie chciałem, trudno. Pierwszy gryz i kolejna wpadka – mięso jest różowe, choć miało być wysmażone. Nie ma problemu, zjem, ale w takim razie bezsensem jest pytanie się o stopień wysmażenia przy składaniu zamówienia.

burger ltd 4

Jem burgera mimo lekkiego poirytowania. Fajnie komponują się genialnie rozpuszczony ser mimolette i papryczka jalapeno. Tylko one. Mięso jest zbyt słabo doprawione, a przede wszystkim – jego smak totalnie ginie przez zbyt grubą i suchą bułkę, którą w międzyczasie trzeba było porozrywać i odłożyć część na talerz, żeby nie zasuszyć się na maksa.

Możliwe, że na całą opinię wpływ miały wcześniejsze wpadki, zwłaszcza chyba brak frytek, który wydaje mi się karygodnym błędem, zwłaszcza, że w Burger Ltd nie byliśmy przed samym zamknięciem, a niedługo po otwarciu.

Wydaje się, że panowie prowadzący lokal trochę przekombinowali, zwłaszcza z bułkami, które są po prostu słabe. Daleko im do mojego wrocławskiego ideału, czyli Pasibusa. Stopień wysmażenia także pozostawia sporo do życzenia. Byliśmy w Burger Ltd w czwórkę, a tylko dwie osoby otrzymały mięso wysmażone zgodnie ze złożonym zamówieniem.

Niektórzy mogą powiedzieć, że się czepiam, negatywnie oceniając większość wrocławskich miejsc, w których można zasmakować burgery. W swoich osądach jestem jednak sprawiedliwy, a moje opinie są subiektywne. Zdaję sobie sprawę, że każdy z nas ma inne preferencje. Biorę także zawsze pod uwagę fakt, że każdy kucharz może mieć słabszy dzień, co prawdopodobnie zdarzyło mi się raz w Burger Love. Kolejne odwiedziny w tym miejscu sprawiły, że zmieniłem swoje zdanie o ich burgerach o 180 stopni, na plus. Bardziej przychylam się jednak do opinii, że wykonanie smacznego burgera nie jest łatwe i nie każdy potrafi to zrobić. Tym bardziej teraz, w natłoku burgerowni, z których większość powstaje głównie z powodu mody, nie natomiast faktycznych umiejętności przygotowywania smacznej wołowiny.

Burger Ltd

Ul. Ruska 49, Wrocław

https://www.facebook.com/BurgerLtd?fref=ts