pieczarki

Pizzasso, czyli coś nie wyszło

Tak się ostatnio składa, że jeśli jem pizzę, to zazwyczaj łączy się to z zamówieniem jej przez telefon. Wybierając stacjonarne restauracje, prawdopodobnie podświadomie unikam pizzerii, co związane jest chyba z coraz większą ilością innego fajnego jedzenia we Wrocławiu. Są jednak dni, w których nic nie smakuje tak dobrze, jak właśnie włoski specjał. Sporo osób polecało mi pizzerię Pizzasso, dowożącą rzekomo jedne z najlepszych placków w mieście. Postanowiłem w takim razie sprawdzić czy faktycznie tak jest.

Pizzasso to nietypowa pizzeria, nieposiadająca stałego menu. Każdy klient ma możliwość skomponowania swojej własnej pozycji z dowolnymi dodatkami, na które ma akurat ochotę w danym momencie.

aaaa

Mamy możliwość wyboru pomiędzy ciastem cienkim, grubym oraz razowym, a wszystkich dodatków jest kilkadziesiąt. Ciekawa opcja i spore ułatwienie zarówno dla obsługi, jak i klientów. Zwłaszcza takich, którym nigdy nie pasuje rozkład składników w pizzach znajdujących się w menu.

Zamówienie składa się przez internet, obsługa jest banalnie prosta, więc szybko decyduję się na: 32-centymetrową pizzę na cienkim cieście z pieczarkami, salami pepperoni i papryką pepperoni. Cena za całość – 21 zł, dowóz gratis. Można zapłacić online, można także gotówką przy odbiorze.

Na swoją przesyłkę czekałem około 40 minut, po przyjeździe kuriera zapłaciłem i zabrałem się za konsumowanie.

pizzaso 1 pizzaso 2 pizzaso 3

Pierwsze wrażenie – ktoś tu chyba coś przypalił. Pizza jest słusznych rozmiarów, ciasto faktycznie cienkie, ale kompletnie zaginęły składniki. Podczas zamawiania poprosiłem o dwie połowy pizzy. Na jednej miały się znaleźć tylko: sos, ser i pieczarki, na drugiej wszystko co zamówiłem. Po otwarciu pudełka okazało się, że jedna połówka faktycznie skrywa – dosłownie – wszystkie składniki, natomiast druga to zwykła margherita. Próbujemy.

pizzaso 4

 

O ile bardzo lubię mocno przypieczone pęcherzyki z mozzarelli, tak w tym przypadku były one po prostu zbyt długo przetrzymane w piecu, zwyczajnie przypalone. Sam ser, którego nie było za dużo, wypadł najlepiej. Jego mocno słony smak zdecydowanie wybijał się na pierwsze miejsce, co jak dla mnie było zaletą. Momentami pizza przypominała mi tą z Pizza Hut.

pizzaso 5

Cienkie ciasto dobrze trzymało całość, nie łamało się i było chrupiące od spodu. Dokładnie takie, jak powinno wyglądać ciasto w pizzy z dowozem.

pizzaso 6

Połówka margherity byłaby pewnie naprawdę niezła, gdyby nie została za bardzo spieczona. Z kolei druga część okazała się nieporozumieniem. Dodatki zostały w 100% zalane przez ser, ciężkie do wychwycenia. Zaginęły kompletnie pod warstwą sera, ale to nie wina wyrazistej mozzarelli, a słabej jakości pozostałych składników. Salami pepperoni raczej salami nie było, pieczarek trzeba było szukać z lupą, a mające zaostrzyć nieco smak papryczki pepperoni właściwie zniknęły kompletnie.

pizzaso 7

 

Po zjedzeniu pizzy z Pizzasso mam nieco mieszane odczucia, bo zamawiałem stamtąd jedzenie pierwszy raz, obsługa była szybka, nie chciałbym ich skreślać, ale pozostał spory niesmak, jak choćby przypalony ser i znikoma ilość dodatków. Jeśli jadłbym z zamkniętymi oczami, to na 99.9% nie rozróżniłbym obu połówek pizzy. Plus za szybki dowóz, spory minus za mało wyraźny smak pizzy oraz pomyłkę przy składnikach na obie połówki pizzy.

Pizzasso

ul. Powstańców Wielkopolskich 2/1

facebook.com/pizzasso

pizzasso.pl

Reklamy

Ti Amo, czyli zaskakująca pizza na cieście razowym, i nie tylko.

Trochę mi wstyd, ponieważ uwielbiam absolutnie wszystkie makarony, pod każdą postacią, a zupełnie odpuściłem sobie ten dział na blogu. Chcąc szybko nadrobić zaległości, w najbliższym czasie na stronie pojawi się kilka relacji z włoskich knajpek. Na pierwszy rzut postanowiłem wziąć miejsce, obok którego przejeżdżam codziennie kilka razy, ale wcześniej kompletnie mi umknęło. W odwiedzinach w Ti Amo w dużej mierze pomogliście mi wy, czyli czytelnicy bloga. Kilka razy dostałem na maila „cynk” o tym, że warto zawitać na ulicę Jaracza, żeby spróbować kilku dań w tej restauracji.

Samo położenie Ti Amo nie jest może najszczęśliwsze, restauracja jest schowana pomiędzy blokami dość niedawno wybudowanych osiedli, ale za to kiedy już trafimy na miejsce, okazuje się, nie ma dramatu, a wręcz pozytywnie zaskakuje. Lokal jest dwupoziomowy, klimatyczny.

Foto - Facebook Ti Amo

Foto – Facebook Ti Amo

Wystrój może nie jest szałowy, nie robimy WOW od pierwszego momentu, ale kiedy wejdzie się na górne piętro, Ti Amo nabiera uroku, po prostu może się podobać.

ti amo 1 ti amo 4

Za pierwszy razem przyszedłem do lokalu z jasnym przesłaniem spróbowania makaronu, więc nawet nie zerkałem specjalnie w stronę innych potraw, spośród których w menu znajdziemy m.in. pizzę, crepy i sałatki. Decyduję się na makaron zapiekany Extra Ben Fatto (18,90 zł) oraz pieczywo czosnkowe z serem na przystawkę (5,50 zł).

Obsługa działa sprawnie, choć trzeba przyznać, że akurat kiedy pojawiłem się na miejscu, klientów zbyt wielu nie było.

ti amo 6

Najpierw otrzymuję wodę, a chwilę później przystawkę.

ti amo 5

Żadnych wymysłów i udziwnień. Najzwyklejsze pieczywko czosnkowe przygotowane na dwóch połówkach ciabatty, ale nie jest to zarzutem, a działa na wielki plus. Dużo masełka czosnkowego, oregano i zwyczajnego sera żółtego. Proste i niezwykle smaczne. Pieczywko szybko pochłonąłem, bo na stole pojawił się już makaron.

ti amo 7 ti amo 8

Extra Ben Fatto, czyli penne zapiekane pod serem  z gorgonzolą, pieczarkami, brokułami, kurczakiem i sosem śmietanowym. Na pewno nie jest to wersja dla osób będących na diecie, więc tym bardziej ta pozycja mnie do siebie przekonała. Makaron wygląda niezwykle apetycznie, nie jest wysuszony, a całość pokryty złociutkim roztopionym serem. Kiedy przebiłem się przez pierwszą warstwę, do mojego nosa dotarły niezwykle interesujące zapachy. Pierwszy gryz – poezja, świeżutkie pieczarki nadają świetnego aromatu, a razem z brokułami stanowią idealne uzupełnienie dla delikatnego sosu i miękkiego makaronu. Porcja jest naprawdę spora, ale tak smaczna, że ciężko zostawić choć kawałek. Zamówienie Extra Ben Fatto było świetnym ruchem, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że do Ti Amo wrócę na pewno jeszcze nie raz, na makaron i nie tylko. Jednak wcześniej, a dokładnie w kolejnym dniu postanowiłem spróbować pizzy. Niestety, nie miałem jak wyrwać się z pracy, więc chwyciłem za telefon i zamówiłem z dowozem.

Od początku nastawiałem się nie na standardową pizzę, a na tą na cieście razowym, którą zachwalało mi przynajmniej kilka osób. Jako że miałem ochotę na coś ostrego, wybór padł na American Hot z pieczarkami. Pani po drugiej stronie telefonu zaproponowała w takim wypadku pozycję numer 13, a więc Migliore, w której mogę wymienić pepperoni na jalapeno, dzięki czemu zaoszczędzę. Wielki pozytyw za to, choćby nawet była to tylko złotówka różnicy. Pozytywne wrażenie zostaje na długo.

Pracuję niedaleko ulicy Jaracza, więc spodziewałem się szybkiej dostawy. Tutaj spotkało mnie jednak spore zaskoczenie, ponieważ przewidywany czas oczekiwania wyniósł aż godzinę i 15 minut, i faktycznie, po około 75 minutach otrzymałem zamówienie warte 18,90 zł.

 

ti amo 9

Mała pizza o średnicy 28 cm wcale nie okazała się taka mała, a już na pewno nie brakowało na niej składników.

ti amo 10

Najbardziej byłem jednak ciekaw tego, jak smakuje to razowe ciasto, które już na pierwszy rzut oka było mniej chrupiące od standardowego i oczywiście miało inny kolor.

ti amo 11

Ciasto jest miękkie, pulchne, ale, co zaskakujące – smakuje dobrze, powiedziałbym, zaskakująco dobrze. O ile na początku byłem nastawiony do ciasta razowego nieco sceptycznie, to po pierwszy gryzach się do niego przekonałem i utwierdziłem się, że warto było spróbować. W smaku podobne było trochę do bułek grahamek.

ti amo 12 ti amo 13Pewnie nie przekonam do ciasta razowego fanów tradycyjnej pizzy, ale uważam jest to ciekawy pomysł, zwłaszcza, kiedy placek zostanie pokryty smacznymi, świeżymi dodatkami. Papryczka Jalapeno była faktycznie ostra, podobnie jak salami, a pieczarki – jak w makaronie – niezwykle aromatyczne. Całość została przykryta sporą ilością mozzarelli i fajnie skomponowana.

Ti Amo, choć niepozorne, okazało się bardzo przyjemną restauracją z ciekawym i smacznym jedzeniem. Największym plusem był doskonały zapiekany makaron, ale wysoki poziom trzyma także pizza. Ciasto razowe nie okazało się takie straszne jakby mogło się wydawać, a wręcz pozytywnie zaskoczyło. W przyszłości z chęcią wpadnę tutaj raz jeszcze skosztować razowej pizzy, a wam mogę śmiało to miejsce polecić.

Ti Amo

ul. Jaracza 57/57a

facebook.com/pizzatiamo

pizza-tiamo.pl

 

Pizzeria Muzyczna, czyli śpiewająco ostra pizza na dowóz

Jako wielki fan mocniejszych brzmień z dość dużym zaciekawieniem zerknąłem w stronę Pizzerii Muzycznej , w której  muzyka jest równie ważna jak dobre jedzenie, zwłaszcza kiedy spojrzymy na ten dość oryginalny filmik promujący to miejsce.

Fajny, oryginalny pomysł, więc z chęcią zdecydowałem się na zamówienie u nich pizzy. Tym bardziej, że wśród zasłyszanych tu i ówdzie opinii, przeważały te pozytywne. Nie mogąc wyjść z pracy, postanowiłem zamówić pizzę na dowóz, a wertując menu od razu wiedziałem, że moje kubki smakowe domagają się czegoś piekielnie ostrego.

1441367_582527975134473_1042213341_n

Pani przyjmująca zamówienie przez telefon była bardzo miła i z chęcią doradziła mi, jaką pizzę wziąć, aby było faktycznie ostro. Postawiłem na małą (?) 35-centymetrową pizzę podzieloną na pół. Na jednej połówce znalazła się pizza na bazie pozycji Heavy Metal, ale bez boczku oraz mięsa, które do tej potrawy jakoś specjalnie mi nie pasują. Z kolei na drugiej chciałem spróbować totalnego standardu, stąd tylko pieczarki i ser. Całość, z dostawą, kosztowała mnie 22 zł. Nie specjalnie dużo, ale jak za małą pizzę, więcej aniżeli lokalna konkurencja.

Oczekiwanie na dostawę miało wynosić do 45 minut, ale pizza przyjechała 20 minut wcześniej, więc już na samym początku pojawił się spory plus.

muzyczna 1

muzyczna 2 muzyczna 3

Pizza wygląda nieźle, na pierwszy rzut oka ciasto jest cieniutkie, ale dobrze wypieczone, a brzegi chrupiące, aczkolwiek nie najlepsze wrażenie robią ciemne pieczarki. Konsumowanie rozpoczynam od ostrzejszej części, na której otrzymałem salami, kukurydzę, sporo chili, ser oraz ostry sos. Miałem ochotę na coś mega ostrego i faktycznie to otrzymałem. Ostrości dodaje głównie mocno aromatyczny sos z dodatkiem chili. Ciasto jest cienkie, ale nie rozmiękłe, a lekko chrupiące – za co wielki plus. Ilość dodatków jest spora, momentami wręcz przesadna, przez co ciasto – mimo dobrego wypieczenia – nie daje rady utrzymać całości.

muzyczna 5

Smakuje jednak bardzo fajnie i faktycznie ostro piecze. Nie jestem fanem kukurydzy w pizzy, ale zapomniałem poprosić o to żeby jej nie było. Okazało się jednak, że to właśnie jej słodkość dobrze łagodziła ostrość dochodzącą zarówno z sosu, jak i papryczek, a także salami. Ucieszyło mnie także mocno wypieczone salami, które dzięki temu stało się chrupkie, a nie ciągnące, jak to ma zazwyczaj miejsce w pizzach. Całość bardzo mi smakowała, ostrość bardzo odpowiadała, więc przyczepić się można jedynie do jej „ciężkości”, ale to tak na siłę.

muzyczna 4 muzyczna 6

Druga połówka okazała się standardem, ale na dobrym poziomie. Tutaj ilość dodatków była akuratnia, idealnie dopasowana do cienkiego ciasta. Mocno ciemne pieczarki mogą nieco odstraszać, ale smakują dobrze.

Wielki plus dla Pizzerii Muzycznej za ciasto, lekko chrupiące na zewnątrz oraz sprężyste w środku. Jeszcze większy za ostrą pizzę, która ostrą jest nie tylko z nazwy. Jak dla mnie, pizza o wiele lepsza od tych z sieciówek w typie Da Grasso czy Dominium, nie mówiąc o Telepizzy. Placek nie jest wcale taki mały, więc te 22 zł okazały się dobrze wydanymi pieniędzmi. Jeśli lubicie pizzę na cienkim cieście, którą rzadko można spotkać w pizzeriach z opcją dowozu, warto spróbować Pizzerii Muzycznej.

Pizzeria Muzyczna

ul. Jedności Narodowej 122 a

facebook.com/PizzeriaMuzyczna

pizzeriamuzyczna.pl

Pizza Station, czyli placek idealny na imprezę

Osoby, które miały okazję skosztować pizzy w Pizzy Station, dzielą się na dwie grupy: tych, którzy te placki uwielbiają oraz drugich, uważających tamtejszą pizzę za profanację narodowej włoskiej potrawy. We Wrocławiu Pizzę Station zna chyba każdy. Jest to mała sieciówka, która rozpoczęła od malutkiego lokalu przy stacji benzynowej, a obecnie posiada już sześć podobnych miejsc we Wrocławiu i jedno w Poznaniu. Pizzeria bardzo szybko zyskała popularność, głównie dzięki niewygórowanym cenom oraz wielkości pizzy, a dokładnie ciasta. Placek jest typowo amerykański, na grubym cieście z ogromną ilością sera.

file_big

Swoje zamówienie złożyłem telefonicznie, dzwoniąc do lokalu Pizzy Station w Długołęce. Zamówiłem dużą pizzę podzieloną na pół. Na jednej części poprosiłem o Oregon, czyli typową Margheritę, a na drugiej Texas z pieczarkami i kiełbasą salami. Cena za całość – 18,50 zł, dostawa darmowa.

Różnie już bywało z długością oczekiwania na pizzę ze Station, ale akurat tym razem dostawca podjechał pod drzwi po niespełna 25 minutach. Od razu jednak zaznaczę, że miał pizzę tylko dla mnie, stąd ekspresowe tempo. W  kilku innych przypadkach, kiedy dostawca miał do rozwiezienia zamówienia w kilka miejsc, okazywało się, że dostarczony placek jest już gumowy i niedobry. To spowodowało, że przez ostatni rok zrobiłem sobie mały detox na Pizzę Station. Tym razem, po dłuższej przerwie, wszystko było ok.

pizza station 1

Całość wręcz zalana jest jest serem. Co ważne – serem gorącym, ciągnącym się, jakby ledwo wyjętym z pieca.

pizza station 2

Kiedy jadam tę pizzę? Tylko i wyłącznie na kacu lub przed imprezą, kiedy chcę zrobić odpowiednio tłusty „podkład”. Jak dla mnie jest to idealne danie na te dwie okazje. Jeśli miałbym pójść do restauracji i zjeść taki placek, raczej bym sobie odpuścił. Przeciwników Pizzy Station na pewno nie przekonam, ale uważam, że ma ona w sobie coś fajnego, zwłaszcza dla wielbicieli fast foodów.

pizza station 3

Ciasto jest grube, pulchne, mocno wyrośnięte, może się wydawać, że przytłumione ogromną ilością dodatków, ale dobrze się trzyma, więc spokojnie można je jeść rękami. Dodatków, które są naprawdę dobrej jakości. Salami świetnie przypieczone, chrupiące i lekko ostre. Ciągnący się ser i delikatny sos pomidorowy, którego jest akuratnie, bez przesady, dzięki czemu nie dominuje smakiem nad dodatkami. Pieczarki świeże, ale odsączone, nie powodują, że placek jest mokry.

Hitem jest także sos czosnkowy. Majonezowy, z dużą ilością papryki w proszku. Sos jest kremowy, co pozwala nam idealnie rozprowadzić go po całej pizzy, bez obawy, że za chwilę spłynie.

Na pewno nie jest to pizza z Pieca na Szewskiej, ale chyba każdy, kto zamawia pizzę w Pizza Station zdaje sobie z tego sprawę. Pizza Statnio kieruje swoje menu w stronę innej klienteli, głównie studentów, którzy chcą zjeść dużo i za niewielkie pieniądze. Dużą pizzą spokojnie najeść, a właściwie napchać mogą się dwie osoby.

Pizza Station

Długołęka, ul. Wrocławska 52 (stacja Shell)

www.pizzastation.pl/dlugoleka/lokal

Casa Italiana, czyli poprawnie, ale bez fajerwerków

Wrocław pizzeriami stoi, ale na naszym blogu trochę zaniedbaliśmy tę kategorię. Czym prędzej więc spróbujemy to naprawić, a na pierwszy ogień postanowiliśmy wziąć restaurację Casa Italiana przy ul. Więziennej. Pierwszy raz w tym miejscu zjawiliśmy się z żoną już ponad rok temu i pizza nam zasmakowała, a jeszcze bardziej tiramisu, które jest obłędne. Tym razem w wyborze Casa Italiana pomógł nam nieco kupon z Groupona, który kupiliśmy już jakiś czas temu, a właśnie kończył się jego termin. Zarezerwowaliśmy więc miejsce i udaliśmy się na pizzę.

Foto - pitupitu.pl

Foto – pitupitu.pl

Casa Italiana mieści się w lokalu, który widział już sporo restauracji, o ile dobrze pamiętam z brazylijską na czele, ale żadnej nie udało się na dłużej utrzymać na rynku. Wystrój w środku jest pozostałością właśnie po poprzednim najemcy, z dużymi czerwonymi kanapami i dość mrocznymi ciemnościami panującymi w środku. Oczywiście w lecie można zjeść zamówione dania także w ogródku na zewnątrz.

Kupiony przez nas groupon upoważniał nas do zamówienia dwóch pizz za 34,99 zł zamiast 64 zł. Zerkam w menu, a w nim pizze od 13 do 30 zł. Skąd więc 64 zł,ciężko powiedzieć, ale to akurat mogę zwalić na siebie i swoją nieuwagę przy zamawianiu kuponu. Poza pizzą w menu znajdziemy także zupy, makarony oraz dania mięsne ze stekami na czele.

Drugim, niestety większym problemem okazała się obsługa. Owszem, w lokalu zajętych było kilka stolików, ale od momentu wejścia do restauracji, do podania nam kart minęło jakieś 10 minut. Na przyjęcie zamówienia również czekaliśmy kolejnych dziesięć. Zamawiamy w końcu dwie pizze, ja decyduję się na Ognistą, wymieniając w niej salami na pieczarki, natomiast żona wybiera Toscanę.

Fajnym akcentem w dniu, w którym byliśmy okazała się przystawka podawana każdemu z klientów w ramach zamówienia. Otrzymujemy więc na stolik carpaccio z buraków z czosnkiem. Mała rzecz, ale dobrze świadczy o restauracji. Swoją drogą, całkiem fajny starterek, słodkawy z mocno wyczuwalnym aromatem czosnku oraz kaparami.

u wlocha 1

W przeciwieństwie do początkowej obsługi, swoje pizze otrzymujemy w iście ekspresowym tempie. Toscana żony to sosik pomidorowy, ser, pieczarki i szynka.

u wlocha 2

Jak dla mnie ser jest za mocno przypieczony, przez co ciężko powiedzieć, aby był ciągnący. Ciasto cieniutkie, ale chrupiące, bez problemu można jeść – jeśli ktoś lubi – pizzę ręką, bez obawy, że wszystko z niej spadnie. Ciasto jest zdecydowanie największą zaletą pizzy w Casa Italiana. Dodatki do bólu standardowe, niestety bez wyraźnie przebijających się smaków, tak, jakby ktoś zapomniał, że pizzę można posypać choćby ziołami.

Pizza Ognista w moim wydaniu to sosik, ser, pieczarki i papryczka jalapeno.

u wlocha 3Jedna rzecz, dzięki której Casa Italiana kupiła mnie w całości – świeża papryczka Jalapeno. Nie jakieś dziwne ścinki z puszki, tylko świeża, bardzo ostra Jalapeno, która nadaje tej pizzy bardzo wyrazistego smaku. Także u mnie ser wydaje się nieco za bardzo przypieczony, czego nie można powiedzieć o pieczarkach, które delikatnie nawilżają ciasto. O placku wspominałem już wyżej.

u wlocha 4

Momentami pizza jest za sucha, prawdopodobnie przez zbyt małą ilość sosu pod serem, więc zamówiliśmy dodatkowo sos czosnkowy. Całkiem smaczny, mocno aromatyczny z dodatkiem koperku.

Ogólnie jednak, za bardzo dobre ciasto i ostrość świeżej Jalapeno, uważam, że raz na jakiś czas warto wybrać się do Casa Italiana, aczkolwiek na pewno nie jest to poziom Pieca na Szewskiej.

Casa Italiana

ul. Więzienna 5 B

www.pizzauwlocha.pl

facebook.com/CasaItalianaWroc

Bar Witek, czyli legenda ciągle żywa

Taka sytuacja – Wrocław, ulica Wita Stwosza, godzina 9.31. Otwarcie Baru Witek – 9.30. Przybywam na miejsce ledwie minutę po otwarciu, z samego rana. Patrzę i nie do końca dowierzam. Przy kasie stoi kolejka, składająca się z ok 10 osób.  Jeśli szukacie bardziej kultowego miejsca z fast-foodami na gastronomicznej mapie Wrocławia, uprzedzam – nie znajdziecie. Bar Witek istnieje… od zawsze, a przynajmniej odkąd pamiętam, a wygląda tak, dość niepozornie.

1328534045_2

Ostatnio opisywałem wam inne kultowe wrocławskie miejsce, gdzie serwują pyszne tosty, Bar Zbyszko. Po sprawdzeniu obu, stwierdzam z całą stanowczością – Witek jest jakieś dwie długości przed Zbyszkiem, zdecydowanie.

Miejsce nie zmieniło się od lat, ten sam wystrój, to samo menu i ciągle świetne tosty. Odwiedziłem bar przy ul. Wita Stwosza, ale we Wrocławiu możecie odwiedzić jeszcze drugą odsłonę Witka przy ul. Armii Krajowej.

Menu jest krótkie, oprócz tostów możemy zamówić także zapiekanki i udka z kurczaka.

Witek 1

Witek 2Przyszedłem jednak w jasnym celu, spróbować – po latach przerwy – tradycyjnego tosta z serem i pieczarkami za całe 7,30 plus 60 groszy za sos czosnkowy.

Oczekiwanie na podanie? Jedynie w kolejce, ponieważ tosty cały czas pieką się na bieżąco i otrzymujemy go od razu po złożeniu zamówienia. Przy okazji podpatrzyłem jak na zapleczu przygotowywane są legendarne tosty. Dwie ogromne kromki chleba tostowego zostają solidnie posypane świeżymi, posiekanymi w duże plasterki, pieczarkami, do tego dodana zostaje spora porcja masła oraz gruby kawał sera żółtego oraz przyprawy.

Efekt końcowy?

WItek 3

Otrzymujemy dużego tosta, który pachnie fenomenalnie, na przemian pieczarkami i serem. Otwieramy, i w środku natrafiamy na coś takiego.

Witek 4

Chleb jest doskonale przypieczony, suchy, a w środku możemy faktycznie rozkoszować się dużą ilością ciągnącego sera i pysznych, doprawionych papryką w proszku pieczarek. Co ważne, z pieczarek nie wylewają się litry wody, jak ma to często miejsce w innych barach. Grzybki są pokrojone w spore plastry, dzięki czemu nie rozmiękają.

Smak jest fenomenalny, jak w dzieciństwie, kiedy jadałem te tosty namiętnie. Od tamtych czasów zmieniło się niemal wszystko, został tylko Witek. Sosik czosnkowy jest własnej roboty, z gęstego jogurtu i ostrym czosnkowym posmakiem. Jak dla mnie o wiele lepszy od standardowego ketchupu.

O tym miejscu wiele więcej nie trzeba pisać, Witka trzeba odwiedzić, ciągle jest świetny.

 

Bar Witek

ul. Wita Stwosza 40/1 A

facebook.com/BarWitekWroclaw

 

Zbyszko, czyli kultowe tosty z małym „ale”

Od kiedy tylko sięgam pamięcią, we Wrocławiu mieliśmy dwa kultowe miejsca z przepysznymi tostami – Witka i Zbyszko. Przyznam jednak, że w ostatnich latach jakby nieco zapomniałem o obu i nie jadłem tam od dawna. Postanowiłem więc szybko nadrobić zaległości i odwiedzić oba lokale. Pierwsze kroki skierowałem na ulicę Bałtycką do Zbyszka. Tak, na Bałtycką, a nie Zawalną, gdzie bar swoją siedzibę miał… chyba od zawsze. Do Witka z kolei zawitam już niebawem, a tymczasem możecie wziąć udział w konkursie organizowanym przez nas wspólnie z barem.

Bar położony jest na małym placyku przy ul. Bałtyckiej, przy markecie Ponik. Lokalik jest niewielki, ale przyjemny, z kilkoma stolikami dla klientów. Na wejściu wita mnie roznoszący się zapach przypieczonego sera, który mocno pobudza kubki smakowe. Poza tostami, w Zbyszku można zamówić jeszcze kilka innych potraw.

Zbyszko 1

Ja przyszedłem jednak z jasnym założeniem – chcę zjeść najbardziej klasycznego z klasycznych, tosta z serem i pieczarkami. Wybaczcie, ale knyszę czy pitę z kebabem w tym miejscu sobie odpuszczę, po tym jak zobaczyłem co otrzymali zamawiający te dania przede mną klienci. Zresztą nie za bardzo jestem sobie w stanie wyobrazić ten kebab, który nie smaży się na głównej sali.

zbyszko 4

Ok, nie o kebabie jednak miałem tutaj pisać. Zamawiam tosta tradycyjnego za 6,50 zł, a pani informuje mnie, że będę musiał poczekać kilka minut, aż będzie gotowy.

Po rzeczonych kilku minutach zostaje wywołany, a tacce otrzymuję coś takiego.

zbyszko 2

Do każdego tosta możemy wybrać sobie jeden z typowych kupnych sosów spośród: meksykańskiego, majonezu, ketchupu i czosnkowego. Decyduję się na ten ostatni i zabieram się do pałaszowania.

Pieczywo, jak informuje nas napis na ścianie wypiekane jest na specjalne zamówienie u tego samego piekarza od lat. Jest ono większe od tradycyjnego chleba tostowego, który możemy kupić w każdym sklepie. Wygląda apetycznie, więc czym prędzej biorę tosta do ręki i gryzę po raz pierwszy.

Smakuje wybornie, jakbym cofnął się o kilka/naście lat, kiedy jako dziecko wcinałem te tosty z wielkim apetytem. Po dwóch gryzach dochodzę jednak do wniosku, że nie wszystko w tym toście gra. Chleb zaczyna być rozmoknięty, zapewne przez pieczarki, których jest w środku naprawdę sporo, a które to puściły swoje soki. Niemiłym rozczarowaniem jest także ilość sera, znikoma ilość.

zbyszko 3

Zjadam tosta do końca, ze sporymi problemami, ponieważ w międzyczasie się rozleciał. Jeśli zamierzacie wpaść do Zbyszka na tosty, pamiętajcie o zaopatrzeniu się w dużą ilość chusteczek. Ser pojawia się w niektórych miejscach, w innych niestety jakby zupełnie go nie było. W późniejszej rozmowie z siostrą, która także bywa w tym miejscu, zostałem uświadomiony, że zamawiając tosta, należy jako dodatek dobrać dodatkowy ser, wtedy jest wszystko ok.

Tosta klasycznego wZbyszku ciężko jest mi ocenić negatywnie, choćby ze względu na tradycję, ale także i świetny smak. Jest po prostu pyszny, klasyczny, ale jak wspomniałem, brakuje ostatecznego sznytu, który byłby potwierdzeniem klasy. Otrzymałem tosta zbyt „mokrego”, a chleb nie utrzymał do końca całego farszu.

Gdyby popracować jeszcze nad chrupkością tostów, wydaje mi się, że mogłoby być idealnie. Smakowo ciężko się do czegoś przyczepić. Właśnie takie tosty jadałem w dzieciństwie.

 

Bar Zbyszko

ul. Bałtycka 21

www.bar-wroclaw-xbcax.firmet.pl/