Pizzerie

Pizzasso, czyli coś nie wyszło

Tak się ostatnio składa, że jeśli jem pizzę, to zazwyczaj łączy się to z zamówieniem jej przez telefon. Wybierając stacjonarne restauracje, prawdopodobnie podświadomie unikam pizzerii, co związane jest chyba z coraz większą ilością innego fajnego jedzenia we Wrocławiu. Są jednak dni, w których nic nie smakuje tak dobrze, jak właśnie włoski specjał. Sporo osób polecało mi pizzerię Pizzasso, dowożącą rzekomo jedne z najlepszych placków w mieście. Postanowiłem w takim razie sprawdzić czy faktycznie tak jest.

Pizzasso to nietypowa pizzeria, nieposiadająca stałego menu. Każdy klient ma możliwość skomponowania swojej własnej pozycji z dowolnymi dodatkami, na które ma akurat ochotę w danym momencie.

aaaa

Mamy możliwość wyboru pomiędzy ciastem cienkim, grubym oraz razowym, a wszystkich dodatków jest kilkadziesiąt. Ciekawa opcja i spore ułatwienie zarówno dla obsługi, jak i klientów. Zwłaszcza takich, którym nigdy nie pasuje rozkład składników w pizzach znajdujących się w menu.

Zamówienie składa się przez internet, obsługa jest banalnie prosta, więc szybko decyduję się na: 32-centymetrową pizzę na cienkim cieście z pieczarkami, salami pepperoni i papryką pepperoni. Cena za całość – 21 zł, dowóz gratis. Można zapłacić online, można także gotówką przy odbiorze.

Na swoją przesyłkę czekałem około 40 minut, po przyjeździe kuriera zapłaciłem i zabrałem się za konsumowanie.

pizzaso 1 pizzaso 2 pizzaso 3

Pierwsze wrażenie – ktoś tu chyba coś przypalił. Pizza jest słusznych rozmiarów, ciasto faktycznie cienkie, ale kompletnie zaginęły składniki. Podczas zamawiania poprosiłem o dwie połowy pizzy. Na jednej miały się znaleźć tylko: sos, ser i pieczarki, na drugiej wszystko co zamówiłem. Po otwarciu pudełka okazało się, że jedna połówka faktycznie skrywa – dosłownie – wszystkie składniki, natomiast druga to zwykła margherita. Próbujemy.

pizzaso 4

 

O ile bardzo lubię mocno przypieczone pęcherzyki z mozzarelli, tak w tym przypadku były one po prostu zbyt długo przetrzymane w piecu, zwyczajnie przypalone. Sam ser, którego nie było za dużo, wypadł najlepiej. Jego mocno słony smak zdecydowanie wybijał się na pierwsze miejsce, co jak dla mnie było zaletą. Momentami pizza przypominała mi tą z Pizza Hut.

pizzaso 5

Cienkie ciasto dobrze trzymało całość, nie łamało się i było chrupiące od spodu. Dokładnie takie, jak powinno wyglądać ciasto w pizzy z dowozem.

pizzaso 6

Połówka margherity byłaby pewnie naprawdę niezła, gdyby nie została za bardzo spieczona. Z kolei druga część okazała się nieporozumieniem. Dodatki zostały w 100% zalane przez ser, ciężkie do wychwycenia. Zaginęły kompletnie pod warstwą sera, ale to nie wina wyrazistej mozzarelli, a słabej jakości pozostałych składników. Salami pepperoni raczej salami nie było, pieczarek trzeba było szukać z lupą, a mające zaostrzyć nieco smak papryczki pepperoni właściwie zniknęły kompletnie.

pizzaso 7

 

Po zjedzeniu pizzy z Pizzasso mam nieco mieszane odczucia, bo zamawiałem stamtąd jedzenie pierwszy raz, obsługa była szybka, nie chciałbym ich skreślać, ale pozostał spory niesmak, jak choćby przypalony ser i znikoma ilość dodatków. Jeśli jadłbym z zamkniętymi oczami, to na 99.9% nie rozróżniłbym obu połówek pizzy. Plus za szybki dowóz, spory minus za mało wyraźny smak pizzy oraz pomyłkę przy składnikach na obie połówki pizzy.

Pizzasso

ul. Powstańców Wielkopolskich 2/1

facebook.com/pizzasso

pizzasso.pl

Reklamy

Nel Parco z dowozem, czyli pomyłka

Są takie dni, kiedy nic się nie chce, a organizm domaga się jedzenia. Wtedy najszybszym sposobem na zapełnienie brzucha jest oczywiście zamówienie pizzy. Tym razem, chcąc spróbować czegoś innego, odpuściliśmy sobie Pizzę Station. A że pizzerii dowożących jedzenie we Wrocławiu są dziesiątki, wybór nie jest łatwy. Sugerując się głosem jednego z czytelników zdecydowaliśmy się ostatecznie na Nel Parco, czyli stosunkowo nową pizzerię położoną w urokliwym miejscu, na obrzeżach Parku Szczytnickiego.

1377582_539997082747670_1783325348_n

W menu znajdziemy zarówno pizzę, jak i kilka rodzajów sałatek. Do piwa i meczu zdecydowanie bardziej pasuje pizza, więc wybieramy duży placek podzielony na pół. Na jednej części prosimy o przygotowanie pizzy Funghi, na drugiej coś na ostro, czyli Piccante. Rachunek za całość wynosi 23 zł za pizzę o średnicy 45 cm. Pani przyjmująca zamówienie informuje nas, że czas oczekiwania może wynieść około 45 minut.

Czekamy, czekamy, czekamy, i nic. Mija godzina, nic. Godzina i piętnaście minut, nic. W końcu otrzymujemy telefon z pizzerii z pretensjami dlaczego nie odebraliśmy pizzy. Pani tłumaczy nam, że dostawca był, ale nie mógł trafić, chociaż wszystkie dane zostały podane podczas zamawiania. Lekko zirytowany wytłumaczyłem, że istnieje takie urządzenie, zwane telefonem, którego można użyć jeśli się nie potrafi dotrzeć na miejsce. Niestety, dostawca o tym nie pomyślał. Proszę o wysłanie go raz jeszcze, tłumacząc jeszcze raz dokładnie gdzie mieszkam. Minęło kolejnych 20 minut i pan z torbą podtrzymującą temperaturę pizzy zjawia się przed drzwiami. Jak widać, można.

Płacę, otwieram pudełko i, od początku coś tutaj nie gra. Pizza wygląda na wyschniętą.

nel parco 3

 

nel parco 1 nel parco 2

Dotknąłem placka i już wszystko wiedziałem. Otrzymałem tą samą pizzę, która została do mnie wysłana ponad godzinę wcześniej, a przed dotarciem do mnie, przez godzinę leżała w pudełku jeżdżącego w jedną i drugą stronę dostawcy. Nikt nie wpadł na pomysł, że skoro popełniono błąd, wypadałoby upiec nową pizzę.


nel parco 5 nel parco 7 nl parco 6

 

Na temat smaku pizzy rozpisywać się specjalnie nie ma co, z szacunku do was. Domyślacie się jak może smakować zimna pizza z zeschniętym serem, gumowatym salami i ścinkami rozmokłych pieczarek. Tragedia, nie wspominając już i cieście, niby w stylu neapolitańskim, cienkim, a tak naprawdę totalnie wysuszonym i jakby niedopieczonym na brzegach. Zresztą od spodu wyglądało to jeszcze gorzej,  zobaczcie sami.

nel parco 4

Ilość jalapeno także woła o pomstę do nieba. Oczywiście, na potrzeby testu, spróbowałem każdej części, ale było to traumatyczne doświadczenie, nie mające nic wspólnego z przyjemnością. Doświadczenia z jedzeniem na dowóz mam przeróżne, ale czegoś takiego jeszcze nigdy nie otrzymałem. Pomyłka ze strony pizzerii poskutkowała tym, że otrzymałem zimną, starą pizzę, a nikt nie zdobył się nawet na lekkie przeprosiny, może rabat przy zamówieniu. Gdybym wiedział, że otrzymam pizzę, która przejeździła w torbie ponad godzinę, na pewno bym jej nie przyjął, ale nigdy bym nie wpadł na to, że ktoś może mi coś takiego dostarczyć. Dziękuję, więcej nie skorzystam.

Ti Amo, czyli zaskakująca pizza na cieście razowym, i nie tylko.

Trochę mi wstyd, ponieważ uwielbiam absolutnie wszystkie makarony, pod każdą postacią, a zupełnie odpuściłem sobie ten dział na blogu. Chcąc szybko nadrobić zaległości, w najbliższym czasie na stronie pojawi się kilka relacji z włoskich knajpek. Na pierwszy rzut postanowiłem wziąć miejsce, obok którego przejeżdżam codziennie kilka razy, ale wcześniej kompletnie mi umknęło. W odwiedzinach w Ti Amo w dużej mierze pomogliście mi wy, czyli czytelnicy bloga. Kilka razy dostałem na maila „cynk” o tym, że warto zawitać na ulicę Jaracza, żeby spróbować kilku dań w tej restauracji.

Samo położenie Ti Amo nie jest może najszczęśliwsze, restauracja jest schowana pomiędzy blokami dość niedawno wybudowanych osiedli, ale za to kiedy już trafimy na miejsce, okazuje się, nie ma dramatu, a wręcz pozytywnie zaskakuje. Lokal jest dwupoziomowy, klimatyczny.

Foto - Facebook Ti Amo

Foto – Facebook Ti Amo

Wystrój może nie jest szałowy, nie robimy WOW od pierwszego momentu, ale kiedy wejdzie się na górne piętro, Ti Amo nabiera uroku, po prostu może się podobać.

ti amo 1 ti amo 4

Za pierwszy razem przyszedłem do lokalu z jasnym przesłaniem spróbowania makaronu, więc nawet nie zerkałem specjalnie w stronę innych potraw, spośród których w menu znajdziemy m.in. pizzę, crepy i sałatki. Decyduję się na makaron zapiekany Extra Ben Fatto (18,90 zł) oraz pieczywo czosnkowe z serem na przystawkę (5,50 zł).

Obsługa działa sprawnie, choć trzeba przyznać, że akurat kiedy pojawiłem się na miejscu, klientów zbyt wielu nie było.

ti amo 6

Najpierw otrzymuję wodę, a chwilę później przystawkę.

ti amo 5

Żadnych wymysłów i udziwnień. Najzwyklejsze pieczywko czosnkowe przygotowane na dwóch połówkach ciabatty, ale nie jest to zarzutem, a działa na wielki plus. Dużo masełka czosnkowego, oregano i zwyczajnego sera żółtego. Proste i niezwykle smaczne. Pieczywko szybko pochłonąłem, bo na stole pojawił się już makaron.

ti amo 7 ti amo 8

Extra Ben Fatto, czyli penne zapiekane pod serem  z gorgonzolą, pieczarkami, brokułami, kurczakiem i sosem śmietanowym. Na pewno nie jest to wersja dla osób będących na diecie, więc tym bardziej ta pozycja mnie do siebie przekonała. Makaron wygląda niezwykle apetycznie, nie jest wysuszony, a całość pokryty złociutkim roztopionym serem. Kiedy przebiłem się przez pierwszą warstwę, do mojego nosa dotarły niezwykle interesujące zapachy. Pierwszy gryz – poezja, świeżutkie pieczarki nadają świetnego aromatu, a razem z brokułami stanowią idealne uzupełnienie dla delikatnego sosu i miękkiego makaronu. Porcja jest naprawdę spora, ale tak smaczna, że ciężko zostawić choć kawałek. Zamówienie Extra Ben Fatto było świetnym ruchem, który tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że do Ti Amo wrócę na pewno jeszcze nie raz, na makaron i nie tylko. Jednak wcześniej, a dokładnie w kolejnym dniu postanowiłem spróbować pizzy. Niestety, nie miałem jak wyrwać się z pracy, więc chwyciłem za telefon i zamówiłem z dowozem.

Od początku nastawiałem się nie na standardową pizzę, a na tą na cieście razowym, którą zachwalało mi przynajmniej kilka osób. Jako że miałem ochotę na coś ostrego, wybór padł na American Hot z pieczarkami. Pani po drugiej stronie telefonu zaproponowała w takim wypadku pozycję numer 13, a więc Migliore, w której mogę wymienić pepperoni na jalapeno, dzięki czemu zaoszczędzę. Wielki pozytyw za to, choćby nawet była to tylko złotówka różnicy. Pozytywne wrażenie zostaje na długo.

Pracuję niedaleko ulicy Jaracza, więc spodziewałem się szybkiej dostawy. Tutaj spotkało mnie jednak spore zaskoczenie, ponieważ przewidywany czas oczekiwania wyniósł aż godzinę i 15 minut, i faktycznie, po około 75 minutach otrzymałem zamówienie warte 18,90 zł.

 

ti amo 9

Mała pizza o średnicy 28 cm wcale nie okazała się taka mała, a już na pewno nie brakowało na niej składników.

ti amo 10

Najbardziej byłem jednak ciekaw tego, jak smakuje to razowe ciasto, które już na pierwszy rzut oka było mniej chrupiące od standardowego i oczywiście miało inny kolor.

ti amo 11

Ciasto jest miękkie, pulchne, ale, co zaskakujące – smakuje dobrze, powiedziałbym, zaskakująco dobrze. O ile na początku byłem nastawiony do ciasta razowego nieco sceptycznie, to po pierwszy gryzach się do niego przekonałem i utwierdziłem się, że warto było spróbować. W smaku podobne było trochę do bułek grahamek.

ti amo 12 ti amo 13Pewnie nie przekonam do ciasta razowego fanów tradycyjnej pizzy, ale uważam jest to ciekawy pomysł, zwłaszcza, kiedy placek zostanie pokryty smacznymi, świeżymi dodatkami. Papryczka Jalapeno była faktycznie ostra, podobnie jak salami, a pieczarki – jak w makaronie – niezwykle aromatyczne. Całość została przykryta sporą ilością mozzarelli i fajnie skomponowana.

Ti Amo, choć niepozorne, okazało się bardzo przyjemną restauracją z ciekawym i smacznym jedzeniem. Największym plusem był doskonały zapiekany makaron, ale wysoki poziom trzyma także pizza. Ciasto razowe nie okazało się takie straszne jakby mogło się wydawać, a wręcz pozytywnie zaskoczyło. W przyszłości z chęcią wpadnę tutaj raz jeszcze skosztować razowej pizzy, a wam mogę śmiało to miejsce polecić.

Ti Amo

ul. Jaracza 57/57a

facebook.com/pizzatiamo

pizza-tiamo.pl

 

Pizzamobile, czyli bardzo pozytywne zaskoczenie

Jakiś czas temu poprosiłem was na naszym facebookowym fanpage’u o opinię na temat pizzy z  tego oto auta, ustawionego przy ulicy Bajana, zaraz przy wejściu do Hali Targowej Tęcza.

10330489_265132973676713_1719479063883503193_n

Często zdarza się w takich sytuacjach, że opinie są skrajne, zdecydowanie podzielone. Nie w tym wypadku. Właściwie jednogłośnie wszyscy, a było niemało opinii, wypowiadali się o Pizzamobile w samych superlatywach. Nie czekając więc zbyt długo, zdecydowałem, że czas spróbować włoskiego specjału z tego foodtrucka. Dość specyficznego trucka, który… nie jeździ.

pizzamob2

Opcji zjedzenia pizzy na miejscu właściwie nie ma, chyba że na stojąco. Właściciele Pizzamobile skupiają się głównie na zamówieniach na dowóz, ewentualnie z odbiorem osobistym, dlatego przy aucie nie ma żadnych stolików. Menu jest do bólu standardowe, podobnie jak i ceny, wahające się do 13,90 zł za margheritę do 22,90 zł. Na pewno każdy znajdzie dla siebie coś dobrego.

Pizza wypiekana jest wewnątrz auta w piecu opalanym drewnem. Cały proces przygotowania zamówienia trwa około pięciu minut. Rozglądam się po menu za jak najostrzejszą wersją pizzy, więc pan obsługujący w aucie poleca pozycję 15. Orientale za 19,90 zł. Jako że nie przepadam za oliwkami, rezygnuję z nich, przez co rachunek do uregulowania wynosi 17,90 zł, za co właścicielowi należy się wielki plus. Przyznam, że jeszcze nie spotkałem się z obniżką ceny pizzy po rezygnacji z jednego składnika.

Zostałem poproszony o podejście po pizzę właśnie za rzeczone pięć minut, i faktycznie, po tym czasie moje zamówienie czeka gotowe do odbioru zapakowane w firmowy kartonik.

pizzamob 1

Pizzę zdecydowałem się zjeść w aucie, ponieważ innych, wygodniejszych warunków nie udało mi się znaleźć. Otwieram wieczko i moim oczom ukazuje się smakowicie wyglądający kąsek.

pizzamob3 pizzamob4

Orientale, czyli sos, ser, salami i papryczki pepperoni. Pizza jest dobrze wypieczona, a ilość składników, głównie papryczek, zaskakuje. Po pierwszym gryzie okazuje się, że ciasto jest chrupiące zarówno na brzegach, jak i od spodu, ale dość elastyczne i miękkie w środku.

pizzamob5 pizzamob6

Ciasto nie jest tak cieniutkie jak w przypadku Pieca na Szewskiej czy Happy Little Truck, co nie znaczy, że jest złe. Wręcz przeciwnie, smakuje doskonale. Jednak całą robotę wykonują dodatki. Ciągnący się, delikatnie słonawy ser, aromatyczny, ale nie dominujący sos oraz przede wszystkim salami i papryczki. Kiełbasa jest chrupiąca z brzegu i delikatna w środku, lekko ostra, podbijająca prawdziwą ostrość płynącą z czerwonej i zielonej papryczki pepperoni, a także suszonych nasion papryczki, którymi została obsypana pizza na sam koniec. Całość tworzy niezwykle zgraną kompozycję przenikających się smaków. Delikatnych, od sosu i sera oraz ostrych, które zawdzięczamy salami i papryczkom. Nad całością unosi się jeszcze lekki ziołowy aromat oregano.

Niezwykle udana pizza, którą mogę polecić z czystym sumieniem. Jak dla mnie, wrocławska czołówka, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że pizze z pieca opalanego drewnem podchodzą mi najbardziej. Nigdy bym nie pomyślał, że tak dobrą pizzę znajdę przy hali targowej, której najlepsze czasy chyba już  minęły. Brawa dla ekipy z Pizzamobile.

Pizzamobile

ul. Bajana 1

pizzamobile.pl

facebook.com/pizzamobilepolska

Happy Little Truck, czyli idealna mobilna pizzeria

Aż wstyd się przyznać, ale do odwiedzenia Happy Little Truck zbierałem się od prawie roku, a dotarłem dopiero podczas Wrocławskiego Festiwalu Foodtrucków. Zbierałem się, zbierałem, ale nigdy nie mogłem dotrzeć, mimo że, patrząc na fotki pizzy przygotowywanej w tym foodtrucku, ciekła mi ślinka. Dostałem jednak swoją karę, ponieważ kolejki podczas festiwalu były ogromne, a czas oczekiwania na pizzę wynosił  około godzinę. Nic to, skoro przyszliśmy, należało złożyć zamówienie i swoje odczekać, w międzyczasie udając się do kolejnej kolejki przy innych autach.

happy little 2

Menu HLT na pewno będzie zmartwieniem dla mięsożerców, ponieważ w tym foodtrucku podaje się tylko i wyłącznie pizze w wersji wegetariańskiej.

happy little 1

Czując presję czasu wywieraną przez osoby stojące w kolejce za mną, szybko decyduję się na Margheritę i Biancę, płacąc w sumie 32 zł. Otrzymuję numerek 22 i spokojnie czekam na odbiór.

Jak się okazało, nie trzeba było czekać 60 minut, wystarczyło około 40. Pizza wypiekana jest w znajdującym się wewnątrz auta piecu opalanym drewnem, a do jego środka na jeden raz – z tego co zauważyłem – wchodzą dwa placki.

happy little 3

Ciasto robione jest na zakwasie, bez dodatku drożdży, a wypieka się je ledwie kilkadziesiąt sekund. W końcu otrzymujemy nasze skarby.

happy little 4 happy little 5

Pizza została podana na papierowym talerzyku, ale zupełnie nam to nie przeszkadza, a wręcz pozwala wczuć się w klimat święta ulicznego jedzenia. Nasze danie pachnie rewelacyjnie, a wygląda chyba jeszcze lepiej. Margherita była odpowiednio wypieczona. Chrupiąca na brzegach i idealnie delikatna w środku. Ciasto jest cieniutkie, na zewnątrz można znaleźć kilka przypieczonych pęcherzyków powietrza, które jednak tylko nadają dodatkowego  – pochodzącego z pieca – smaku.

happy little 8Ciasto jest cieniutkie, ugina się pod ciężarem składników, których jednak jest niewiele, co powoduje, że nie spadają, trzymając się na placku do końca. Pizza jest doskonała, sosik delikatny, ze wspaniałym aromatem pomidorów, a całość smakuje wybornie. Równie dobrą pizzę jadłem dotychczas tylko w Piecu na Szewskiej.

happy little 6 happy little 7

Druga pizza, Bianca, to połączenie mozarelli, mascarpone, ricotty, czosnku i oregano. Okazała się także bardzo smaczna, bardzo stonowana w smaku. Wydaje mi się, że odrobina czosnku więcej na pewno nie zaszkodziłaby tej pizzy, ale i tak wielki plus. Ciasto także w tym wypadku wypadło doskonale.

Co tu dużo mówić – ekipa Happy Little Truck wykonuje świetną robotę. Podczas festiwalu cała czwórka w środku auta uwijała się – dosłownie – w ukropie, ale poradziła sobie doskonale. Jeśli trzeba by poczekać na pizzę od nich nawet i 1,5 godziny, to z chęcią stanąłbym w tej kolejce raz jeszcze. Pizza jest świetna. Wydaje mi się, że nawet osoby kochające mięso, po spróbowaniu tego cuda, przekonałyby się do HLT. Wielkie brawa.

Happy Little Truck

Lokalizację trzeba śledzić na bieżąco na Facebooku HLT.

facebook.com/happylittletruck

 

Da Grasso, czyli dramat w trzech aktach.

Dawno temu, a dokładnie wtedy, kiedy jeszcze studiowałem na wrocławskim AWF-ie, jednym z nieodłącznych elementów imprez była pizza. Najlepiej tania i wielka, i właśnie taką w owych czasach oferowała pizzeria Da Grasso. Kiedy zawitałem tam ostatnio, dość przypadkowo, ponieważ musiałem zjeść coś na szybko, a akurat DaGrasso było najbliżej, zwróciłem uwagę na pizzę. Nie była już na tak cienkim cieście jak kiedyś, a i na jej powierzchni sera i dodatków było jakby więcej. Ogólnie wyglądała całkiem przyzwoicie. Mimo wszystko, mając w pamięci te fatalne, suche placki ze spalonym serem sprzed lat, postanowiłem spróbować czegoś innego.

Lokalik na ulicy Wyszyńskiego jest malutki, mieści cztery stoliki, ale nastawiony jest głównie na dostarczanie pizzy do domów klientów, ponieważ w środku zazwyczaj jest pusto, natomiast z pizzerii co i rusz wyjeżdża jedzenie na dowóz. Ja wybrałem zamówienie na wynos i zjadłem je w pracy. Menu obejmuje oczywiście szeroki wybór pizzy, której ceny rozpoczynają się od 9,90 zł za najmniejszą margheritę, aż po 32 zł za ogromne 42 centymetrowe pizze.

Jako się rzekło, pizzę odstawiam na bok i zamawiam coś zupełnie innego. Na przystawkę proszę o pieczywo czosnkowe z serem za 3,50 zł, a jako dwa dania główne wybieram Quesadillę z kawałkami pieczonej piersi z kurczaka za 16,50 zł oraz Tortillę z kawałkami pieczonej piersi z kurczaka za 12,50 zł.

Zostałem poinformowany, że czas oczekiwania wynosi ok 20 minut. I faktycznie, po tym czasie poproszono mnie o odbiór zamówienia, które zjadłem już w pracy.

2014-08-04 14.19.21

Pieczywo czosnkowe okazało się jedną grzanką ze stopionym z zewnątrz oraz surowym w środku serem. Sama grzanka to bardziej suchar, którego za żadne skarby nie dało się ugryźć bez obawy o połamanie zębów. Mimo w miarę zachęcającego wyglądu, pieczywo czosnkowe w liczbie jednej kanapeczki okazało się pudłem. Nie sądziłem jednak, że im dalej w las, tym będzie gorzej.

Dwa kolejne dania otworzyłem równocześnie, próbując raz jednego, raz drugiego.

2014-06-12 15.27.36 2014-06-12 15.29.55

Tortilla z kurczakiem, serem żółtym, sałatą lodową, ogórkiem i sosem czosnkowym. Do wyboru jest także opcja z salsą pomidorową, jednak z niej zrezygnowałem, podobnie jak z pomidora, który nie jest moim ulubionym warzywem. Tortilla już po zawinięciu podpieczona w piecu do pizzy, dzięki czemu zyskała chrupkość na zewnątrz, ale straciła ją w środku, co można odczuć najbardziej po rozmiękłej i mokrej sałacie. Kawałki kurczaka giną w ogólnym natłoku warzyw oraz sosu, który w połowie jedzenia właściwie uniemożliwia dalszą konsumpcję, ponieważ zalewa nam ręce.

Zastanawia mnie także czym jest wspomniany w menu pieczony kurczak, ponieważ przy bliższym zetknięciu z nim, można śmiało stwierdzić, że to typowy mrożony półprodukt, bez żadnych przypraw i smaku, a także wyglądu kurczaka. Porażka na całej linii.

2014-08-04 14.20.02

Na sam koniec warto (?) pochylić się choć na chwilę nad czymś, co teoretycznie miało być Quesadillą z kurczakiem. W menu możemy wyczytać, że Quesadilla to: Dwie tortille zapiekane z serem, kawałkami pieczonej piersi z kurczaka i pieczarkami, podane z sosem meksykańskim i śmietaną. 

Ok, rzeczywiście, to był dwie tortille, ale zapiekana była tylko jedna z nich, ta na górze, zresztą jakby delikatnie spalona.

 

2014-08-04 14.20.08

Ta od spodu wyglądała jak tortilla, która była moczona  w wodzie od 24 godzin, kompletnie nie do złapania jedną ręką. 2014-08-04 14.20.41W środku niby kurczak zapiekany pod serem z pieczarkami. Jeśli jednak z moim wzrokiem wszystko ok, to dostrzegłem tam głównie pieczarki, odrobinę sera na samym środku i śladowe ilości tego samego „kurczaka” co w tortilli. Śmietany nie dostarczono.
2014-08-04 14.21.04 2014-08-04 14.21.11 2014-08-04 14.22.17 2014-08-04 14.26.18

 

Totalnie niezjadliwa rzecz, która z porządną, tfu, ze średnio smaczną Quesadillą nie ma nic wspólnego. Aha, to białe coś na zdjęciu powyżej, to właśnie rzeczony „kurczak”.

Z całego serca nie polecam, radzę unikać tej sieciówki i obchodzić ją szerokim łukiem. Kiedy przeglądnąłem kilka informacji na temat DaGrasso, wyczytałem na ich stronie, że posiadają obecnie niemal 200 restauracji, rozmieszonych w 150 miastach naszego kraju. Smutne, że tak dużo osób nabrało się na ich jedzenie, w tym także ja.

 

Z szacunku do was nie podam linka do Facebooka DaGrasso, ani ich strony internetowej, wybaczcie.

Pizzeria Muzyczna, czyli śpiewająco ostra pizza na dowóz

Jako wielki fan mocniejszych brzmień z dość dużym zaciekawieniem zerknąłem w stronę Pizzerii Muzycznej , w której  muzyka jest równie ważna jak dobre jedzenie, zwłaszcza kiedy spojrzymy na ten dość oryginalny filmik promujący to miejsce.

Fajny, oryginalny pomysł, więc z chęcią zdecydowałem się na zamówienie u nich pizzy. Tym bardziej, że wśród zasłyszanych tu i ówdzie opinii, przeważały te pozytywne. Nie mogąc wyjść z pracy, postanowiłem zamówić pizzę na dowóz, a wertując menu od razu wiedziałem, że moje kubki smakowe domagają się czegoś piekielnie ostrego.

1441367_582527975134473_1042213341_n

Pani przyjmująca zamówienie przez telefon była bardzo miła i z chęcią doradziła mi, jaką pizzę wziąć, aby było faktycznie ostro. Postawiłem na małą (?) 35-centymetrową pizzę podzieloną na pół. Na jednej połówce znalazła się pizza na bazie pozycji Heavy Metal, ale bez boczku oraz mięsa, które do tej potrawy jakoś specjalnie mi nie pasują. Z kolei na drugiej chciałem spróbować totalnego standardu, stąd tylko pieczarki i ser. Całość, z dostawą, kosztowała mnie 22 zł. Nie specjalnie dużo, ale jak za małą pizzę, więcej aniżeli lokalna konkurencja.

Oczekiwanie na dostawę miało wynosić do 45 minut, ale pizza przyjechała 20 minut wcześniej, więc już na samym początku pojawił się spory plus.

muzyczna 1

muzyczna 2 muzyczna 3

Pizza wygląda nieźle, na pierwszy rzut oka ciasto jest cieniutkie, ale dobrze wypieczone, a brzegi chrupiące, aczkolwiek nie najlepsze wrażenie robią ciemne pieczarki. Konsumowanie rozpoczynam od ostrzejszej części, na której otrzymałem salami, kukurydzę, sporo chili, ser oraz ostry sos. Miałem ochotę na coś mega ostrego i faktycznie to otrzymałem. Ostrości dodaje głównie mocno aromatyczny sos z dodatkiem chili. Ciasto jest cienkie, ale nie rozmiękłe, a lekko chrupiące – za co wielki plus. Ilość dodatków jest spora, momentami wręcz przesadna, przez co ciasto – mimo dobrego wypieczenia – nie daje rady utrzymać całości.

muzyczna 5

Smakuje jednak bardzo fajnie i faktycznie ostro piecze. Nie jestem fanem kukurydzy w pizzy, ale zapomniałem poprosić o to żeby jej nie było. Okazało się jednak, że to właśnie jej słodkość dobrze łagodziła ostrość dochodzącą zarówno z sosu, jak i papryczek, a także salami. Ucieszyło mnie także mocno wypieczone salami, które dzięki temu stało się chrupkie, a nie ciągnące, jak to ma zazwyczaj miejsce w pizzach. Całość bardzo mi smakowała, ostrość bardzo odpowiadała, więc przyczepić się można jedynie do jej „ciężkości”, ale to tak na siłę.

muzyczna 4 muzyczna 6

Druga połówka okazała się standardem, ale na dobrym poziomie. Tutaj ilość dodatków była akuratnia, idealnie dopasowana do cienkiego ciasta. Mocno ciemne pieczarki mogą nieco odstraszać, ale smakują dobrze.

Wielki plus dla Pizzerii Muzycznej za ciasto, lekko chrupiące na zewnątrz oraz sprężyste w środku. Jeszcze większy za ostrą pizzę, która ostrą jest nie tylko z nazwy. Jak dla mnie, pizza o wiele lepsza od tych z sieciówek w typie Da Grasso czy Dominium, nie mówiąc o Telepizzy. Placek nie jest wcale taki mały, więc te 22 zł okazały się dobrze wydanymi pieniędzmi. Jeśli lubicie pizzę na cienkim cieście, którą rzadko można spotkać w pizzeriach z opcją dowozu, warto spróbować Pizzerii Muzycznej.

Pizzeria Muzyczna

ul. Jedności Narodowej 122 a

facebook.com/PizzeriaMuzyczna

pizzeriamuzyczna.pl

Konkurs z restauracją Piec na Szewskiej

Liczba fanów na naszym facebookowym fanpage’u oraz liczba czytelników bloga wzrasta każdego dnia, dlatego postanowiliśmy raz jeszcze podziękować wam za wkład w ego rozwój i, razem z właścicielami restauracji Piec na Szewskiej, organizujemy konkurs.

Konkurs, w którym do wygrania jest zaproszenie na obiad dla dwóch osób do Pieca na Szewskiej, którego specjalnie rekomendować raczej nie musimy. Jeśli jednak przez jakiś przypadek nie słyszeliście o tym miejscu, zapraszam do lektury naszej relacji tutaj.

149057_239429582862076_1927905547_n

Co trzeba zrobić aby wygrać zaproszenie na obiad? Wystarczy w komentarzu na naszym facebookowym fanpage’u (tutaj) wpisać lub wysłać w mailu (wroclawskiejedzenie@wp.pl) odpowiedź na pytanie: NA JAKIEGO RODZAJU CIEŚCIE PODAWANA JEST PIZZA W PIECU NA SZEWSKIEJ?

 

Konkurs trwa do środy, 23. lipca do godziny 23.59. Zwycięzcę wylosujemy spośród osób, które prześlą poprawną odpowiedź na pytanie.

Zapraszamy do zabawy!

 

Piec na Szewskiej to mała, rodzinna pizzeria oferującą pizzę wypiekaną w temperaturze ponad 350 stopni. Ponadto na Szewskiej można spróbować innych prostych dań kuchni włoskiej, m.in. dania mięsne, wegetariańskie jak i wegańskie.

 

 

 

Express Pizza, czyli całkiem niezły amerykański placek

W ostatnich latach dużo rzadziej decyduję się na zamawianie pizzy z dowozem, niż miało to miejsce w czasach studenckich, kiedy to właściwie każda zakrapiana impreza musiała zostać zwieńczona pizzą, najlepiej tanią i tłustą. Od tego czasu gusta nieco się pozmieniały, jakość stała się ważniejsza od ilości. Przychodzą jednak chwile, takie jak piłkarskie mistrzostwa świata, że człowiek ma ochotę zjeść do piwa coś nieco grubszego, aniżeli np. pizza w Piecu na Szewskiej. Tak więc konsultując się ze znajomymi, doszliśmy do wniosku, że tym razem odpuścimy sobie Pizzę Station, a wybierzemy działającą głównie w obrębie Biskupina – Express Pizzę.

1017731_553105954803373_609760346_n

Decydujemy się na zamówienie dwóch dużych pizz, tak, aby na każdej znalazły się dwa rodzaje. Prosimy więc o pół Americany i Texas oraz na drugiej po połówce Super Supreme i Hot Pepperoni. Czekamy około 30 minut, po których podjeżdża nasze zamówienie.

american pizza 1

Pierwsze, pozytywne zaskoczenie – pizza nie jest okrągła, a prostokątna. Druga sprawa, ciasto jest mocno wyrośnięte, co nie powinno dziwić, kiedy spojrzymy na logo Express Pizzy, na którym widnieje podpis „American Style”.

Na pierwszy ogień poszła pizza Super Supreme, która okazała się najgorszym punktem. Super Supreme to: kawalki kurczaka, szynka, salami, papryki i czarne oliwki. Jak dla mnie jednak za dużo dodatków, smaki się mieszają, stwarzając wrażenie dziwnego misz-maszu. Szynka nie jest najwyższych lotów, a kurczak przesuszony. Salami lekko ostre i, gdyby było nieco bardziej podpieczone, byłoby mocnym punktem tej pizzy. Podsumowując, najdroższa (23.90 zł) nie okazała się najlepszą.

Była nią natomiast Hot Pepperoni. Dużo marynowanej papryczki jalapeno i kiełbasa salami. Całość dostarcza naprawdę ostrych doznań, co w sumie mnie zdziwiło, ponieważ w 90% przypadków jalapeno ze słoiczka nie ma w sobie żadnej ostrości. Tym razem miała i to ona podniosła poziom tej pizzy na wyższy.

american pizza 2

 

Jednak największym plusem pizzy z Express Pizza, przynajmniej dla mnie, okazało się ciasto. Grube, drożdżowe, mocno wyrośnięte, ale zarazem delikatne i lekkie oraz chrupiące na brzegach. Robiąc domową pizzę, korzystam z takiego samego przepisu na placek. Texas (16,90 zł) i Americana (15,90 zł) smakowały nieźle. Pieczarki był świeże, odsączone z wody, pokrojone w cieniutkie plasterki. Jak dla mnie można by się pokusić o dodanie nieco większej ilości sera, którego uświadczyliśmy śladowe ilości. Sos w każdej pizzy był ten sam, pomidorowy. Nie powalał na kolana, okazał się do bólu standardowy, ale na pewno nie przeszkadzający w jedzeniu.

american pizza 3 american pizza 4 american pizza 5

To, czego mi zabrakło, to na pewno bardzie przypieczonego salami oraz wspomnianego sera. Te dwa elementy zadecydowały, że ciężko uznać mi Pizzę Express za produkt doskonały. Na plus zdecydowanie ciasto, które kojarzy mi się z dzieciństwem i dokładnie takimi grubymi plackami przygotowywanymi przez moją babcię. Nie próbuję oczywiście porównywać tej pizzy do chociażby Pieca na Szewskiej. W skrócie – obie pizzerie serwują zupełnie inne dania, co nie oznacza, że nie można lubić obu.

Właściciele mają jeszcze nad czym popracować, ale nie jest źle. Ich pizza wzorowana jest nieco na tej z Pizzy Hut i po części, na niezwykle popularnej we Wrocławiu Pizzy Station. Obecnie to jeszcze niższa półka, ale przy wprowadzeniu kilku ulepszeń, Express Pizza ma szansę zyskać spore grono fanów.

Pizza Station, czyli placek idealny na imprezę

Osoby, które miały okazję skosztować pizzy w Pizzy Station, dzielą się na dwie grupy: tych, którzy te placki uwielbiają oraz drugich, uważających tamtejszą pizzę za profanację narodowej włoskiej potrawy. We Wrocławiu Pizzę Station zna chyba każdy. Jest to mała sieciówka, która rozpoczęła od malutkiego lokalu przy stacji benzynowej, a obecnie posiada już sześć podobnych miejsc we Wrocławiu i jedno w Poznaniu. Pizzeria bardzo szybko zyskała popularność, głównie dzięki niewygórowanym cenom oraz wielkości pizzy, a dokładnie ciasta. Placek jest typowo amerykański, na grubym cieście z ogromną ilością sera.

file_big

Swoje zamówienie złożyłem telefonicznie, dzwoniąc do lokalu Pizzy Station w Długołęce. Zamówiłem dużą pizzę podzieloną na pół. Na jednej części poprosiłem o Oregon, czyli typową Margheritę, a na drugiej Texas z pieczarkami i kiełbasą salami. Cena za całość – 18,50 zł, dostawa darmowa.

Różnie już bywało z długością oczekiwania na pizzę ze Station, ale akurat tym razem dostawca podjechał pod drzwi po niespełna 25 minutach. Od razu jednak zaznaczę, że miał pizzę tylko dla mnie, stąd ekspresowe tempo. W  kilku innych przypadkach, kiedy dostawca miał do rozwiezienia zamówienia w kilka miejsc, okazywało się, że dostarczony placek jest już gumowy i niedobry. To spowodowało, że przez ostatni rok zrobiłem sobie mały detox na Pizzę Station. Tym razem, po dłuższej przerwie, wszystko było ok.

pizza station 1

Całość wręcz zalana jest jest serem. Co ważne – serem gorącym, ciągnącym się, jakby ledwo wyjętym z pieca.

pizza station 2

Kiedy jadam tę pizzę? Tylko i wyłącznie na kacu lub przed imprezą, kiedy chcę zrobić odpowiednio tłusty „podkład”. Jak dla mnie jest to idealne danie na te dwie okazje. Jeśli miałbym pójść do restauracji i zjeść taki placek, raczej bym sobie odpuścił. Przeciwników Pizzy Station na pewno nie przekonam, ale uważam, że ma ona w sobie coś fajnego, zwłaszcza dla wielbicieli fast foodów.

pizza station 3

Ciasto jest grube, pulchne, mocno wyrośnięte, może się wydawać, że przytłumione ogromną ilością dodatków, ale dobrze się trzyma, więc spokojnie można je jeść rękami. Dodatków, które są naprawdę dobrej jakości. Salami świetnie przypieczone, chrupiące i lekko ostre. Ciągnący się ser i delikatny sos pomidorowy, którego jest akuratnie, bez przesady, dzięki czemu nie dominuje smakiem nad dodatkami. Pieczarki świeże, ale odsączone, nie powodują, że placek jest mokry.

Hitem jest także sos czosnkowy. Majonezowy, z dużą ilością papryki w proszku. Sos jest kremowy, co pozwala nam idealnie rozprowadzić go po całej pizzy, bez obawy, że za chwilę spłynie.

Na pewno nie jest to pizza z Pieca na Szewskiej, ale chyba każdy, kto zamawia pizzę w Pizza Station zdaje sobie z tego sprawę. Pizza Statnio kieruje swoje menu w stronę innej klienteli, głównie studentów, którzy chcą zjeść dużo i za niewielkie pieniądze. Dużą pizzą spokojnie najeść, a właściwie napchać mogą się dwie osoby.

Pizza Station

Długołęka, ul. Wrocławska 52 (stacja Shell)

www.pizzastation.pl/dlugoleka/lokal